facebook - Darek Jedzok / blog & archiwum Sat, 12 Sep 2015 16:50:38 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Felieton 254 – Imigranci. Odi et amo. /2015/09/12/felieton-254-imigranci-odi-et-amo/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-254-imigranci-odi-et-amo Sat, 12 Sep 2015 16:50:29 +0000 /?p=5063 Panoszą się i mnożą jak króliki, włażą z butami w nasze życia i wpychają na siłę swoje radykalne poglądy. Nadszedł czas, kiedy muszę odłożyć na bok fałszywą poprawność polityczną i otwarcie przyznać – nie znoszę facebookowych dyskutantów.   Jeżeli fala uchodźców będzie tak potężna, jak obecna medialna histeria, to w Europie nie ostanie się kamień […]

The post Felieton 254 – Imigranci. Odi et amo. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Panoszą się i mnożą jak króliki, włażą z butami w nasze życia i wpychają na siłę swoje radykalne poglądy. Nadszedł czas, kiedy muszę odłożyć na bok fałszywą poprawność polityczną i otwarcie przyznać – nie znoszę facebookowych dyskutantów.
 

Jeżeli fala uchodźców będzie tak potężna, jak obecna medialna histeria, to w Europie nie ostanie się kamień na kamieniu. Sytuacja, która chyba nie może już być bardziej skomplikowana i nieprzejrzysta, streszczana jest do jasnych überprawd, które nie wymagają weryfikacji i nie podlegają żadnej dyskusji.
 
Ja mam fotkę araba z karabinem. A ja mam zdjęcie utoniętego dziecka. Wszyscy uchodźcy są źli, naiwny pseudohumanisto. Wszyscy są dobrzy, ty ksenofobie. Wszystkich wpuścić. Wszystkich wyrzucić. Nie ma odcieni, nie ma wątpliwości. Codziennie rano obie strony wyruszają w tętencie klawiatur na własny internetowy dżihad – zabijcie wszystkich, Facebook rozpozna swoich.
 
W zgiełku okrzyków i propagandowych obrazków pochodzących to z jednej, to z drugiej strony, rzeczowa rozmowa stała się praktycznie niemożliwa. Poproś kogoś o odrobinę współczucia, a otrzymasz naklejkę lewaka. Zapytaj o kwestie bezpieczeństwa – jesteś faszystą. W zeszłym tygodniu udało mi się w ciągu jednej godziny oberwać obiema szufladkami. Moja nowa supermoc.
 
Nieliczne próby ogarnięcia tego mętliku i racjonalnego uporządkowania informacji odrzucane są przez obie strony jako przejaw cynizmu. W niuanse bawią się przecież tylko nudziarze i ostrożniccy, teraz liczą się emocje i prościutki przekaz.
 
Regularnie pojawia się więc jakiś nowy cymbał, który “mówi, jak jest”, tysiącami udostępnień rozkwitają “autentyczne relacje” oraz teksty “przedstawiające prawdziwy obraz”. Wszystko po to, by wkrótce zwiędnąć po serii korekt i demaskacji i zwolnić miejsce dla kolejnej entuzjastycznie witanej famy.
 
Szkoda, że nie mogę odłożyć całego tego bajzlu na półkę tematów, które z premedytacją olewam – tuż obok hasła “Izrael vs Palestyna”, “kapitalizm vs socjalizm” i “keczup vs majonez”. Wbrew bezwarunkowemu odruchowi przemądrzałego felietonisty nie mogę też zaoferować krótkiej i prostej analizy, ponieważ – wszyscy razem! – w tej sytuacji NIE MA krótkich i prostych wyjaśnień. Jeżeli ktoś wam takowe proponuje, to albo nie mówi prawdy, albo kłamie. Wybierajta.
 
Póki co wiem tylko trzy rzeczy. Po pierwsze – powinniśmy pomagać. Po drugie – powinniśmy robić to w przemyślany sposób. I po trzecie – dobrze by było, gdybyśmy się wzajemnie nie powyrzynali jeszcze zanim ustalimy komu i w jaki sposób podać pomocną dłoń.
 
Ilustracja: Procsilas Moscas na licencji CC BY 2.0
 

The post Felieton 254 – Imigranci. Odi et amo. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 248 – Panie, wspomóż lajkiem /2015/04/06/felieton-248-panie-wspomoz-lajkiem/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-248-panie-wspomoz-lajkiem Mon, 06 Apr 2015 15:59:01 +0000 /?p=5020 Wieść gminna niesie, że Stanisław Lem powiedział: “Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. Przesyt informacjami ma sprawiać, że nie potrafimy już ich zdobywać, segregować ani wykorzystać. Przyjmujemy je i – nie trawiąc – przesyłamy dalej. Czy sieć nad sieciami faktycznie robi nam modem z mózgów?   Wiele badań […]

The post Felieton 248 – Panie, wspomóż lajkiem first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Wieść gminna niesie, że Stanisław Lem powiedział: “Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. Przesyt informacjami ma sprawiać, że nie potrafimy już ich zdobywać, segregować ani wykorzystać. Przyjmujemy je i – nie trawiąc – przesyłamy dalej. Czy sieć nad sieciami faktycznie robi nam modem z mózgów?
 
Wiele badań wskazuje na to, że z naszymi umysłami faktycznie jest coś nie teges. Nieprzerwany strumień wrażeń oraz nacisk na wielozadaniowość sprawiają, że starsi internauci tracą zdolność koncentracji nad tekstem, a młodsi wcale jej nie zdobywają. Bezosobowa komunikacja on-line nie hamuje w nas negatywnych emocji i szybciej radykalizuje dyskusję, a możliwość kasowania znajomych sprawia, że możemy otaczać się grupką przyklaskiwaczy i stopniowo stracić z widoku wszystkie inne opinie. Zamykamy się w cybernetycznym kokonie.
 
Jedną z najbardziej sromotnych – chociaż od początku przewidywanych – porażek tego wszechmedium jest fakt, że narzędzie informacji stało się stopniowo młotem dezinformacji. Dzisiaj każdy może pisać, niestety. Upada autorytet specjalisty, w dyskusji nie wygrywają kompetencje i wiedza, ale bon mot i cięta riposta. Szerzą się teorie spiskowe i irracjonalny bulszit.
 
W tej całej beznadziei tli się jednak obiecujący promyk. W sieci szybko aktywizują się nie tylko negacjoniści Holokaustu lub lądowania na Księżycu, ale też pozytywne, oddolne ruchy społeczne. Kilka miesięcy temu obserwowałem, jak po ataku terrorystycznym w Sydney i pierwszych antyislamskich zajściach na australijskim Twitterze ruszyła spontaniczna akcja wspierająca miejscowych muzułman. W Internecie jak wirus szerzył się znaczek #illridewithyou (pojadę z Tobą) – każdy uczestnik akcji proponował w ten sposób swoim muzułmańskim znajomym, że może towarzyszyć im w środkach transportu, kiedykolwiek poczują się zagrożeni.
 
Od lat pojawiają się setki podobnych ogólnoświatowych akcji – jedna wspiera badania nad chorobą, inna wyraża solidarność z ofiarami tej lub innej tragedii; jedni wylewają na głowę kubeł zimnej wody, inni “są Charlie”. Płytkie i krótkotrwałe zrywy, powiecie. Lajkiem dziecka nie nakarmisz, lajkiem martwych nie wskrzesisz, powiecie. I macie całkowitą rację. Tyle, że moim zdaniem nawet tak prościutkie akcje pozostawiają jakiś ślad, poczucie solidarności. Lekkie, bo lekkie, ale jest.
 
Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem staje się ludzkie ego, które napędza podobne inicjatywy. Większość uczestników wcale nie płacze nad ofiarami tragedii na drugim końcu świata, nie jedzie pierwszym autobusem do schroniska, aby oddać pół wypłaty głodnym zwierzętom. Ot, poprawi sobie lajkiem samoocenę, na chwilę poczuje się dobrze, a później prześle informację dalej. Za chwilę dobrze czuje się ktoś inny, raz na ruski rok może ktoś pomoże. Taki mały, cyfrowy cud.
 
Może więc Internet jednak nie jest taki zły, skoro potrafi przekuć na plus nawet tak paskudne ludzkie cechy, jak narcyzm i egoizm?
 
Taki sobie pozytywny akcent wymyśliłem – ale nie przejmujcie się zbytnio tym, co piszę. Jestem tylko idiotą z neta.
 
Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot (02/2015)
 

The post Felieton 248 – Panie, wspomóż lajkiem first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 237 – Jak przeżyć III wojnę światową /2014/03/09/felieton-237-jak-przezyc-iii-wojne-swiatowa/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-237-jak-przezyc-iii-wojne-swiatowa Sun, 09 Mar 2014 18:26:08 +0000 /?p=4414 W związku ze zbliżającym się konfliktem zbrojnym postanowiłem spisać listę cennych rad dla moich rówieśników, czyli generacji, która dotychczas znała wojnę tylko z Szeregowca Ryana oraz nocnych sesji gry Call of Duty.   Po pierwsze – koniec żartów, pora zacząć śledzić blogi modowe. W tym sezonie modne będzie moro na wszystkie możliwe sposoby, zwłaszcza w […]

The post Felieton 237 – Jak przeżyć III wojnę światową first appeared on Darek Jedzok.

]]>
W związku ze zbliżającym się konfliktem zbrojnym postanowiłem spisać listę cennych rad dla moich rówieśników, czyli generacji, która dotychczas znała wojnę tylko z Szeregowca Ryana oraz nocnych sesji gry Call of Duty.

 

Po pierwsze – koniec żartów, pora zacząć śledzić blogi modowe. W tym sezonie modne będzie moro na wszystkie możliwe sposoby, zwłaszcza w odcieniach ceglanego kurzu i popiołu. Trendy dodatkami staną się noże, koktajle Mołotowa i bandaże z brązowymi plamami. Bądźcie kreatywni!

 

Kryzys wojenny jest także świetną okazją dla bloggerów kulinarnych. Nie wymyślaj jednak fanaberii, układaj przepisy ze składników, które są dostępne dla wszystkich – na przykład z mąki, garści ryżu lub kota złapanego w zgliszczach ratusza.

 

Po drugie – osobom zdecydowanym na rozpoczęcie przygody w ruchu oporu zdecydowanie polecam wyłączyć na telefonach aplikacje rejestrujące lokalizację. Pamiętaj, że wróg też siedzi na Facebooku i Foursquare.

 

Jeżeli nadal nie jesteś pewny/pewna, czy zapisać się do podziemia, to stanowczo polecam. Walka partyzancka zapewnia niebywałą grywalność, grafikę 3D w wysokiej rozdzielczości, interaktywność otoczenia, wysoką inteligencję przeciwników i – oczywiście – opcję multiplayera. Jedynym mankamentem jest ograniczona ilość żyć na całą grę.

 

Po trzecie – warto poćwiczyć naturalne odruchy w sytuacjach kryzysowych. Jeżeli zauważymy ranną osobę, to NAJPIERW pomagamy i opatrujemy obrażenia, a dopiero potem robimy i wysyłamy słit focię na fejsa. Kacze dzioby są zdecydowanie w złym tonie.

 

Po czwarte – uważaj na przejścia obcych wojsk. Jeżeli przeczytasz na Twitterze, że zbliżają się Rosjanie, schowaj siostrę i smartfona.

 

Po piąte – nie, radiacja po wybuchu nuklearnym nie zastąpi solarium. Nawet nie próbuj.

 

I w końcu – w razie jakichkolwiek pytań lub wątpliwości poproś dziadka lub innego weterana poprzedniej globalnej wojny o zorganizowanie warsztatów na temat szmuglowania pożywienia i odzieży lub domowej produkcji broni.

 

Życzę udanej rozrywki – trzymam kciuki i spust.

 

The post Felieton 237 – Jak przeżyć III wojnę światową first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Recenzja – The Social Network /2011/01/19/recenzja-the-social-network/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-the-social-network /2011/01/19/recenzja-the-social-network/#respond Wed, 19 Jan 2011 11:32:12 +0000 /?p=3001 reż. David Fincher, 2010 O, nowy film o Facebooku. Udostępnij. Prześlij znajomym. Co roku powstaje drogi i przereklamowany film na aktualny temat, który jest w danej chwili „trendy” i „in”. Po każdej katastrofie, aferze, głośnej sprawie medialnej hollywoodzcy producenci ganiają się ze spienionymi pyskami i walczą o prawa do adaptacji filmowej. Owocem ekspresowej produkcji jest […]

The post Recenzja – The Social Network first appeared on Darek Jedzok.

]]>
reż. David Fincher, 2010

O, nowy film o Facebooku. Udostępnij. Prześlij znajomym.

Co roku powstaje drogi i przereklamowany film na aktualny temat, który jest w danej chwili „trendy” i „in”. Po każdej katastrofie, aferze, głośnej sprawie medialnej hollywoodzcy producenci ganiają się ze spienionymi pyskami i walczą o prawa do adaptacji filmowej. Owocem ekspresowej produkcji jest z reguły następne szablonowe filmidło, które sczeźnie rychłą śmiercią wraz z przedawnieniem się tematu.

Tak samo mogło być w przypadku filmu o największym serwisie społecznościowym dzisiejszego dnia – czyli problematyce, która wręcz prosiła się o nakręcenie kolejnej historii o amerykańskim marzeniu. Filmu o paczce kumpli, którzy włożyli w niepozorny projekt całe swe serce i dzięki wspólnej pracy i zapałowi sięgnęli chmur. Filmu o sile przyjaźni, młodzieńczej energii i o tym, jak Internet łączy ludzi z całego świata.

Dzięki wstawiennictwu dziesiątej muzy projektem zajął się jednak David Fincher, którego nazwisko od razu uspokoiło wszystkich kinomanów obawiających się kolejnej szablonowej produkcji. Fincher nie zawiódł – zbudował film w oparciu o książkę opisującą kilka spraw sądowych założyciela Facebooka, Marka Zuckerberga.

Szkic fabuły : Zuckerberg mści się na dziewczynie, która go rzuciła i z nudy tworzy w jedną noc portal porównujący zdjęcia studentek wykradzione z „facebooków” harwardzkich akademików. Ściąga na siebie nie tylko problemy, ale też zainteresowanie studentów tworzących projekt harwardzkiej sieci społecznościowej. Postanawia rozbudować projekt po swojemu, nowy portal przerasta wkrótce Harvard i szerzy się na inne uniwersytety, autorzy pierwotnego projektu pozostają w tyle. Zuckerberg pnie się do góry, zrzucając po drodze przyjaciół, którzy towarzyszyli mu na niższych poziomach.

Nie ma ody do przyjaźni i braterstwa, nie ma radosnych fresków przedstawiających sukces i chwałę. Jest za to niezbyt optymistyczny, utrzymany w szaro-burych odcieniach obraz genialnego, ale społecznie kalekiego Narcyza, który jest w stanie „obliczyć” relacje międzyludzkie, jednak nie potrafi ich zrozumieć.

Nic dziwnego, że sam Zuckerberg nie był z filmu zbyt zadowolony. Fincher jednak bynajmniej nie zmieszał go z błotem – w jego rozumieniu Zuckerberg poniekąd wychodzi poza dobro i zło, ponieważ nie jest w stanie ich rozszyfrować, odróżnić. Tak naprawdę dziwi go, gdy jego zachowanie rani innych ludzi – jak kosmita zesłany na ziemię stara się dostrzec system i logikę w miłości, przyjaźni i innych uczuciach, obserwowanie jego porażek na tym polu jest więc w pewnym sensie nawet sympatyczne.

Fincher tym razem bardzo skromnie potraktował otoczkę audio-wizualną. Zauważyłem tylko jeden jego „markowy” przelot kamerą, od których roiło się w starszych filmach, ujęcia są spokojne, klasyczne, całość przyjemnie spaja niezbyt agresywny brązowawy filtr. Osobnym tematem do analizy jest świetna ścieżka dźwiękowa, wspólne dzieło Trenta Reznora (frontmana legendarnych Nine Inch Nails) oraz Atticusa Rossa (znanego producenta muzyki elektronicznej).

Na bazie długich, eterycznych dźwięków wyrastają tu elementy industrialne, ówdzie chaotyczne struktury komputerowych pęknięć i piknięć, ciągle powraca prościutki fortepianowy motyw, scenę powstawania bazy zdjęć studentek napędza house wymieszany z elementami wymienionymi powyżej (“In Motion” – poniżej). Niecodzienne, intrygujące.

The Social Network to dzieło dojrzałego twórcy. Bez zabawek, bez szpanowania, konkretne, inteligentne i atrakcyjne. Klikam „Lubię to”.

The post Recenzja – The Social Network first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2011/01/19/recenzja-the-social-network/feed/ 0
Ksychtbuk /2009/05/30/ksychtbuk/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=ksychtbuk /2009/05/30/ksychtbuk/#respond Sat, 30 May 2009 01:27:22 +0000 /?p=341 Internet to niewyczerpane źródło informacji i rozrywki – na szczęście minęła już era, kiedy służył on przede wszystkim do fachowych dyskusji i wymiany danych, dzisiaj znajdziemy tam już tylko to, czego potrzebujemy najbardziej. Porno, ploty i spam. Aha, no i jeszcze porno. Największym błogosławieństwem i przekleństwem Internetu jest fakt, że wszyscy mają w nim równe […]

The post Ksychtbuk first appeared on Darek Jedzok.

]]>

Internet to niewyczerpane źródło informacji i rozrywki – na szczęście minęła już era, kiedy służył on przede wszystkim do fachowych dyskusji i wymiany danych, dzisiaj znajdziemy tam już tylko to, czego potrzebujemy najbardziej. Porno, ploty i spam. Aha, no i jeszcze porno.

Największym błogosławieństwem i przekleństwem Internetu jest fakt, że wszyscy mają w nim równe szanse. Dlatego stanowi on główne medium opozycyjne w krajach z kulawą demokracją – stąd ciągle blokowanie serwerów w Chinach, Turcji czy Iranie. Z drugiej strony w państwach demokratycznych Internet staje się tubą dla różnych krzykaczy, którzy nie mieliby szansy na powodzenie w środowisku „normalnych” mediów. Do niedawna takim przykładem był u nas pewien cieszyński nacjonalistyczny serwerek, którego redakcja stanowi jednocześnie większość bazy czytelniczej. Teraz z kolei pojawił się nowy subiekt – na portalu Facebook jakiś pryszczaty założył klub „Nienawidzimy Polaków”. Sukces był niesamowity – „niestety” wyłącznie wśród Zaolziaków, którzy masowo zaczęli się zgłaszać do grupy i dyskutować z autorem. Na początku ich przyczynki były bardzo kulturalne i inteligentne, aktualnie całe forum zaczyna się już staczać na dno internetowego szamba.

Prawdziwi sympatycy strony nie są anonimowi, co stanowi ukoronowane całej aferki – oczywiście absolutna większość ma w nazwiskach „w” lub „ł” bez poprzeczki. Mamy więc do czynienia z identycznym mechanizmem zaprzeczenia, który powoduje to, że w szeregi neonazistów wchodzą ludzie o pochodzeniu cygańskim lub ukryci geje. Witaj, wujku Sigmundzie.

Na szczęście – podobnie jak wszystkie fenomeny internetowe – także i ten będzie miał krótki żywot. Jeżeli chcemy przyspieszyć jego rozkład, to rozwiązanie jest prościutkie jak drut – należy całkowicie ignorować sprawę. Jeżeli zaś nie chce wam się czekać, to proponuję (tu apel zwłaszcza do nadobnych zaolzianek) aktywną, dwufazową akcję pod tytułem „Przytul frustrata”. Najpierw robimy jedną wycieczkę do redakcji wspominanego na początku brukowca, potem tourne po domostwach najbardziej zdesperowanych uczestników dyskusji. Przytulamy, głaszczemy po głowie i mówimy „będzie dobrze, pysiu, lubimy cię”. Oczywiście to tylko moja hipoteza, ale wydaje mi się, że pani Hitlerowa stanowczo nie poświęcała synowi dosyć uwagi – a wszyscy wiemy, jaki hóncwót wyrósł z niedoprzytulanego Adiego. A więc – tulcie ich!

The post Ksychtbuk first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2009/05/30/ksychtbuk/feed/ 0