Home » All, Felietony - Głos Ludu

Marzenie kawalera

8 August 2009 163 views No Comment
0
Like

Korzystając z dobrodziejstw pewnego klubu podróżników gościliśmy w naszej pieczarze młodego Niemca. Nasz gość czytał ongiś artykuł o Cieszynie i zakochał się w mieście na zabój – w dodatku interesował się problematyką mniejszości w zjednoczonej Europie i jako tłumacz dla UE świetnie mówił po polsku i czesku. Mogliśmy więc obserwować jego reakcję na wszystkie absurdy zaolziańskiego życia.

W trakcie dwudniowego zwiedzania obu Cieszynów ów znajomy zakupił dwa kilogramy książek, albumów i publikacji na temat historii miasta i regionu, co oczywiście zaowocowało lawiną pytań. Śmiał się do rozpuku, gdy doczytał się, że Polacy sami sobie niechcący odstrzelili kawiarnię Avion, kręcił głową z niedowierzaniem, że komuś w dzisiejszych czasach mogą jeszcze przeszkadzać dwujęzyczne napisy, pytał, dlaczego polskie gimnazjum już dawno nie zmieniło się na otwartą szkołę językową, aby promować polski język także wśród Czechów …

Jeżeli w końcu chodzi o życie naszej mniejszości, pytał, po kiego czorta wydajemy w kółko te same historyczne publikacje dla wąskiego kręgu specjalistów, zamiast zacząć z taką samą werwą promować i wspierać własną kulturę – bo nie uświadczył takowych wydawnictw w żadnej placówce po obu brzegach Olzy. Zaniepokoiło mnie nie tylko to, że facet doszedł do takiego wniosku, ale także fakt, że sam nie znałem na to pytanie odpowiedzi. A więc – dlaczego?

Najłatwiej chyba byłoby użyć przypowieści, alegorii. Wyobraźmy sobie starego, zgorzkniałego kawalera, który postanowił w końcu zrezygnować z miłosnych podbojów, stracił wiarę we własne siły i w związek na całe życie. Zamiast zadbać o siebie i wyjść między ludzi, woli siedzieć w domu, przeglądać stare albumy ze zdjęciami i wspominać, jak to Kaśka dała mu kosza na balu maturalnym. W soboty ściera kurz z gimnazjalnych medali z biegu na 300 metrów, w niedziele dzwoni do mamy, by pożyczyć trochę kasy. W pracy nie rzuca się w oczy – wykonuje beznamiętnie swoje zadania, ale nie wykazuje żadnej inicjatywy. Awansu też nie chce, bo to tylko więcej problemów i obowiązków – najważniejsze to doklepać jakoś do emerytury …

Zdarzają się jednak noce, kiedy obserwuje z balkonu migające światła miasta i marzy. W takich chwilach łechcze go na skroni cicha nadzieja, że być może nie jest jeszcze kompletnie skreślony – że może jeszcze ruszyć z posad bryłę świata, wyjść na ulicę, polubić ludzi i dać się polubić. Wiadomo, na razie to krótkie chwile ulotnego entuzjazmu, ale … kto wie? W każdym razie nadal trzymam za niego kciuki.

Share it!
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Digg
  • StumbleUpon

Leave your response!

Add your comment below, or trackback from your own site. You can also subscribe to these comments via RSS.

Be nice. Keep it clean. Stay on topic. No spam.

You can use these tags:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

This is a Gravatar-enabled weblog. To get your own globally-recognized-avatar, please register at Gravatar.