glos ludu - Darek Jedzok / blog & archiwum Mon, 20 Nov 2017 10:34:01 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 PoGŁosie /2017/11/20/poglosie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=poglosie Mon, 20 Nov 2017 10:34:01 +0000 /?p=5239 Po odrzuceniu najnowszego felietonu postanowiłem wstrzymać blisko dwudziestoletnią współpracę z Głosem (Ludu). Powody są dwa, chodzą za mną od kilku lat i tak – zamierzam je wyjawić poniżej. Pierwszym z nich jest wieczna marzłoć w relacjach z naczelnym Wolffem, czyli sytuacja, jaką prawnicy rozwodowi mogliby określić jako „niezgodność charakterów” lub „kompletny brak komunikacji”. Na blisko […]

The post PoGŁosie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Po odrzuceniu najnowszego felietonu postanowiłem wstrzymać blisko dwudziestoletnią współpracę z Głosem (Ludu). Powody są dwa, chodzą za mną od kilku lat i tak – zamierzam je wyjawić poniżej.

Pierwszym z nich jest wieczna marzłoć w relacjach z naczelnym Wolffem, czyli sytuacja, jaką prawnicy rozwodowi mogliby określić jako „niezgodność charakterów” lub „kompletny brak komunikacji”. Na blisko 50 maili wysłanych od 2012 roku otrzymałem pięć – najczęściej kilkusylabowych – odpowiedzi. Zapomniane lub odrzucone teksty leżały w redakcyjnej szufladzie tygodniami, a nawet miesiącami, wiele z nich zostało ostatecznie opublikowanych w innym medium. Siłą rzeczy frekwencja spadła z pierwotnych dwóch tygodni do miesiąca, później kwartału, a ostatecznie do przysłowiowego ruskiego roku. Wielokrotnie próbowałem umówić się na audiencję w redakcji, pogadać, zaproponować rozwiązanie, a pod koniec przynajmniej robić dobrą minę do złej gry, bo zawsze darzyłem (i nadal darzę) Głos dużym sentymentem. Dobijanie się z kolejnym tekstem do zamkniętych drzwi stawało się jednak coraz bardziej nużące i frustrujące – tym bardziej, że regularnie zdarzało się to zwłaszcza w przypadku felietonów komentujących polityczne przemiany w Polsce. I tu dochodzimy do drugiego powodu mojej wysiadki z Głosu.

Stopniowo doszedłem bowiem do wniosku, że w tym wszystkim nie chodzi li tylko o osobiste antypatie. Władze Kongresu Polaków zawsze skręcały w konserwatywną stronę, jednak przez długie lata w gazecie zapewniony był pluralizm opinii w myśl wolterowskiego „Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale zrobię wszystko, abyś mógł to powiedzieć”. Ale czasy się zmieniły.

Na bezpośrednie pytania o przyczyny odrzucania moich tekstów otrzymywałem najpierw wymijające odpowiedzi, później kilka osób uzasadniło nową politykę redakcyjną troską o dotacje z Warszawy, która w czasach dobrej zmiany przychylnie patrzy na Polonię, ale też stawia pewne wymagania ideologiczne. Gdy w zeszłym roku zapytałem wprost, czy moje teksty mogą być jeszcze drukowane w Głosie, otrzymałem lakoniczną odpowiedź: „To zależy od tego, co napiszesz”.

I tutaj są dwie możliwości – albo to zwykła zasłona dymna (argument dotacji stosowały z reguły osoby sympatyzujące z obecnym polskim rządem), albo wyraz skrajnego pragmatyzmu. Tak czy owak, strategia ta doprowadziła do iście barejowskiego paradoksu. Od dekad narzekamy, że Zaolziacy nie są na bieżąco z wydarzeniami w Ojczyźnie, a jednocześnie w jedynej zaolziańskiej gazecie celowo przycinana jest dyskusja na temat aktualnej sytuacji politycznej i fermentu społecznego w Polsce, a dział informacji kreuje alternatywną, dobrozmianową rzeczywistość, w której nie ma wielotysięcznych protestów antyrządowych, za to są marsze antyaborcyjne i uroczystości upamiętniające Żołnierzy Wyklętych.

Nie to, że nie ma nadziei na poprawę. I w gazecie, i w Kongresie pracuje wiele ludzi, których bardzo lubię i szanuję, a po wypowiedzeniu współpracy odezwała się do mnie moja pierwsza naczelna z informacją, że Głos doczeka się w najbliższym czasie paru zasadniczych zmian. Nie wiem, w jakiej mierze się to uda, ale naprawdę życzyłbym tego i gazecie, i Zaolziu.

Trzymam więc kciuki na odległość, a w międzyczasie użyczę pióra i klawiatury innym mediom. Do przeczytania w lepszych czasach.

P.S.

Felieton, który nie nadawał się do publikacji w Głosie, przesłałem do mediów polonijnych na Antypodach. Tekst ukaże się drukiem w najbliższym wydaniu Expressu Australijskiego.

The post PoGŁosie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 216 – Dzień wyklęty /2013/03/23/felieton-216-dzien-wyklety/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-216-dzien-wyklety Sat, 23 Mar 2013 10:07:46 +0000 /?p=4202 Pierwszego marca przeżyliśmy we względnym zdrowiu Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zgodnie z oczekiwaniami jego obchody skończyły się tak, jak nakazywała mu ponura nazwa – dzięki wzmożonym wysiłkom środowisk nacjonalistycznych nad Wisłą kiełkuje tradycja kolejnego święta grobów, jęków i rozdzierania szat. Historia Żołnierzy Wyklętych jest zawiła i wielowarstwowa, a więc zasługuje na nagłośnienie i rzeczową […]

The post Felieton 216 – Dzień wyklęty first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Pierwszego marca przeżyliśmy we względnym zdrowiu Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zgodnie z oczekiwaniami jego obchody skończyły się tak, jak nakazywała mu ponura nazwa – dzięki wzmożonym wysiłkom środowisk nacjonalistycznych nad Wisłą kiełkuje tradycja kolejnego święta grobów, jęków i rozdzierania szat.

D-Day_Cemetery_in_Normandie_(2747043524)

Historia Żołnierzy Wyklętych jest zawiła i wielowarstwowa, a więc zasługuje na nagłośnienie i rzeczową dyskusję. Zasługuje nie tylko na wyłuskanie bohaterów, ale też potępienie zbrodniarzy, którzy jeszcze parę lat po wojnie mordowali ludność cywilną (patrz Wikipedia, hasła „Romuald Rajs” i „Józef Kuraś”). Tymczasem temat ten zawłaszczyli narodowcy, którzy z uporem maniaka wyszukują kolejne tematy martyrologiczne.

W sumie – czemu ja się, głupi, dziwię? Przecież Święto Niepodległości, czyli uroczystość, która w wielu państwach jest obchodzona w formie fiesty i festiwalu radości, w Polsce od kilku lat kończy się bójkami zamaskowanych rzezimieszków i przemówieniami o krwi i zemście. Skoro tak wygląda „święto”, to jak mógł się skończyć „dzień pamięci”?

Ta refleksja nie jest nowa, zresztą sam jakiś czas temu pisałem o niezrozumiałym polskim sentymencie do przegranych powstań. Zaczynam się więc przyzwyczajać do tej dziwnej logiki – jest początek marca, idzie wiosna, kwiaty kwitną, zwierzątka się rozmnażają … a Polacy świętują kolejną wspaniałą porażkę.

Nie rozumiem, dlaczego w tym kraju nie może zaistnieć chociaż jedna uroczystość skoncentrowana na celebracji, na pozytywnych osiągnięciach. Dlaczego Polacy z prawie nekrofilską rozkoszą wracają do rozlewów (własnej) krwi? „Och, ależ nas wtedy przepięknie zmasakrowali. Cóż to były za czasy!”

W Internecie roi się od anonimowych gęb, które porównują swoje klawiaturowe pojedynki do zbrojnej walki z reżimem. Wiem, że kariera przeciętnego trolla nie trwa zbyt długo – znajdzie taki pierwszą dziewczynę (albo chłopaka), pójdzie do pracy, odkryje jakieś hobby, przejdzie mu. Problem w tym, że jego miejsce automatycznie zajmują kolejni niewyżyci. Niekończąca się rzeka źle nakierowanego testosteronu.

Szkoda słów. Powiem tyle – żal mi kraju, który nie pamięta o swojej historii, jednak jeszcze bardziej mi żal takiego, który nie potrafi się z tej historii wyrwać.

 

The post Felieton 216 – Dzień wyklęty first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 178 – Zaolziańskie fado /2011/02/26/felieton-178-%e2%80%93-zaolzianskie-fado/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-178-%25e2%2580%2593-zaolzianskie-fado /2011/02/26/felieton-178-%e2%80%93-zaolzianskie-fado/#comments Sat, 26 Feb 2011 10:18:31 +0000 /?p=3092 Bajeczka o Zaolziu zaczynałaby się tak : pod pewnymi górami, za lub przed pewną rzeką (w zależności od tego skąd patrzymy) był sobie skrawek ziemi zamieszkany przez ludki Smętniaczki. Nazywali się tak, ponieważ nikt na całym, dużym świecie nie chciał ich pogłaskać ani wspomóc.   Ich smutek i frustracja znajdowały dwa zupełnie odmienne ujścia – […]

The post Felieton 178 – Zaolziańskie fado first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Bajeczka o Zaolziu zaczynałaby się tak : pod pewnymi górami, za lub przed pewną rzeką (w zależności od tego skąd patrzymy) był sobie skrawek ziemi zamieszkany przez ludki Smętniaczki. Nazywali się tak, ponieważ nikt na całym, dużym świecie nie chciał ich pogłaskać ani wspomóc.

 

Ich smutek i frustracja znajdowały dwa zupełnie odmienne ujścia – albo grozili sobie wzajemnie piąstkami, albo siadali wieczorem nad brzegiem rzeczki i nucili smętne piosnki o starych czasach.
 
Tacy jesteśmy. Chcielibyśmy mieć gorące głowy i iskrę w oku jak bohaterzy, o których czytaliśmy w polskich podręcznikach historii, ale ziemia, na której od stuleci mieszkamy, powłaziła już we wszystkie nasze trybiki. Spowolniła nas i uspokoiła. Próżno u nas szukać dumnych hymnów, optymistycznych marszów lub pieśni zagrzewających do boju.
 
Te wszystkie „ojcowskie domy” i „płynące Olzy” przypominają mi raczej „fado”, piosenki portugalskich żeglarzy, będące wyrazem tęsknoty do bezpowrotnie zaginionej przeszłości, pokornego pogodzenia się z losem, z tym, że dobre czasy już nie wrócą. Nad Olzą i nad Atlantykiem ta sama melancholia, te same mollowe westchnienia.
 
Co zaś do grożenia piąstkami, to nigdy nie przestanie mnie zadziwiać fakt, że nawet jeżeli już zdarzy nam się unieść, to nie bronimy się przed atakiem z zewnątrz, ale obijamy się sztachetami po głowach we własnym gronie. To fascynujące, że pomimo widma asymilacji i topniejącej liczebności nadal potrafimy wymyślać nowe, wrogie obozy albo odświeżać stare.
 
Kombinacja tych dwóch stanów umysłu może w smutny sposób zaowocować w wynikach najbliższego spisu ludności. Z jednej strony – rezygnacja i inercja, z drugiej – moralizowanie i wyszydzanie każdego, kto mówi w niewłaściwy sposób albo wysłał dziecko do niewłaściwej szkoły. Po tylu latach nadal zdarza nam się zapomnieć, że groźby i presja to mizerne metody zachęty.
 
Takie nastawienie doprowadziło nas w końcu do sytuacji, kiedy musimy desperacko wołać „Postaw na polskość”. Myślę, że mamy za swoje. To prosta wypadkowa braku pozytywnej autopromocji oraz długoletniego stylizowania się na biednych i pokrzywdzonych. Tak sknoconego wizerunku nie da się odbudować w ciągu kilku tygodni.
 
Spis ludności jest na tyle ważny, że powinniśmy przestać wybrzydzać. Jeżeli ktoś zakreśli na blankiecie narodowość polską, to nie powinno nas obchodzić, że kupuje „listki” na „nadrażi”. Na edukowanie pobratymców mamy całą kolejną dekadę. Myślę też, że nawet po spisie moglibyśmy zachować tę przyjazną twarz – otworzyć się na zewnątrz, pochwalić się Ewą Farną, zaprosić na Gorolskie Święto znajomego Polaka lub Czecha, przytulić zbitego szkopyrtoka.
 
Pokażmy, że jesteśmy fajni. Proszę o uśmiech, ludu Smętniaczków.
 

The post Felieton 178 – Zaolziańskie fado first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2011/02/26/felieton-178-%e2%80%93-zaolzianskie-fado/feed/ 1
Misie lubią dzieci /2009/10/24/misie-lubia-dzieci/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=misie-lubia-dzieci /2009/10/24/misie-lubia-dzieci/#respond Sat, 24 Oct 2009 05:00:17 +0000 /?p=483 Ktoś niedawno zauważył, że zaczyna się chyba jakaś nagonka. Najpierw tajemnicza śmierć Jacksona, potem Polański ląduje w kiciu … były dyrygent Słowików musi teraz być w rozsypce! Ja jednak chciałem o Polańskim – w zaistniałej sytuacji doszło bowiem do przezabawnych roszad i koziołków ideologicznych na łamach wszystkich najważniejszych dzienników i magazynów. Oto prasa liberalna, dostrzegająca […]

The post Misie lubią dzieci first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Ktoś niedawno zauważył, że zaczyna się chyba jakaś nagonka. Najpierw tajemnicza śmierć Jacksona, potem Polański ląduje w kiciu … były dyrygent Słowików musi teraz być w rozsypce! Ja jednak chciałem o Polańskim – w zaistniałej sytuacji doszło bowiem do przezabawnych roszad i koziołków ideologicznych na łamach wszystkich najważniejszych dzienników i magazynów.

Oto prasa liberalna, dostrzegająca pod każdą sutanną ukrytego ministranta, rzuca się tłumnie na odsiecz reżyserowi, który lubi dzieci jeszcze bardziej niż Miś Uszatek. Z kolei dzienniki konserwatywne palą wszystkie peany na twórczość Rodaka, który w ciągu ułamka sekundy staje się starym zwyrodnialcem i pederastą zasługującym najwyżej na pewną delikatną operację przeprowadzaną w Chinach przy pomocy dwóch cegieł. To przejście było jeszcze zabawniejsze w przypadku brukowców, które przedstawiły czytelnikom szokujące wyznania zdeprawowanej dziewczynki – które oczywiście były powszechnie dostępne już od trzydziestu lat, a więc także w czasach, kiedy na pierwszych stronach gazet ukazywały się zdjęcia z premiery Pianisty.

Sprawa jest tak cudownie zagmatwana, że już po chwili próbnej argumentacji głowa pęka jak szybkowar. Polański zdemoralizował – ale jak tu mówić o demoralizacji, skoro poszkodowana już wcześniej wyszła poza etap oglądania obrazków w Wisłockiej w sfery radosnej praktyki? Dziewczynka chce znieść zarzuty – „dziewczynka” dobija już do pięćdziesiątki, więc co w tym dziwnego, że chce mieć spokój po 30 latach nagonki medialnej i wytykania palcem?

Polański ma chyba teraz jedyne wyjście – powinien skorzystać ze sprawdzonego sposobu i … umrzeć, najlepiej w niewyjaśnionych okolicznościach. Taki system zapewnia szybki powrót do łask i rzucenie w niepamięć wszystkich grzechów i grzeszków. Kto dzisiaj pamięta, że Lewis Caroll był pedofilem, Herman Melville biseksualistą a Napoleon lubił nie umyte kobiety? Za kilkadziesiąt lat pomnik zostaje wyglancowany na wysoki połysk i nikt nie pamięta mniejszych lub większych grzeszków. Nikt nie zauważy małej dziewczynki skulonej za fortepianem.

The post Misie lubią dzieci first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2009/10/24/misie-lubia-dzieci/feed/ 0
W maskę /2009/10/10/w-maske/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=w-maske /2009/10/10/w-maske/#respond Sat, 10 Oct 2009 07:00:02 +0000 /?p=450 Każdemu nieszczęśnikowi publikującemu swoje teksty w Internecie przyjdzie prędzej czy później zmierzyć się z krwiożerczą masą anonimowych czytelników. Najbardziej dzielni autorzy nigdy nie czytają komentarzy, prawo zdrowia psychicznego internetowego żurnalisty brzmi bowiem – tu sparafrazuję znaną maksymę – „jak piszesz, to nie wkładaj na neta; jak piszesz i wkładasz, nie czytaj komentów; jak piszesz, wkładasz […]

The post W maskę first appeared on Darek Jedzok.

]]>
how-is-my-mask-funny-monkey-eating-watermelonKażdemu nieszczęśnikowi publikującemu swoje teksty w Internecie przyjdzie prędzej czy później zmierzyć się z krwiożerczą masą anonimowych czytelników. Najbardziej dzielni autorzy nigdy nie czytają komentarzy, prawo zdrowia psychicznego internetowego żurnalisty brzmi bowiem – tu sparafrazuję znaną maksymę – „jak piszesz, to nie wkładaj na neta; jak piszesz i wkładasz, nie czytaj komentów; jak piszesz, wkładasz i czytasz – to się nie dziw”. Ja też dostąpię od czasu do czasu zaszczytu spotkania czytelnika „monitor w monitor”, a że siła woli jest u mnie odwrotnie proporcjonalna do naiwności, zdarza mi się, że jednak zjadę myszką w dół w nadziei na solidną dawkę konstruktywnej krytyki. A potem się dziwię.

Z jednej strony muszę przyznać, że sam sobie stawiam szafot – tak mi jakoś wyrosło, że najczęściej uprawiam dyscyplinę felietonów prześmiewczych lub felietonów-impresji, a konsekwentnie zapominam wkładać na początek tekstu formułkę „Uwaga! Poniższy felieton zawiera treści subiektywne! Większość postaci i sytuacji jest fikcyjnych lub mocno przerysowanych!” Poruszając się w tej konwencji trudno mi pisać – zgodnie z najprawdziwszą prawdą – że będąc na Mazurach jeździłem przez dwa dni na rowerze po szerokich okolicach, wieczorami zaś czytałem leżąc w hamaku, podczas gdy słońce zachodziło nad jeziorem, a na brzuchu spał mi kot z trzema łapami. Czemu? A bo tu ni ma dowcipa, panie!

Jeżeli Rydzyk uruchamia nową sieć telefonii komórkowej, felietonista-kabareciarz nie dokona obiektywnego  porównania abonamentów, ale wyfantazjuje przyszły rozwój toruńskiej fabryki moheru. To prosta kwestia doboru języka i stylu – tak samo, jak wierszokleci nie piszą „młodości, weź ty zrób coś z sobą”, a zamiast „wielkieś mi uczyniła pustki …” nie podają wyników autopsji.

Oscar Wilde powiedział kiedyś tak : „Człowiek jest najmniej sobą, gdy przemawia we własnym imieniu. Daj mu maskę, a powie ci prawdę”. Morał dla Internautów jest raczej oczywisty, przekaz dla autorów brzmi tak – jeżeli zakładasz maskę, przygotuj się na to, że możesz w nią oberwać. No nic, trza się hartować.

The post W maskę first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2009/10/10/w-maske/feed/ 0
Marzenie kawalera /2009/08/08/marzenie-kawalera/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=marzenie-kawalera /2009/08/08/marzenie-kawalera/#respond Sat, 08 Aug 2009 09:40:33 +0000 /?p=423 Korzystając z dobrodziejstw pewnego klubu podróżników gościliśmy w naszej pieczarze młodego Niemca. Nasz gość czytał ongiś artykuł o Cieszynie i zakochał się w mieście na zabój – w dodatku interesował się problematyką mniejszości w zjednoczonej Europie i jako tłumacz dla UE świetnie mówił po polsku i czesku. Mogliśmy więc obserwować jego reakcję na wszystkie absurdy […]

The post Marzenie kawalera first appeared on Darek Jedzok.

]]>

Korzystając z dobrodziejstw pewnego klubu podróżników gościliśmy w naszej pieczarze młodego Niemca. Nasz gość czytał ongiś artykuł o Cieszynie i zakochał się w mieście na zabój – w dodatku interesował się problematyką mniejszości w zjednoczonej Europie i jako tłumacz dla UE świetnie mówił po polsku i czesku. Mogliśmy więc obserwować jego reakcję na wszystkie absurdy zaolziańskiego życia.

W trakcie dwudniowego zwiedzania obu Cieszynów ów znajomy zakupił dwa kilogramy książek, albumów i publikacji na temat historii miasta i regionu, co oczywiście zaowocowało lawiną pytań. Śmiał się do rozpuku, gdy doczytał się, że Polacy sami sobie niechcący odstrzelili kawiarnię Avion, kręcił głową z niedowierzaniem, że komuś w dzisiejszych czasach mogą jeszcze przeszkadzać dwujęzyczne napisy, pytał, dlaczego polskie gimnazjum już dawno nie zmieniło się na otwartą szkołę językową, aby promować polski język także wśród Czechów …

Jeżeli w końcu chodzi o życie naszej mniejszości, pytał, po kiego czorta wydajemy w kółko te same historyczne publikacje dla wąskiego kręgu specjalistów, zamiast zacząć z taką samą werwą promować i wspierać własną kulturę – bo nie uświadczył takowych wydawnictw w żadnej placówce po obu brzegach Olzy. Zaniepokoiło mnie nie tylko to, że facet doszedł do takiego wniosku, ale także fakt, że sam nie znałem na to pytanie odpowiedzi. A więc – dlaczego?

Najłatwiej chyba byłoby użyć przypowieści, alegorii. Wyobraźmy sobie starego, zgorzkniałego kawalera, który postanowił w końcu zrezygnować z miłosnych podbojów, stracił wiarę we własne siły i w związek na całe życie. Zamiast zadbać o siebie i wyjść między ludzi, woli siedzieć w domu, przeglądać stare albumy ze zdjęciami i wspominać, jak to Kaśka dała mu kosza na balu maturalnym. W soboty ściera kurz z gimnazjalnych medali z biegu na 300 metrów, w niedziele dzwoni do mamy, by pożyczyć trochę kasy. W pracy nie rzuca się w oczy – wykonuje beznamiętnie swoje zadania, ale nie wykazuje żadnej inicjatywy. Awansu też nie chce, bo to tylko więcej problemów i obowiązków – najważniejsze to doklepać jakoś do emerytury …

Zdarzają się jednak noce, kiedy obserwuje z balkonu migające światła miasta i marzy. W takich chwilach łechcze go na skroni cicha nadzieja, że być może nie jest jeszcze kompletnie skreślony – że może jeszcze ruszyć z posad bryłę świata, wyjść na ulicę, polubić ludzi i dać się polubić. Wiadomo, na razie to krótkie chwile ulotnego entuzjazmu, ale … kto wie? W każdym razie nadal trzymam za niego kciuki.

The post Marzenie kawalera first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2009/08/08/marzenie-kawalera/feed/ 0
Homo voyeur /2009/06/22/homo-voyeur/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=homo-voyeur /2009/06/22/homo-voyeur/#respond Mon, 22 Jun 2009 06:43:21 +0000 /?p=350 Trzeci weekend czerwca był dla Jedzoków niezwykle bogaty w wrażenia – akcja ratunkowa kota, którego inny futrzak ugryzł w genitalia, stresujący proces ściągania nowej gitary ze Stanów, w końcu pakowanie manatków na podróż do Lizbony, gdzie (o ile skrzydło mu się nie urwało) Jedzok siedzi właśnie teraz. Punktem kulminacyjnym był jednak wypadek drogowy, który wydarzył […]

The post Homo voyeur first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Trzeci weekend czerwca był dla Jedzoków niezwykle bogaty w wrażenia – akcja ratunkowa kota, którego inny futrzak ugryzł w genitalia, stresujący proces ściągania nowej gitary ze Stanów, w końcu pakowanie manatków na podróż do Lizbony, gdzie (o ile skrzydło mu się nie urwało) Jedzok siedzi właśnie teraz. Punktem kulminacyjnym był jednak wypadek drogowy, który wydarzył się dosłownie pod oknem domu, w którym przebiegały czułe powitania z gitarą. Kraksa stworzyła okazję nie tylko do sprawdzenia zdolności ratowniczych, ale też do wnikliwej obserwacji zachowań społeczeństwa.

Miejsce wypadku wyglądało nieciekawie – samochód ściął drzewko i wylądował na boku, w środku zaklinowała się kobieta, w szkle leżał fotelik dziecięcy (tego dnia na szczęście pusty, jak się okazało). Oczywiście na miejscu szybko pojawili się panowie z pobliskiej knajpy, ich pomoc w akcji ratunkowej ograniczyła się jednak do emitowania znieczulających oparów alkoholowych i komentarzy „No tak, baba za kierownicą.” Kobita była skupiona na utrzymaniu świadomości, więc nie była w stanie się oburzyć nawet w chwili, gdy zmaterializowała się osiedlowa hiena cmentarna, prototyp wścibskiej sąsiadki, wracającej z mężem z zakupów. Jak na prawdziwego padlinożercę przystało, szakal z trwałą nie widział samego wypadku, przyciągnęło go dopiero zamieszanie i potencjalna możliwość znalezienia rannej, osłabionej ofiary. Przyłazi takie coś i gada „Oj, to pani musiała co najmniej setką jechać. To by się tak nie rozwaliło, gdyby się jechało wolno. Ej, Karol, chodź popatrzeć!” Kobita dzielnie wytrzymywała wszystkie inwektywy przez około trzy minuty, do czasu, gdy w końcu udało jej się dodzwonić do rodziny. Następnie z grzeczności zemdlała, w chwilę po przybyciu strażaków. Fotograf policyjny nie musiał się tyle męczyć z dokumentacją, z wykonanych wcześniej zdjęć z telefonów komórkowych można było zrobić trójwymiarowy film krótkometrażowy.

Z badań antropologicznych wynika, że empatia i pomaganie innym jednostkom mogły być czynnikami, które definitywnie przeważyły szale ewolucji na korzyść gatunku Homo sapiens. Ciekawe kiedy i dzięki jakim zdolnościom pokonał go później Homo voyeur.

The post Homo voyeur first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2009/06/22/homo-voyeur/feed/ 0
Ksychtbuk /2009/05/30/ksychtbuk/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=ksychtbuk /2009/05/30/ksychtbuk/#respond Sat, 30 May 2009 01:27:22 +0000 /?p=341 Internet to niewyczerpane źródło informacji i rozrywki – na szczęście minęła już era, kiedy służył on przede wszystkim do fachowych dyskusji i wymiany danych, dzisiaj znajdziemy tam już tylko to, czego potrzebujemy najbardziej. Porno, ploty i spam. Aha, no i jeszcze porno. Największym błogosławieństwem i przekleństwem Internetu jest fakt, że wszyscy mają w nim równe […]

The post Ksychtbuk first appeared on Darek Jedzok.

]]>

Internet to niewyczerpane źródło informacji i rozrywki – na szczęście minęła już era, kiedy służył on przede wszystkim do fachowych dyskusji i wymiany danych, dzisiaj znajdziemy tam już tylko to, czego potrzebujemy najbardziej. Porno, ploty i spam. Aha, no i jeszcze porno.

Największym błogosławieństwem i przekleństwem Internetu jest fakt, że wszyscy mają w nim równe szanse. Dlatego stanowi on główne medium opozycyjne w krajach z kulawą demokracją – stąd ciągle blokowanie serwerów w Chinach, Turcji czy Iranie. Z drugiej strony w państwach demokratycznych Internet staje się tubą dla różnych krzykaczy, którzy nie mieliby szansy na powodzenie w środowisku „normalnych” mediów. Do niedawna takim przykładem był u nas pewien cieszyński nacjonalistyczny serwerek, którego redakcja stanowi jednocześnie większość bazy czytelniczej. Teraz z kolei pojawił się nowy subiekt – na portalu Facebook jakiś pryszczaty założył klub „Nienawidzimy Polaków”. Sukces był niesamowity – „niestety” wyłącznie wśród Zaolziaków, którzy masowo zaczęli się zgłaszać do grupy i dyskutować z autorem. Na początku ich przyczynki były bardzo kulturalne i inteligentne, aktualnie całe forum zaczyna się już staczać na dno internetowego szamba.

Prawdziwi sympatycy strony nie są anonimowi, co stanowi ukoronowane całej aferki – oczywiście absolutna większość ma w nazwiskach „w” lub „ł” bez poprzeczki. Mamy więc do czynienia z identycznym mechanizmem zaprzeczenia, który powoduje to, że w szeregi neonazistów wchodzą ludzie o pochodzeniu cygańskim lub ukryci geje. Witaj, wujku Sigmundzie.

Na szczęście – podobnie jak wszystkie fenomeny internetowe – także i ten będzie miał krótki żywot. Jeżeli chcemy przyspieszyć jego rozkład, to rozwiązanie jest prościutkie jak drut – należy całkowicie ignorować sprawę. Jeżeli zaś nie chce wam się czekać, to proponuję (tu apel zwłaszcza do nadobnych zaolzianek) aktywną, dwufazową akcję pod tytułem „Przytul frustrata”. Najpierw robimy jedną wycieczkę do redakcji wspominanego na początku brukowca, potem tourne po domostwach najbardziej zdesperowanych uczestników dyskusji. Przytulamy, głaszczemy po głowie i mówimy „będzie dobrze, pysiu, lubimy cię”. Oczywiście to tylko moja hipoteza, ale wydaje mi się, że pani Hitlerowa stanowczo nie poświęcała synowi dosyć uwagi – a wszyscy wiemy, jaki hóncwót wyrósł z niedoprzytulanego Adiego. A więc – tulcie ich!

The post Ksychtbuk first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2009/05/30/ksychtbuk/feed/ 0
Być jak Paris /2009/01/24/byc-jak-paris/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=byc-jak-paris /2009/01/24/byc-jak-paris/#comments Sat, 24 Jan 2009 22:19:44 +0000 /?p=260 Każda celebrytka dobrze wie, że najlepszym sposobem na uzyskanie rozgłosu jest sprawne nagłośnienie małego skandalu – wystarczy przyjść na imprezę bez majtek, kupić rasową chihuahuę za dwadzieścia tysięcy, ewentualnie umieścić w Internecie serię zdjęć ze swojej operacji plastycznej albo obrzezania. Niestety, żyjemy w czasach, w których prawie każda reklama to dobra reklama. Nawet na pierwszy […]

The post Być jak Paris first appeared on Darek Jedzok.

]]>

Każda celebrytka dobrze wie, że najlepszym sposobem na uzyskanie rozgłosu jest sprawne nagłośnienie małego skandalu – wystarczy przyjść na imprezę bez majtek, kupić rasową chihuahuę za dwadzieścia tysięcy, ewentualnie umieścić w Internecie serię zdjęć ze swojej operacji plastycznej albo obrzezania.

Niestety, żyjemy w czasach, w których prawie każda reklama to dobra reklama. Nawet na pierwszy rzut oka nieprzyjemne sytuacje można wykorzystać dla własnej korzyści – i można to zrobić z klasą i na poziomie, albo tak, jak celebrytki.

Zaczynają to rozumieć nie tylko firmy, ale też poważane instytucje kulturalne – a nawet państwa. Wystarczy przypomnieć historię Borata, który w dosyć niewybredny sposób ośmieszał Kazachstan – to spotkało się w pierwszym momencie z ostrymi protestami dyplomatów, jednak stopniowo okazało się, iż odwiedzalność kazachstańskich stron internetowych wzrosła o kilkaset procent (ile wynosi kilkaset procent z zera?), dzięki czemu Kazachstan mógł zbudować nową strategię wspierania ruchu turystycznego.

W identyczny sposób zakończyła się „afera” spowodowana przez Johna Cleese’a (ex-Monty Python), który w reklamie polskiego banku ośmieszył miasto Pcim. Władze miejskie najpierw rozważały złożenie skargi, ale gdy stwierdziły, że Pcim de facto otrzymał darmową reklamę na całą Polskę, szybko zmieniły zdanie. Być może już w tym roku w mieście odbędzie się pierwszy Festiwal Dziwnych Kroków (nawiązanie do słynnego skeczu Pythonów), Pcim otrzymał też pozwolenie – za błogosławieństwem Brytyjczyka – na promowanie się jako „miejscowość ciotki Johna Cleese’a”.

Do czego zmierzam? A do tego, że trudno mi zrozumieć święte oburzenie, które wywołało umieszczenie trójjęzycznych tablic na płocie cieszyńskiego obywatela. Ponieważ rzadko ostatnio bywałem na Zaolziu, o całej sprawie dowiedziałem się od znajomego, którego pomysł ten szczerze rozbawił – gdyby to on miał domek rodzinny, sam by wywiesił nazwę ulicy w piętnastu językach.

Jeżeli już uważamy owego pana za prowokatora i wroga, to może nas przynajmniej cieszyć, że nasz wróg ma poczucie humoru. Jak pokazują powyższe przykłady, nawet takie zajścia można wykorzystać do pozytywnej promocji. Niechaj więc narodowie wżdy postronni znają – Zaolzie nie celebrytka, płot nie chihuahua.

The post Być jak Paris first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2009/01/24/byc-jak-paris/feed/ 3