medycyna - Darek Jedzok / blog & archiwum Mon, 10 Sep 2018 08:49:47 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Felieton 275 – Chory na znachory /2018/09/10/felieton-275-chory-na-znachory/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-275-chory-na-znachory Mon, 10 Sep 2018 08:36:18 +0000 /?p=5337 W Polsce i w Czechach prawie jednocześnie wybuchły afery związane ze środowiskiem medycyny alternatywnej. Witajcie w kolejnym przeglądzie ludzkich pasożytów.

The post Felieton 275 – Chory na znachory first appeared on Darek Jedzok.

]]>
W Polsce i w Czechach prawie jednocześnie wybuchły afery związane ze środowiskiem medycyny alternatywnej. Witajcie w kolejnym przeglądzie ludzkich pasożytów.

Telewizja Czeska wyemitowała tajne nagrania z wizyt w gabinetach hochsztaplerów, którzy przekazywali sobie pacjentkę niczym złotego osiołka – najpierw postraszyli ją nowotworami i obarczyli winą za choroby najbliższych, a następnie zaczęli sprzedawać magiczne kropelki, suplementy z wielokrotnie podbitą ceną i kuracje przy użyciu szarlatańskich urządzeń. W bonusie pacjentka otrzymała informację o tym, że raka da się wyleczyć stosując hipnozę lub znajdując nowego kochanka. Najlepiej hipnotyzującego.

Dokument wywołał spore oburzenie – działalnością terapeutów zajęła się policja, jeszcze w tym roku ma też powstać ustawa regulująca działalność gabinetów medycyny alternatywnej, które dotychczas nie musiały prowadzić dokumentacji zabiegów ani obietnic składanych pacjentom.

W tym samym czasie w Polsce trafił na pręgierz naturoterapeuta Jerzy Zięba. W końcu. W Newsweeku pojawił się artykuł obszernie opisujący cały wachlarz pseudonaukowych straszaków, którymi Zięba nagania ludzi do kupna książek i suplementów ze swojego sklepu internetowego, gdzie można nabyć enpe pudełko trawy pszenicznej za sto pinć złotych lub wyciskarkę za prawie dwa tysie. Okazja. Za pół darmo, panie.

W zeszłym roku spółka obsługująca sklep Jerzego Zięby osiągnęła zysk 23 milionów złotych. Źródło: https://bit.ly/2Mb54Oh

Zięba w odwecie opublikował filmik, w którym najpierw zwyzywał autora Newsweekowego tekstu od gówniarzy, ścierw, gnojków i smrodów, a następnie bez zająknięcia zachęcił widzów, by „byli dobrymi, uczciwymi ludźmi, dla wszystkich, bez względu na wszystko (…), bo to wraca, (…) a ja jestem tego przykładem.” Nietrudno przy tym zauważyć, że nasz poczciwiec z powodzeniem kopiuje sprawdzoną metodę amerykańskiego króla naciągaczy, Alexa Jonesa – wystarczy wypromować parę teorii konspiracyjnych, przyciągnąć tłum łatwowiernych łosi, a następnie zacząć im sprzedawać wymyślone produkty na wymyślone problemy. Profit!

W sumie można by machnąć nad tym ręką i stwierdzić, że klienci polskiego Zięby i czeskich sępów po prostu płacą podatek od głupoty, gdyby nie fakt, że podobne przychodnie często żerują nie tyle na ludziach naiwnych, co zdesperowanych; na pacjentach, którzy mają przed sobą kilka tygodni lub miesięcy życia, a więc są skłonni zagrać va banque swoimi oszczędnościami i słono zapłacić za jakikolwiek, nawet najmarniejszy przebłysk nadziei.

Cóż, może i nie da się kupić szczęścia ani zdrowia, jednak przy odrobinie sprytu i braku skrupułów można nieźle zarobić na cudzym nieszczęściu i chorobie. Ta rozbudowana wersja dawnego powiedzenia będzie obowiązywała przynajmniej do czasu, aż ostatniego znachora dosięgnie ręka sprawiedliwości, boski piorun, albo przynajmniej dobrze wycelowany kapeć wkurzonego pacjenta.

Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 07/2018

The post Felieton 275 – Chory na znachory first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 247 – Zwierzenia ezoterrorysty /2015/02/28/felieton-247-zwierzenia-ezoterrorysty/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-247-zwierzenia-ezoterrorysty Sat, 28 Feb 2015 11:39:59 +0000 /?p=4988 Niedawno znajoma zaproponowała dla żartu, że może przeciwnicy nowoczesnej medycyny i techniki (generalnie wszystkiego, co może podnieść jakość i średnią długość życia), chcą po prostu doprowadzić do pandemii, która w końcu zmiecie ludzkość z powierzchni ziemi. Oto, jak mogłyby wyglądać przemyślenia takiego osobnika:

The post Felieton 247 – Zwierzenia ezoterrorysty first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Od jakiegoś czasu z niedowierzaniem śledzę renesans różnych ruchów ezoterycznych i pseudonaukowych. Tym razem zabobon o dziwo nie szerzy się na wsi zabitej dechami, ale w dużych miastach, wśród przedstawicieli klasy średniej.

Niedawno znajoma zaproponowała dla żartu, że może ci przeciwnicy nowoczesnej medycyny i techniki (generalnie wszystkiego, co może podnieść jakość i średnią długość życia), chcą po prostu doprowadzić do pandemii, która w końcu zmiecie ludzkość z powierzchni ziemi. Oto jak mogłyby wyglądać przemyślenia takiego osobnika:

Chęć zgładzenia wszystkich ludzi odkrywałem w sobie stopniowo. Najczęściej myślałem o tym w chwilach trwogi egzystencjalnej, sącząc czwartą lampkę wina na naszej łososiowej kanapie z Ikei i oglądając w lusterku pierwsze zmarszczki mimiczne. Z reguły było to pod wieczór, kiedy syn, Brajan, nie wrócił jeszcze z zajęć w swoim elitarnym gimnazjum, a żona szlochała w łazience, bo instruktorzy pilatesu znowu ogłosili strajk.

Z Brajanem też zawsze były problemy. Żona mówi, że to przeze mnie, ponieważ nie załatwiłem jej wtedy porodu w wodzie z delfinami. Teraz już za późno, nie pomaga nawet feng shui – obawiam się, że syn musi nauczyć się żyć ze swoimi felernymi czakrami.

Ostatecznie postanowiliśmy, że skoro sami się staczamy, to pociągniemy za sobą też innych. Wdrożyliśmy więc prostą strategię, która pozwoli nam szybko, łatwo i tanio ograniczyć światową populację. Zaczęliśmy na przykład aktywnie wspierać ruchy antyszczepionkowe i chodzić na pikiety przeciwko genetycznie modyfikowanym uprawom, aby ci z was, którzy nie poumierają w epidemiach, padli przynajmniej z głodu.

cavernicolas

Szukamy też alternatywy dla medycyny konwencjonalnej – najlepiej czegoś drogiego, odpowiednio zacofanego i nieskutecznego. Obecnie decydujemy się między homeopatią a medycyną chińską. Ja skłaniam się w stronę drugiej opcji, ponieważ spełnia nie tylko trzy powyższe kryteria, ale dodatkowo truje tysiące Azjatów metalami ciężkimi, napędza nielegalny handel i powoduje nieodwracalne szkody ekologiczne. Dwa lata temu dzięki naszym wysiłkom udało się raz na zawsze unicestwić podgatunek nosorożca czarnego. Aleśmy popili!

Na razie wszystko wskazuje na to, że zmierzamy w dobrym kierunku. Ilość zaszczepionych dzieci w miastach spada, a całe rodziny inwestują w szarlatańskie metody leczenia, które nie dość, że nie działają, to często są wręcz niebezpieczne! Powstają na przykład liczne grupy ludzi, którzy starają się leczyć przy użyciu płynu do dezynfekcji basenów. Płakałbym ze szczęścia, gdyby chlor nie wypalił mi wcześniej kanalików łzowych.

10991084_857369257666418_3811073063316240204_n

Niestety są tacy, którzy starają się sabotować nasze działania. Na przykład Heniek, znajomy lekarz, ciągle nakłania mnie do zaufania ekspertom. Dobrze, może i nie rozróżniam mejozy od mikozy, ale przeprowadziłem swój risercz w Googlu i na forach, więc specjaliści i ich fakty mogą mi naskoczyć.

Miewam ostatnio taką wizję – ja, żona i Brajan kuśtykamy na nogach pokrzywionych przez polio w stronę słońca. Wprawdzie Heniek, idiota, mówi, że to tylko halucynacje spowodowane przez chorobę i niedożywienie, ale ja mam to głęboko w aurze. Zresztą – kto by słuchał sprzedawczyka z lobby farmaceutycznego?*

* Uwaga autora: Nasz stereotypowy ezoterrorysta jest postacią fikcyjną, jednak wszystkie wydarzenia, zjawiska i ruchy społeczne wymienione w tekście są całkowicie prawdziwe. Tak, włącznie z eksterminacją nosorożców i piciem dezynfekcji do basenów.

The post Felieton 247 – Zwierzenia ezoterrorysty first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 195 – Z igły widły /2011/12/17/felieton-195-z-igly-widly/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-195-z-igly-widly Sat, 17 Dec 2011 09:00:44 +0000 /?p=3766 Wygląda na to, że ludzie w końcu doszli do wniosku, że jest nas za dużo i że powinniśmy coś z tym zrobić. Globalna wojna jest jednak przedsięwzięciem kosztownym i skomplikowanym, sięgnijmy więc po rozwiązanie szybkie i niskobudżetowe. Zróbmy sobie epidemię.   Coraz większym zainteresowaniem cieszą się alternatywne sposoby leczenia, jednocześnie narasta niechęć do medycyny konwencjonalnej. […]

The post Felieton 195 – Z igły widły first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Wygląda na to, że ludzie w końcu doszli do wniosku, że jest nas za dużo i że powinniśmy coś z tym zrobić. Globalna wojna jest jednak przedsięwzięciem kosztownym i skomplikowanym, sięgnijmy więc po rozwiązanie szybkie i niskobudżetowe. Zróbmy sobie epidemię.
 
Coraz większym zainteresowaniem cieszą się alternatywne sposoby leczenia, jednocześnie narasta niechęć do medycyny konwencjonalnej. Jakkolwiek jestem przeciwny ludziom łykającym „profilaktycznie” kilkanaście tabletek dziennie i domagającym się antybiotyku na każdy katar, nie uważam, że popadanie w odwrotny ekstrem jest rozsądne.
 
Często spotykam się z argumentem, że alternatywna medycyna to dziedzictwo kilkudziesięciu wieków mądrości. Z punktu widzenia metodyki oraz faktycznych osiągnięć chodziło raczej o kilkadziesiąt wieków błądzenia we mgle i przypadkowego potykania się o mniej lub bardziej skuteczne remedia.
 
Nie mam absolutnie nic przeciwko ziołom. W przypadku przeziębienia lub bólu głowy to w miarę skuteczne środki ratunku. Sam przeżywam każdą zimę w oparze imbirowej herbaty tak mocnej, że może rozcinać szkło. Pomaga.
 
Chińczycy leczyli podobne proste schorzenia już pięć tysięcy lat temu i nieźle im to wychodziło. Problem polega jednak na tym, że niektóre choróbska nie dają nam tyle czasu na poszukanie odpowiednich korzonków. Gdy do drzwi starożytnego Chińczyka zapukała cholera, ten ugotował ziołową miksturę, wypił ją duszkiem i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku kopnął w kalendarz. Razem z resztą rodziny.
 
Podejrzewam, że Indianie z dżungli Ameryki Południowej też mieli całkiem nieźle rozbudowany system medycyny naturalnej. Szkoda, że niewiele się o nim dowiemy, ponieważ Hiszpanie wybili niemal cały kontynent. Nie mieczem, a ospą.
 
Ciekawi mnie jedna kwestia. Gdy ktoś ma wrażenie, że jego obecny mechanik jest fuszerem, szybko znajduje lepszego speca. Nie neguje od razu sensu mechaniki samochodowej, nie zaczyna naprawiać sprzęgła przy użyciu magicznych obrządków. Nie rozumiem więc, dlaczego w przypadku lekarzy wiele ludzi działa inaczej.
 
Zachodnią medycynę można całkowicie zasłużenie krytykować za mizerny kontakt z pacjentem, za przekręty dużych koncernów produkujących leki i za igły, które robią au-au. Krytyka powinna jednak zmierzać do poprawy systemu, a nie do gwałtownego regresu do czasów, kiedy żółtaczkę leczono – zgodnie z logiką magii sympatycznej – dowolnymi żółtymi kwiatami.
 
Jeszcze gorzej jest z profilaktyką. „Po co się szczepić, skoro nie grozi nam epidemia?” Takie podejście przypomina mi stary dowcip o sołtysie, który usunął znak drogowy ostrzegający o ostrym zakręcie, bo „po co ten znak, skoro nie ma tam wypadków?”.
 
Jest jednak jeszcze druga grupa ludzi, którzy odrzucają szczepienia nie z naiwności, a z wyrachowania. Z egoistycznego punktu widzenia taka strategia jest jak najbardziej korzystna – można uniknąć zarówno ewentualnych powikłań po zastrzyku, jak i samej choroby, bo wszyscy inni się szczepią. Oportunizm i cwaniactwo, ot co.
 
Morał na dziś? Starajmy się zachować rozsądną równowagę. Pijmy ziółka, ale odwiedzajmy lekarza. Nie dajmy się okradać ani wielkim koncernom, ani hochsztaplerom sprzedającym za krocie wodę napromieniowaną kosmiczną energią.
 
Wiek osiemnasty był nazywany wiekiem rozumu, dziewiętnasty – pary i elektryczności, a dwudziesty – wojen i ludobójstwa. Obyśmy nie musieli przełknąć zbyt wielu gorzkich pigułek, zanim dojdziemy do wieku umiaru.
 

The post Felieton 195 – Z igły widły first appeared on Darek Jedzok.

]]>