muzyka - Darek Jedzok / blog & archiwum Mon, 02 May 2016 05:43:24 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Recenzja : Maria Peszek „Jezus Maria Peszek” (2012) /2012/12/19/recenzja-maria-peszek-jezus-maria-peszek-2012/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-maria-peszek-jezus-maria-peszek-2012 /2012/12/19/recenzja-maria-peszek-jezus-maria-peszek-2012/#comments Wed, 19 Dec 2012 09:54:22 +0000 /?p=4110 Jeżeli lubicie być szokowani i prowokowani, to serdecznie polecam te ballady chorej kobiety o chorym państwie. Peszkowa wykracza daleko poza bezpieczne granice autorefleksji. Rozbiera się do naga i wchodzi na stół. Artystka wybrnęła z osobistego kryzysu i w ramach kuracji postanowiła podzielić się ze światem swoimi przeżyciami. Niektóre teksty są tak rozbrajająco szczere, że podobno […]

The post Recenzja : Maria Peszek „Jezus Maria Peszek” (2012) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Jeżeli lubicie być szokowani i prowokowani, to serdecznie polecam te ballady chorej kobiety o chorym państwie. Peszkowa wykracza daleko poza bezpieczne granice autorefleksji. Rozbiera się do naga i wchodzi na stół.

Artystka wybrnęła z osobistego kryzysu i w ramach kuracji postanowiła podzielić się ze światem swoimi przeżyciami. Niektóre teksty są tak rozbrajająco szczere, że podobno jej mama rozpłakała się w trakcie pierwszego wysłuchania płyty. Peszek rozprawia się z prywatnymi problemami, z Polską i z bogiem. Dlaczego miałbym tego słuchać? – zapytacie. A dlatego – odpowiem –  że ta płyta jest po prostu fantastycznie nagrana.

Muzycznie dominuje na niej niespokojna, zimna elektronika wymieszana z „żywą” perkusją, basem i fortepianem. Peszek zawsze miała świetnego nosa do producentów, także i tym razem wybór Michała Foxa jest jak najbardziej trafiony. Płyta nie kopiuje biernie zachodnich trendów, przeciwnie – dosyć odważnie przeciera nowe szlaki. Jednocześnie muzyka nie przebija się na pierwszy plan, nie zagłusza tekstów, często stanowi wręcz figlarny kontrapunkt do ich przytłaczającej tematyki.

No właśnie, teksty. Peszek nie jest tekściarką wybitną, ale pisze z głową, ambitnie i oryginalnie. Nie boi się eksperymentów, ale ani razu nie otarła się o tanią manierę. Tematy, które porusza na nowej płycie, są wprawdzie uzewnętrznieniem walk toczonych wewnątrz własnej czaszki, ale wpisują się w odczucia całej generacji, która poszukuje nowych definicji dla swoich zasad, wierzeń i wartości. A Peszkowa nie owija w bawełnę.

Utwory „Nie ogarniam”, „Żwir” i „Pibloqto” są zapisem walki z neurastenią. W przenikliwie smutnej, wspaniale rozwijającej się balladzie „Nie wiem czy chcę” autorka opowiada partnerowi o tym, że nie będą mieli dzieci („Wielka szkoda, straszna strata, byłby z Ciebie fajny tata, ale nie.”). W innych utworach gorzko rozprawia się ze swoim krajem – „popiół i cement, mentalny niż, męczy mnie Polska, wisi mi krzyż”. „Sorry Polsko” – swoją drogą chyba najsłabsze ogniwo płyty – jest prawdopodobnie najbardziej anty-patriotyczną piosenką w historii polskiej muzyki.

Siódmy utwór płyty jest wariacją na Psalm 23, osobistym wyznaniem osoby definitywnie odrzucającej wiarę. „Pan nie jest moim pasterzem/a niczego mi nie brak/nie przynależę i nie wierzę/i chociaż idę ciemną doliną/zła się nie ulęknę i nie klęknę“. Do utworu została dobrana zaskakująco kontrastowa aranżacja – marszowy rytm zmiękczają eteryczne dźwięki fortepianu i syntezatorów. Wokalistka wyśpiewuje refren („Pan nie prowadzi mnie, sama prowadzę się”) bezbronnym, dziewczęcym głosem, który dopiero w ostatniej repetycji zaostrzają chórki, przypominające dzieci w „We Don’t Need No Education” Pink Floyd. Jednym z najlepszych utworów płyty jest otwierający ją kawałek „Ludzie psy”, transowy, intensywny i soczysty („Ej wy, ludzie psy, mokra wasza sierść, ej, będziemy dziś smutek łyżkami jeść”).

Wielu krytyków muzycznych uważa „Jezus Maria Peszek” za album roku i tym razem naprawdę trudno mi się nie zgodzić. Cieszę się, że w mętnych wodach polskiego popu pojawia się od czasu do czasu ktoś, kto nie boi się stawiać wyzwań sobie i słuchaczom. I – tak samo jak w przypadku albumu Kukiza (patrz recenzja) – chodzi o lekturę obowiązkową nawet dla tych, dla których brutalne teksty autorki będą trudnym orzechem do zgryzienia. Jak powiedział Georges Braque „Nauka uspokaja. Sztuka jest po to, aby denerwować”.

The post Recenzja : Maria Peszek „Jezus Maria Peszek” (2012) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2012/12/19/recenzja-maria-peszek-jezus-maria-peszek-2012/feed/ 1
Recenzja : Lana Del Rey „Born To Die” (2012) /2012/03/06/recenzja-lana-del-rey-%e2%80%9eborn-to-die-2012/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-lana-del-rey-%25e2%2580%259eborn-to-die-2012 /2012/03/06/recenzja-lana-del-rey-%e2%80%9eborn-to-die-2012/#respond Tue, 06 Mar 2012 11:48:34 +0000 /?p=3909 Lana Del Rey to zjawisko, które trudno zaklasyfikować. Przez krytyków została okrzyknięta objawieniem, jej kariera przeżywa rakietowy start, który zdaje się już łamać jej kręgosłup. Skąd się wzięła? Dokąd zmierza? Na początek podsumujmy – kim jest Lana? To 25-letnia piękność o satynowym, hipnotyzującym głosie zmęczonej wokalistki barowej w luksusowym hotelu; inteligentna córka milionera, traktująca karierę […]

The post Recenzja : Lana Del Rey „Born To Die” (2012) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Lana Del Rey to zjawisko, które trudno zaklasyfikować. Przez krytyków została okrzyknięta objawieniem, jej kariera przeżywa rakietowy start, który zdaje się już łamać jej kręgosłup. Skąd się wzięła? Dokąd zmierza?

Na początek podsumujmy – kim jest Lana? To 25-letnia piękność o satynowym, hipnotyzującym głosie zmęczonej wokalistki barowej w luksusowym hotelu; inteligentna córka milionera, traktująca karierę nie jako prezent kupiony przez tatusia, ale jako bardzo osobisty monolog z odbiorcami; jeszcze w 2008 roku śpiewała pod pseudonimem Lizzy Grant. Wtedy po raz ostatni występowała „w cywilu”, w kilka miesięcy później pojawia się Lana Del Rey – połączenie femme fatale i kruchej alternatywnej wokalistki, kobiety Bonda z introwertyczną dziewczyną z sąsiedztwa.

To właśnie ta tajemnicza mikstura pociąga krytyków i fanów. W Internecie pojawiło się kilka filmów z koncertów – wnikliwy obserwator zauważy, że młoda wokalistka nie czuje się na scenie pewnie, zachowuje się nieśmiało, a nawet niezręcznie. Tak, jakby jej wizerunek sceniczny został wykonany na wyrost.

Lana Del Rey nie jest jednak kolejną pustą gwiazdką muzyki pop, która zrobi wszystko, aby przeforsować sobie drogę na duże sceny. Z wywiadów wynika, że Lana dużo czyta (i nakłania do tego swoich fanów), ale też targają nią wątpliwości i kompleksy. W rozmowie dla MySpace stwierdziła, że zawsze pociągała ją wizja kreowania życia jako dzieła sztuki.

Dość jednak o otoczce, rzućmy uchem na to, co pojawiło się na najnowszym, drugim z kolei albumie. Trudno umiejscowić muzycznie to, co dzieje się na przestrzeni tych  piętnastu piosenek. Całkowicie wbrew trendom nie ma żadnych nawiązań do sceny r’n’b – nawet w subtelny, „biały” sposób, dzięki któremu wywalczyły swoje pozycje Adele czy Amy Winehouse. Inspiracje elektroniczne zaledwie lekko koloryzują szczegóły, jednak poza tym całe pole należy do aranżacji smyczkowych, suchych gitar i damskich chórków rodem z lat 50tych. Całkiem możliwe, że inspiracja pochodzi z filmów Davida Lyncha, które wokalistka bezkrytycznie podziwia.

Podobnie ma się rzecz z wokalem – próżno tu szukać szufladki. Jako swoich idoli Del Rey wymieniła Elvisa Presleya i Kurta Cobaina. Co za kombinacja! Dzięki chłodnemu, jakby lekko spóźniającemu się wokalowi Del Rey porównywana jest do Nancy Sinatra. Trudno się nie zgodzić, słuchając na przykład tytułowego utworu płyty lub kompozycji „Video Games” lub „Dark Paradise”. W niektórych utworach („Blue Jeans”, „Lucky Ones”) leciutko przebrzmiewa barwa głosu Kate Bush. Być może komuś przypomni się też Tanita Tikaram. Bezradnie rozkładam ręce.

Płytę „Born To Die” należy docenić nie tylko ze względu na kawał solidnie wykonanej roboty, ale też za odwagę artystyczną. Lana Del Rey nie poszła na łatwiznę – i od kilku miesięcy zbiera za to zasłużony plon, aktualnie wspięła się na pierwsze miejsce list już w 14 krajach. Oby przy tym przyspieszeniu nie spaliła się w stratosferze.

Posłuchaj, jeśli lubisz : Nancy Sinatra, PJ Harvey, Imogen Heap

Warto spróbować : Born To Die, Off To Races, National Anthem 

The post Recenzja : Lana Del Rey „Born To Die” (2012) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2012/03/06/recenzja-lana-del-rey-%e2%80%9eborn-to-die-2012/feed/ 0
Recenzja : Hidden Orchestra „Night Walks” (2010) /2012/01/27/recenzja-hidden-orchestra-%e2%80%9enight-walks%e2%80%9d-2010/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-hidden-orchestra-%25e2%2580%259enight-walks%25e2%2580%259d-2010 /2012/01/27/recenzja-hidden-orchestra-%e2%80%9enight-walks%e2%80%9d-2010/#respond Fri, 27 Jan 2012 09:40:07 +0000 /?p=3854 Szkocja to nie tylko kilty, kobzy, gotowane owcze żołądki i Sean Connery. Prosto z Edynburga przybywa do nas mroczny jazz otoczony chłodną mgiełką elektroniki i drobinkami muzyki klasycznej. Aye! „Night Walks” to debiut edynburskiego kwartetu, w skład którego wchodzi kontrabasista i aż dwóch perkusistów. Chociaż więc zespół korzysta w wielkiej mierze z sampli muzyki klasycznej […]

The post Recenzja : Hidden Orchestra „Night Walks” (2010) first appeared on Darek Jedzok.

]]>

Szkocja to nie tylko kilty, kobzy, gotowane owcze żołądki i Sean Connery. Prosto z Edynburga przybywa do nas mroczny jazz otoczony chłodną mgiełką elektroniki i drobinkami muzyki klasycznej. Aye!

„Night Walks” to debiut edynburskiego kwartetu, w skład którego wchodzi kontrabasista i aż dwóch perkusistów. Chociaż więc zespół korzysta w wielkiej mierze z sampli muzyki klasycznej i folkowej, koncerty podobno dają niezłego kopa. O tym zresztą możemy się przekonać już wkrótce – 23 lutego w klubie Fléda, w czeskim Brnie.

Hidden Orchestra to twór eklektyczny i bardzo otwarty na różnorodne inspiracje. Możemy pobawić się w etykietki – nu-jazz, ambient, chill-out, down tempo, dark-jazz … Generalnie utwory poruszają się na klimatach obecnych na wielu wydawnictwach wytwórni Ninja Tunes, przede wszystkim brytyjskiego zespołu Cinematic Orchestra.

W odróżnieniu od podobnych projektów kapela nie korzysta z rozbudowanych symfonicznych aranżacji, ale zastępuje je kameralnymi, gościnnymi nagraniami solistów, które splata w wyrazistą fakturę dźwięków.

Aby zobrazować to bogactwo można wybrać dowolny utwór – na przykład „Stammer”. Kompozycja zaczyna się od trip-hopowej psychodeli z elektrycznym pianinem i skrzypcami, po chwili dochodzi prosty, czteronutowy motyw na trąbce. Przez muzykę przenikają krótkie, niezrozumiałe sample kobiecego głosu, stopniowo z tła wyłania się zapętlona sekwencja grana na cymbałach. Atmosfera kulminuje, perkusja definitywnie przechodzi z powolnego tętnienia do gwałtownego drum’n’bassu. Ponad tym kilka czystych nut granych na fortepianie.

Zestaw utworów na płycie jest niezwykle różnorodny. Specjalnie nie przedstawiłem opisu mojego ulubionego utworu, otwierającego nagranie. „Antiphon” przedstawia tak cudowną strukturę harmonii i dynamiki, że mógłbym się ekscytować samym jej grafem narysowanym na kartce papieru. Wysoka szkoła samplingu i łamanych rytmów.

Dosyć dziwaczny pomysł na zaangażowanie aż dwóch perkusistów (ostatnio w takim składzie grali klasycy Apollo 440) zdał egzamin –„Night Walks” potrafi zaskoczyć gwałtownym wybuchem emocji, nie niszcząc jednocześnie precyzyjnie budowanej atmosfery. Za to chwała, za to cześć. Do zobaczenia w Brnie.

Posłuchaj, jeśli lubisz : Cinematic Orchestra, Pivot, Skalpel, Bonobo

Warto spróbować : Antiphon, Dust, Out of Nowhere

The post Recenzja : Hidden Orchestra „Night Walks” (2010) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2012/01/27/recenzja-hidden-orchestra-%e2%80%9enight-walks%e2%80%9d-2010/feed/ 0
CANADA /2011/10/31/canada/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=canada Mon, 31 Oct 2011 09:00:02 +0000 /?p=3655 Raz na jakiś czas z lawiny internetowych zjadaczy czasu wypadnie na mnie nieoszlifowany diament. W taki oto przypadkowy sposób zapoznałem się z twórczością hiszpańskiej ekipy CANADA, jednej z najbardziej obiecujących formacji reżyserskich; ludzi, którzy w erze skundlonych popowych teledysków wierzą w magię i moc kina oraz sztuki.   CANADA została założona w Barcelonie zaledwie trzy […]

The post CANADA first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Raz na jakiś czas z lawiny internetowych zjadaczy czasu wypadnie na mnie nieoszlifowany diament. W taki oto przypadkowy sposób zapoznałem się z twórczością hiszpańskiej ekipy CANADA, jednej z najbardziej obiecujących formacji reżyserskich; ludzi, którzy w erze skundlonych popowych teledysków wierzą w magię i moc kina oraz sztuki.  

CANADA została założona w Barcelonie zaledwie trzy lata temu i od tego czasu zdążyła już narobić niezłego szumu. Grupa przyjaciół w swojej twórczości nie boi się eksperymentować z nowoczesnymi technikami lub odkrywać na nowo stare zabiegi wizualne, całkowicie otwarcie inspirując się największymi nazwiskami europejskiego kina XX wieku. Teledyski CANADY są kontrowersyjne, surrealistyczne, często prawie obsceniczne, nigdy jednak nie ocierają się o wulgarność.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy kariera młodej ekipy nabiera rozpędu – jest rozchwytywana przez coraz więcej znanych formacji alternatywnej sceny rockowej, z rosnącym budżetem może też sobie pozwolić na coraz większe ekscesy.

Na początku roku przedstawiła swój największy dotychczasowy wyczyn. Fenomenalny klip do utworu „Invisible Light” grupy Scissors Sisters to psychodeliczna jazda oparta na cytatach z dzieł Antonioniego, Jodorowskyego i Buňuela, a nawet z „L’enfer“, nigdy nie dokończonego eksperymentu filmowego Henri-Georgesa Clouzota. Koronkowa robota, wspaniała praca z montażem i kamerą.

W kilka tygodni później ukazały się teledyski do singli kapel Two Door Cinema Club, Vaccines oraz Battles. Dwuznaczne, prowokacyjne klipy pełne chaotycznych sekwencji, przypadkowo wmontowanych ujęć i niejasnych symboli z pewnością będą przyczyną niejednej nieprzespanej nocy cenzorów telewizyjnych. I bardzo dobrze. Jeżeli już trzeba walczyć z płycizną dominującą na stacjach muzycznych, to dlaczego nie zaatakować je ich własną bronią? Trzymajmy kciuki katalońskim partyzantom.

Wszystkie dotychczasowe nagrania ekipy (teledyski, reklamy, trailery) znajdują się na stronie https://vimeo.com/lawebdecanada/videos

 

The post CANADA first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Recenzja w 5 zdaniach : Tides From Nebula „Earthshine” (2011) /2011/08/04/recenzja-w-5-zdaniach-tides-from-nebula-%e2%80%9eearthshine%e2%80%9d-2011/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-w-5-zdaniach-tides-from-nebula-%25e2%2580%259eearthshine%25e2%2580%259d-2011 /2011/08/04/recenzja-w-5-zdaniach-tides-from-nebula-%e2%80%9eearthshine%e2%80%9d-2011/#comments Thu, 04 Aug 2011 10:31:12 +0000 /?p=3556 Polak potrafi – warszawski zespół Tides From Nebula to dumny polski reprezentant gatunku post-rock, który nie wprowadza wprawdzie specjalnej rewolucji, ale i tak reprezentuje co najmniej europejski poziom. Jednym z gwarantów solidności płyty był kompozytor Zbigniew Preisner, który nieraz przyznawał się do potajemnego romansowania z tym gatunkiem, a więc nietrudno go chyba było przekonać do […]

The post Recenzja w 5 zdaniach : Tides From Nebula „Earthshine” (2011) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Polak potrafi – warszawski zespół Tides From Nebula to dumny polski reprezentant gatunku post-rock, który nie wprowadza wprawdzie specjalnej rewolucji, ale i tak reprezentuje co najmniej europejski poziom.

Jednym z gwarantów solidności płyty był kompozytor Zbigniew Preisner, który nieraz przyznawał się do potajemnego romansowania z tym gatunkiem, a więc nietrudno go chyba było przekonać do tego, aby zajął się produkcją muzyczną albumu.

Nie trzeba opisywać nagrań, ponieważ spełniają definicję tego stylu – z punktu widzenia struktury to długie, minimalistyczne utwory instrumentalne wykorzystujące zmienne metrum. Dźwięki i bogatą dynamikę tworzą gitary na przesterze z potężnym echem, tętniąca gitara basowa i organiczna perkusja, przechodząca od szumów po serie burzliwych uderzeń. Wielbiciele gatunku odpłyną z rozkoszy, przeciwnicy zasną w połowie pierwszego utworu.

Warto spróbować :  These Days Glory Days, Caravans, Siberia

web: www.tidesfromnebula.com

The post Recenzja w 5 zdaniach : Tides From Nebula „Earthshine” (2011) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2011/08/04/recenzja-w-5-zdaniach-tides-from-nebula-%e2%80%9eearthshine%e2%80%9d-2011/feed/ 3
Recenzja – Hybrid ”Disappear Here” (2010) /2010/10/07/recenzja-hybrid-%e2%80%9ddisappear-here%e2%80%9d-2010/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-hybrid-%25e2%2580%259ddisappear-here%25e2%2580%259d-2010 /2010/10/07/recenzja-hybrid-%e2%80%9ddisappear-here%e2%80%9d-2010/#respond Thu, 07 Oct 2010 16:32:16 +0000 /?p=2763 Założę się, że dla absolutnej większości czytelników PopArtu nazwa tego zespołu stanowi absolutne novum. Zresztą ja sam do niedawna nie kojarzyłem kapeli, dopóki nie stwierdziłem, że znam dużą część ich twórczości. Też ją znacie. Jak to możliwe? Bardzo często atakuje mnie paskudny ćwiek w postaci zasłyszanego kawałka, którego absolutnie nie mogę odszukać – urywek melodii […]

The post Recenzja – Hybrid ”Disappear Here” (2010) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Założę się, że dla absolutnej większości czytelników PopArtu nazwa tego zespołu stanowi absolutne novum. Zresztą ja sam do niedawna nie kojarzyłem kapeli, dopóki nie stwierdziłem, że znam dużą część ich twórczości. Też ją znacie. Jak to możliwe?

Bardzo często atakuje mnie paskudny ćwiek w postaci zasłyszanego kawałka, którego absolutnie nie mogę odszukać – urywek melodii z reklamy, tła muzycznego z filmu lub serialu. I właśnie na płycie projektu Hybryd trafiłem na bursztynową komnatę – praktycznie z każdym kolejnym utworem płyty otwierały się przede mną nowe skojarzenia i przebłyski starych, zapomnianych ćwieków.

Hybrid to kapela, która istnieje już od ponad 10 lat, była porównywana do Massive Attack i Underworld, występowała jako support na trasie Moby’ego, nagrała cztery płyty – i pomimo tych osiągnięć nie udało jej się na stałe zagnieździć ani na parkietach tanecznych, ani w słuchawkach koneserów.

Pojedyncze kawałki rozpleniły się za to na szerokich polach podkultury, trafiając do telewizji, kin i stacji radiowych w formach tematów muzycznych, dżingli, ścieżek dźwiękowych do filmów i gier komputerowych itp.

Jakiś czas temu znajomy poprosił mnie o polecenie mu ciekawych kapel do słuchania w samochodzie – wtedy nie wiedziałem, co wybrać : połowa nagrań była zbyt spokojna, druga zbyt agresywna. Teraz już wiem – najnowsza płyta Hybrid to idealny podkład pod wrzucanie coraz wyższych biegów na autostradzie.

Twórczość kapeli charakteryzuje się bowiem specyficzną, kinematograficzną natarczywością, jaką znamy z wartkich filmów akcji. Utwory Hybrid pojawiły się w filmie X-Men:Origins, w niezliczonej ilości reklam, w grach komputerowych Metal Gear Solid i Need For Speed, a przede wszystkim w kultowych serialach : Top Gear i CSI:Kryminalne zagadki Nowego Jorku.

Myślę, że taki opis pomoże już określić grupę słuchaczy, którym może się podobać najnowszy krążek Hybrid. Pod względem muzycznym stanowi on połączenie masywnego podkładu chłodnej elektroniki (rozpięcie od Massive Attack do Prodigy) ze zdecydowanym, pełnym altem wokalistki oraz bogatymi aranżacjami orkiestry symfonicznej. Proste, tętniące rytmy bez żadnych udziwnień gnają przez cały czas do przodu – przerywane od czasu do czasu wolniejszymi, bardziej płynnymi utworami lub delikatnymi wejściami smyczków (na przykład zajeżdżające lekko „po wschodniemu” partie smyczkowe w utworze „Empire”, żywcem wyjętym z któregoś Matrixa). Utwory grubo przekraczają czasy radiowe i trwają po 5-6 minut, a więc album przecieknie przez odtwarzacz jak woda.

Oczywiście rozczarowany będzie każdy miłośnik ambitnych eksperymentów, słuchacz popowy nie wychwyci melodyjek, które mógłby sobie podśpiewywać pod prysznicem, ale … nie można mieć wszystkiego. „Disappear Here” to konsumpcyjny produkt – napój energetyczny, dopalacz do natężonej pracy lub przejażdżek samochodowych. No to jazda!

Warto spróbować : Empire, Can You Hear Me, Break My Soul

The post Recenzja – Hybrid ”Disappear Here” (2010) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2010/10/07/recenzja-hybrid-%e2%80%9ddisappear-here%e2%80%9d-2010/feed/ 0
Recenzja – Die Antwoord „$o$” (2010) /2010/04/07/recenzja-die-antwoord-%e2%80%9eo%e2%80%9d-2010/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-die-antwoord-%25e2%2580%259eo%25e2%2580%259d-2010 /2010/04/07/recenzja-die-antwoord-%e2%80%9eo%e2%80%9d-2010/#comments Wed, 07 Apr 2010 00:00:33 +0000 /?p=2109 Przed wami najdziwniejsza recenzja muzyczna tego roku. Nie zamierzam was bowiem wcale namawiać do słuchania muzyki z przedstawianego albumu – a jednocześnie gorąco będę was zachęcał do zapoznania się z twórczością tego dziwacznego projektu. (update 2.0 : kolejny nowy teledysk!)   Die Antwoord uderzyli w Internet jak meteoryt, teledysk utworu Enter The Ninja szerzył się […]

The post Recenzja – Die Antwoord „$o$” (2010) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Przed wami najdziwniejsza recenzja muzyczna tego roku. Nie zamierzam was bowiem wcale namawiać do słuchania muzyki z przedstawianego albumu – a jednocześnie gorąco będę was zachęcał do zapoznania się z twórczością tego dziwacznego projektu. (update 2.0 : kolejny nowy teledysk!)

 

Die Antwoord uderzyli w Internet jak meteoryt, teledysk utworu Enter The Ninja szerzył się niczym czarna zaraza na łamach dyskusji, blogów i chatów, z reguły uzupełniony o wprowadzenie w rodzaju „WTF???” albo „Ej, a TO już widziałeś?”. Zdezorientowani internauci nie wiedzieli, czy mają się śmiać, czy zniesmaczać, a może baunsować do bitu.

 

– Die moederfokken Antwoord

– What does it mean?

– The Answer

– The Answer to what?

– Whatever, man… Fuck.

 

Klip Enter The Ninja fascynuje totalnym galimatiasem wątków i stylów, w ciągu zaledwie 5 minut spotykamy MC – wytatuowanego wieśniaka o aparycji długoletniego konsumenta amfetaminy, wokalistkę – androgyniczną nimfetkę w mundurku szkolnym, otyłego DJ HI TEK-a oraz człowieczka chorego na progerię, wyniszczającą chorobę powodującą gwałtowne starzenie. Do tego powalony tekst, szczury biegające po planie i beat z jakiejś archaicznej maszyny perkusyjnej z lat 80tych.
 

 

 
Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak dopiero wtedy, gdy zaczniemy szukać informacji na temat zespołu. Na Youtube znajdziemy nagrania wywiadów, w których nasi bohaterzy sprawiają wrażenie w gorszym wypadku – zaćpanych wariatów, w lepszym – smutnej próbki południowoafrykańskich nizin społecznych o dziwnym stylu ubierania i groteskowym akcencie (patrz krótki dokument Zef Side – poniżej).
 
Słowem – tak niesamowity i chory cyrk, że nikt nie byłby w stanie tego zinscenizować, to po prostu musi być prawdziwe.
 

 
Au contraire! Przeszedłem w stan zachwytu, kiedy okazało się, że cały projekt to misternie wykonana prowokacja artystyczna Watkina Tudora Jonesa, jednego z mózgów południowoafrykańskiego hiphopu. MC Ninja to jedno z kolejnych wcieleń muzyka, który być może nie jest najlepszym raperem, ale z pewnością posiada niezwykłą imaginację oraz zdolność inteligentnej prowokacji.
 
Wokalistka Yo-Landi – mokry sen pedofila – to w rzeczywistości wykształcone dziewczę, które ma już na koncie 3 wydane powieści.
 

 
Postać chora na progerię nie była żadnym przypadkowym stworkiem przyciągniętym z ulicy, chodzi bowiem o Leona Bothę, jednego z czołowych plastyków związanych z lokalnym środowiskiem hiphopowym. Jedyne, co prawdziwe w twórczości zespołu, to język africaans (lub też afrykanerski), czyli mieszanka holenderskiego, angielskiego, języków bantu i wielu innych wpływów.
 

 
Zaprawdę powiadam wam, już długo nie widziałem tak bezkompromisowej mistyfikacji, jednocześnie nowatorskiej i spójnej, dopracowanej do ostatniego, najmniejszego szczegółu. Projektu będącego zarówno jaskrawym odłamem muzyki popowej, jak i jej złośliwą parodią.
 

 

 
W związku z powyższym zachęcam do spotkania z dziwakami z Johannesburga. Rzadki amalgamat awangardowej sztuki, muzyki i humoru.
 
Warto spróbować : Enter The Ninja, Beat Boy, Rich Bitch

Web : www.dieantwoord.com
 
P.S.
 
Na zakończenie krótki wywiad potwierdzający fakt, że Die Antwoord dopracowali sztukę autostylizacji ad perfectum.
 

 

The post Recenzja – Die Antwoord „$o$” (2010) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2010/04/07/recenzja-die-antwoord-%e2%80%9eo%e2%80%9d-2010/feed/ 11