kultura - Darek Jedzok / blog & archiwum Sun, 08 Apr 2018 11:55:24 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Felieton 269 – Było lepiej /2018/04/08/felieton-269-bylo-lepiej/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-269-bylo-lepiej Sun, 08 Apr 2018 11:43:30 +0000 /?p=5273 O tym, jak mnie hip hop zasmucił, ale przy Orwellu mi przeszło. Żaden ze mnie koneser hip hopu, na mojej liście ulubionych gatunków muzycznych plasował się gdzieś w okolicach mongolskiego śpiewu gardłowego. Ale cóż – od czasu do czasu lubiłem se usiąść przy kominku, wypić cygaro, zapalić whisky i posłuchać historii z getta. I tak […]

The post Felieton 269 – Było lepiej first appeared on Darek Jedzok.

]]>
O tym, jak mnie hip hop zasmucił, ale przy Orwellu mi przeszło.

Żaden ze mnie koneser hip hopu, na mojej liście ulubionych gatunków muzycznych plasował się gdzieś w okolicach mongolskiego śpiewu gardłowego. Ale cóż – od czasu do czasu lubiłem se usiąść przy kominku, wypić cygaro, zapalić whisky i posłuchać historii z getta. I tak było gdzieś do przełomu tysiąclecia, kiedy motywem przewodnim większości kawałków stał się szmal, pupiaste niewiasty i impreza na maksa. Ostatni, bolesny cios zadało mi niedawno odkrycie tzw. „mumble rappers” (bełkoczących raperów), czyli pokracznych postaci o słownictwie i elokwencji pacjentów po poważnym urazie głowy.

„Oj, za moich czasów to jednak lepiej grali. I ambitniej. Co z tych młodych wyrośnie?” – poszeptał mi do ucha wewnętrzny moralizator, jednak szybko uciszyła go kolejna, niezbyt odkrywcza myśl. Otóż jest prawie pewne, że dzisiejsza młodzież wyrośnie na kolejną generację zniesmaczoną zachowaniem i upodobaniami swoich potomków, a więc kontynuująca tradycję, której korzenie sięgają epoki dolnego paleolitu („Po co dzieciakom te kamienie? Ja dusiłem antylopy gołymi rękoma i patrz, wyszedłem na małpoludzi.”)

Zresztą tęsknota do „starego, lepszego” jest często przebranym sentymentem do utraconej młodości, bez względu na to, czy jej lata przypadały na czasy wczesnego kapitalizmu, Zimnej Wojny, czy jeszcze innych Hitlerów. Bo wszystko wydaje się lepsze, kiedy jest się młodym – i niebo bardziej błękitne, i powietrze pachnie słodziej, nawet stokrotki pięknie kwitną na zgliszczach ratusza.

Zniesmaczenie gustem nastolatków też jest stare jak świat. Nauczyciel mojego taty surowo zabronił uczniom ozdabiać zeszyty zdjęciami Niemena, bo ten „wygląda jak baba i ryczy jak krowa”. Z kolei mój nauczyciel muzyki na lekcji o historii punk rocka zaczął kiedyś czytać relację z koncertu wokalisty o rzekomo nieprzyzwoitych, wulgarnych ruchach, przedstawiającego zagrożenie dla moralnego rozwoju młodzieży. Wbrew oczekiwaniom recenzja nie dotyczyła występu Sex Pistols, ale… Elvisa Presleya.

I jeszcze jedno. Wspomniany na starcie Orwell, opisując swoje wspomnienia z pracy księgarza, ubolewał nad tym, że wszystkie Dickensy i Jane Austen leżały odłogiem, podczas gdy ludzie masowo kupowali tanie romansidła pisarki Ethel M. Dell. Zeszła ze mnie para. Kto dzisiaj pamięta o jakiejś Ethel i kto za kolejnych 80 lat będzie pamiętał o jakimś bełkoczącym raperze? Esej Orwella dowodzi, że chała zawsze była obecna w kulturze, pod względem popularności biła na głowę dzieła wysokich lotów, ale – co najważniejsze – szybko znikała w odmętach historii.

Zamykam więc moralizatora na dwa spusty. Bez względu na to, czy się nie znam i szkaluję przyszłych klasyków, czy też psioczę na coś, co za kilka miesięcy lub lat zostanie zasłużenie zapomniane, jedno jest pewne – żyjemy w tym, co kiedyś będzie nazywane starymi, dobrymi czasami. Joł.


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 02/2018

The post Felieton 269 – Było lepiej first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 227 – Cieszyn odchamiony /2013/10/13/felieton-227-cieszyn-odchamiony/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-227-cieszyn-odchamiony Sun, 13 Oct 2013 17:27:27 +0000 /?p=4321 Mieszkam w Cieszynie od ładnych kilku lat i od początku odczuwałem dziwny, nieokreślony niedosyt. Niby miasto wypiękniało, nie szpecą go już przecież stare dworki szlacheckie zastąpione przez innowacyjną architekturę hipermarketową. Cieszyniacy trzymają też rękę na pulsie polskiego życia kulturalnego – w tym roku zaśpiewał dla nich Andrzej „Piasek” Piaseczny, a więc jak trochę poczekają, to […]

The post Felieton 227 – Cieszyn odchamiony first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Mieszkam w Cieszynie od ładnych kilku lat i od początku odczuwałem dziwny, nieokreślony niedosyt. Niby miasto wypiękniało, nie szpecą go już przecież stare dworki szlacheckie zastąpione przez innowacyjną architekturę hipermarketową. Cieszyniacy trzymają też rękę na pulsie polskiego życia kulturalnego – w tym roku zaśpiewał dla nich Andrzej „Piasek” Piaseczny, a więc jak trochę poczekają, to może już w przyszłej dekadzie odwiedzą ich wykonawcy z tegorocznych list przebojów. Pomimo tego ciągle czegoś brakuje. Ale czego?

 

Oświeciło mnie dopiero po przeczytaniu artykułu w lokalnej prasie – oj, głupi Jedzoku ty, przecież to takie oczywiste! Przecie w mieście nie ma McDonalda!

 

Zwolennicy postępu zarzucają burmistrzowi, że to z jego winy nad Olzą nadal nie stoi ta żółto-czerwona pochodnia niosąca światło zachodniej cywilizacji. Ale mer uspokaja, gasi panikę w zalążku – nie trwóżcie się, obywatele, będzie Mac. Nie spocznę, póki nie zobaczę tłustego uśmiechu na twarzach cieszyńskich dzieci, póki nie zarumienią się policzki utuczone obfitą dawką cholesterolu. Przywitamy inwestora chlebem, solą i glutaminianem sodu.

 

Kto wie, może w przyszłości, za dwadzieścia, trzydzieści lat, spełnią się inne wizjonerskie pomysły, które dotychczas były nieśmiało omawiane tylko w kręgach cieszyńskiej awangardy? Może kiedyś Cieszyniacy doczekają się własnego KFC lub Pizza Hut, a nawet Starbucksa, kawa jego mać? Ludzie spod Bogumina i spod Gnojnika, spod Zamarsk i spod Ustronia będą tutaj przyjeżdżać, aby zobaczyć te cuda na własne oczy. Dopiero wtedy zmartwychwstanie niegdysiejsza sława Cieszyna, Małego Wiednia, perły regionu. Tako rzecze proroctwo.

 

Jednak nie ma co się bawić w futurystyczne prognozy, aktualnie walczymy o dwa złote łuki na czerwonym tle. Aby jakoś przeczekać ten trudny czas, obmyśliłem sobie tymczasowy plan przetrwania. Raz na miesiąc zrobimy w rodzinie składkę pieniężną, a następnie loterię. Wylosowany szczęśliwiec otrzyma bilet do Ostrawy lub Katowic oraz sakwę z kilkoma monetami na zakup cheeseburgera, coli i frytek. Pojedzie, zje, wróci, a wieczorem opowie przy ognisku zebranym krewnym i sąsiadom o tym, jak to się stołuje w wielkim świecie – tam, gdzie sztuciec biały i elastyczny; tam, gdzie kartofel w kratkę szatkowany; tam, gdzie pomidory płynne, w saszetkach ukryte.

 

Wytrzymamy. Przyszłość zbliża się milowymi krokami.

 

 

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot 9/2013

 

The post Felieton 227 – Cieszyn odchamiony first appeared on Darek Jedzok.

]]>