nauka - Darek Jedzok / blog & archiwum Tue, 04 Dec 2018 07:20:30 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Felieton 278 – Bajeczka o różdżkarstwie /2018/12/04/felieton-278-bajeczka-o-rozdzkarstwie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-278-bajeczka-o-rozdzkarstwie Tue, 04 Dec 2018 07:20:30 +0000 /?p=5368 Nie nadążam za tą epoką post-prawdy. Już prawie przyzwyczaiłem się do tego, że z otchłani zapomnienia wracają płaskoziemcy i antyszczepionkowcy, kreacjoniści i bioenergoterapeuci, kiedy swoją nieforemną główkę wychyliło także różdżkarstwo. No ja piórkuję. Na artykuł gloryfikujący ten specyficzny zabobon trafiłem ostatnio podczas lektury Kalendarza Śląskiego na rok 2018. Radiestezja (jak brzmi pseudonaukowa nazwa tego hobby) […]

The post Felieton 278 – Bajeczka o różdżkarstwie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Nie nadążam za tą epoką post-prawdy. Już prawie przyzwyczaiłem się do tego, że z otchłani zapomnienia wracają płaskoziemcy i antyszczepionkowcy, kreacjoniści i bioenergoterapeuci, kiedy swoją nieforemną główkę wychyliło także różdżkarstwo. No ja piórkuję.

Na artykuł gloryfikujący ten specyficzny zabobon trafiłem ostatnio podczas lektury Kalendarza Śląskiego na rok 2018. Radiestezja (jak brzmi pseudonaukowa nazwa tego hobby) jest w nim promowana równolegle z bogu ducha winnym ziołolecznictwem, które od lat umieszczane jest w podobnym szemranym towarzystwie. A szkoda, bo wiedza zielarzy poddana rzetelnej analizie nieraz przyniosła nam wszystkim ogromne korzyści – wystarczy wspomnieć o aspirynie z kory wierzbowej lub artemizynie, której odkrycie dla zachodniej nauki przyniosło chińskiej badaczce Nagrodę Nobla. Ten potencjał marnuje się w chwili, gdy zielarstwo przyjmowane jest bezkrytycznie i trafia do jednego wora właśnie z różdżkarstwem, energoterapią czy astrologią (tak, jako typowa, racjonalna Waga nie wierzę w horoskopy).

„Ale ejj, stop, prr. Istnieją dobrzy różdżkarze – znam osobiście pana X!” – odezwie się pewnie niejeden z Was, a ja bynajmniej nie zaprzeczę. Od wieków istnieją ludzie, którzy dzięki znajomości wegetacji i ukształtowania terenu potrafili sprawnie wskazywać źródła wody. I chwała im za to. Zabierz jednak różdżkarza do zamkniętego pomieszczenia, a nie będzie w stanie określić, czy stoi nad podziemnym parkingiem, czy basenem pływackim. Liczne eksperymenty dowodzą, że takich warunkach ich zdolności nie przekraczają wyników zwykłego zgadywania.

W 1964 James Randi, słynny demaskator oszustów, zaoferował 10 tysięcy dolarów dowolnej osobie, która udowodni swoje paranormalne zdolności. Do 2015 roku, kiedy nagroda wzrosła do miliona dolarów, swoich sił spróbowały dziesiątki radiestetów. Wszyscy polegli jak Turcy pod Wiedniem.

Nie chodzi więc o zaślepienie naukowców, którzy zamykają oczy przed kolejną cudowną techniką. Po prostu od dłuższego czasu wiemy, że radiestezja nie działa i że jej miejsce jest w muzeum historycznych kuriozów, obok spirytyzmu czy rzucania uroku na prosiaki sołtysa.

Mam nadzieję, że od tego zderzenia z rzeczywistością nie pęknie żadnemu radiestecie żyłka. A raczej – chłe, chłe – żyła wodna.

Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 10/2018

The post Felieton 278 – Bajeczka o różdżkarstwie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 268 – Na niewiedzę /2018/03/06/felieton-268-na-niewiedze/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-268-na-niewiedze Mon, 05 Mar 2018 23:43:18 +0000 /?p=5249 No i stało się – wkroczyliśmy w osiemnasty rok trzeciego tysiąclecia. Codziennie słyszymy o rewolucjach w medycynie, transporcie, energetyce… tylko to społeczeństwo ciągle jakieś takie niemrawe. Nosimy w kieszeniach futurystyczne środki komunikacji, a wykorzystujemy je do szerzenia nonsensów, które powinny były wymrzeć przed epoką pary. Niektórzy eksperci uważają, że głównym winowajcą jest tutaj Internet, ta […]

The post Felieton 268 – Na niewiedzę first appeared on Darek Jedzok.

]]>
No i stało się – wkroczyliśmy w osiemnasty rok trzeciego tysiąclecia. Codziennie słyszymy o rewolucjach w medycynie, transporcie, energetyce… tylko to społeczeństwo ciągle jakieś takie niemrawe. Nosimy w kieszeniach futurystyczne środki komunikacji, a wykorzystujemy je do szerzenia nonsensów, które powinny były wymrzeć przed epoką pary.

Niektórzy eksperci uważają, że głównym winowajcą jest tutaj Internet, ta łatwo dostępna i bezdenna skarbnica wiedzy. Nikt już nie może się usprawiedliwiać brakiem wykształcenia lub pieniędzy, wszystkie informacje są na wyciągnięcie ręki, a nawet na kliknięcie palucha. Znacie ten kawał o facecie, który chwalił się w towarzystwie zdolnością szybkiego liczenia?

„Ok, ile jest 7 razy 135?”

„Osiemdziesiąt trzy!”

„Przecież to nawet nie było blisko…”

„Ale jak szybko!”. Badum tss.

W ciągu kilku minionych lat nieraz byliśmy świadkami tego, jak błędne, ale zdecydowane odpowiedzi zdobywały serca, rozstrzygały dyskusje i wygrywały wybory. Do programów śniadaniowych zapraszani są celebryci, którzy bez zająknięcia wypowiadają się na wszystkie możliwe tematy, począwszy od szczepień ludzi, a skończywszy na rozszczepieniu uranu.

Społeczeństwo wywiera na nas presję, abyśmy mieli wyrobione zdanie na każdy temat, więc oduczyliśmy się odpowiadać „nie wiem”. Wstydzimy się tych dwóch prostych słów, a przecież nie ma w nich niczego żenującego. Wręcz przeciwnie – to sokratejskie uznanie własnej niewiedzy wymaga dużej dawki rozsądku, odwagi i pokory.

Psycholodzy nazywają ten paradoks (nie)wiedzy efektem Krugera-Dunninga, jednak już wcześniej filozof Bertrand Russel trafnie ujął to zjawisko w sentencji „Problem z dzisiejszym światem polega na tym, że głupcy zawsze są pewni siebie, a ludzie rozsądni pełni są wątpliwości.”

Swoje trzy grosze wtrąciła też Wisława na obrażonych łapach. W swoim noblowskim odczycie Szymborska zauważyła, że dyktatorzy, fanatycy i demagodzy zawsze „wiedzą” i że ta wiedza im wystarczy, chociaż (a może nawet ponieważ) „nie wyłania ona z siebie nowych pytań”. Tymczasem „małe, ale mocno uskrzydlone nie wiem” stało i stoi u zarania największych odkryć i fascynacji, zawsze inspirowało do działania i naukowców, i poetów.

Z okazji nowego roku życzę więc nam wszystkim, byśmy odkryli na nowo urok i potencjał niewiedzy. Życzę nam, byśmy nie szli na łatwiznę i nie słuchali kusząco prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania; abyśmy nauczyli się mieć wątpliwość.

Ale czy to się uda? Jeżu, nie mam bladego pojęcia.


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 01/2018

The post Felieton 268 – Na niewiedzę first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Brody, które leczą /2016/02/07/lecznicze-brody/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=lecznicze-brody Sun, 07 Feb 2016 18:42:13 +0000 /?p=5139 Podczas Paryskiego Fashion Weeka ogłoszono zmierzch drwali i początek ery księcioseksualizmu, ale poczekajcie jeszcze z tą brzytwą, panowie. BBC News donosi, że noszenie brody może mieć nieoczekiwane zalety. Ekipa programu “Trust Me, I’m a Doctor” przeanalizowała wyniki badań Journal of Hospital Infection. Okazało się, że wbrew pierwotnym założeniom brodacze zatrudnieni w  szpitalach nie chorują tak często, jak ich gołolicy współpracownicy – na przykład gronkowiec […]

The post Brody, które leczą first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Podczas Paryskiego Fashion Weeka ogłoszono zmierzch drwali i początek ery księcioseksualizmu, ale poczekajcie jeszcze z tą brzytwą, panowie. BBC News donosi, że noszenie brody może mieć nieoczekiwane zalety.

Ekipa programu “Trust Me, I’m a Doctor” przeanalizowała wyniki badań Journal of Hospital Infection. Okazało się, że wbrew pierwotnym założeniom brodacze zatrudnieni w  szpitalach nie chorują tak często, jak ich gołolicy współpracownicy – na przykład gronkowiec złocisty (MRCA) występował u nich aż trzykrotnie rzadziej.

Początkowo naukowcy zaproponowali, że może to być spowodowane przez mikronacięcia powstające podczas golenia, które mogą stać się potencjalnymi ogniskami infekcji. Kiedy jednak jeden z mikrobiologów wysłał próbki do laboratorium, okazało się, że brody mają daleko do sterylności. Powstaje w nich mały ekosystem “dobrych” i “złych” bakterii – i to właśnie ta walka o byt powoduje, że infekcje nie mają tak łatwo.

“When you get a competitive environment like a beard where there are many different bacteria, they fight for food resources and space, so they produce things like antibiotics,”

Tak, dobrze czytacie – brody produkują antybiotyki. I to jakie! Podczas jednego z badań pobrane bakterie zaatakowały i zlikwidowały bakterie E.coli odporne na powszechnie stosowane leki antybakteryjne.

Wniosek: Idzie choroba, a apteczka pusta? Przytul brodacza.

Gorąco zachęcam do przeczytania całego tekstu tutaj.

Źródło: BBC News, Upworthy

Zdjęcie: brytyjscy żołnierze z czasów Wojny Krymskiej, Wikimedia Commons

The post Brody, które leczą first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 247 – Zwierzenia ezoterrorysty /2015/02/28/felieton-247-zwierzenia-ezoterrorysty/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-247-zwierzenia-ezoterrorysty Sat, 28 Feb 2015 11:39:59 +0000 /?p=4988 Niedawno znajoma zaproponowała dla żartu, że może przeciwnicy nowoczesnej medycyny i techniki (generalnie wszystkiego, co może podnieść jakość i średnią długość życia), chcą po prostu doprowadzić do pandemii, która w końcu zmiecie ludzkość z powierzchni ziemi. Oto, jak mogłyby wyglądać przemyślenia takiego osobnika:

The post Felieton 247 – Zwierzenia ezoterrorysty first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Od jakiegoś czasu z niedowierzaniem śledzę renesans różnych ruchów ezoterycznych i pseudonaukowych. Tym razem zabobon o dziwo nie szerzy się na wsi zabitej dechami, ale w dużych miastach, wśród przedstawicieli klasy średniej.

Niedawno znajoma zaproponowała dla żartu, że może ci przeciwnicy nowoczesnej medycyny i techniki (generalnie wszystkiego, co może podnieść jakość i średnią długość życia), chcą po prostu doprowadzić do pandemii, która w końcu zmiecie ludzkość z powierzchni ziemi. Oto jak mogłyby wyglądać przemyślenia takiego osobnika:

Chęć zgładzenia wszystkich ludzi odkrywałem w sobie stopniowo. Najczęściej myślałem o tym w chwilach trwogi egzystencjalnej, sącząc czwartą lampkę wina na naszej łososiowej kanapie z Ikei i oglądając w lusterku pierwsze zmarszczki mimiczne. Z reguły było to pod wieczór, kiedy syn, Brajan, nie wrócił jeszcze z zajęć w swoim elitarnym gimnazjum, a żona szlochała w łazience, bo instruktorzy pilatesu znowu ogłosili strajk.

Z Brajanem też zawsze były problemy. Żona mówi, że to przeze mnie, ponieważ nie załatwiłem jej wtedy porodu w wodzie z delfinami. Teraz już za późno, nie pomaga nawet feng shui – obawiam się, że syn musi nauczyć się żyć ze swoimi felernymi czakrami.

Ostatecznie postanowiliśmy, że skoro sami się staczamy, to pociągniemy za sobą też innych. Wdrożyliśmy więc prostą strategię, która pozwoli nam szybko, łatwo i tanio ograniczyć światową populację. Zaczęliśmy na przykład aktywnie wspierać ruchy antyszczepionkowe i chodzić na pikiety przeciwko genetycznie modyfikowanym uprawom, aby ci z was, którzy nie poumierają w epidemiach, padli przynajmniej z głodu.

cavernicolas

Szukamy też alternatywy dla medycyny konwencjonalnej – najlepiej czegoś drogiego, odpowiednio zacofanego i nieskutecznego. Obecnie decydujemy się między homeopatią a medycyną chińską. Ja skłaniam się w stronę drugiej opcji, ponieważ spełnia nie tylko trzy powyższe kryteria, ale dodatkowo truje tysiące Azjatów metalami ciężkimi, napędza nielegalny handel i powoduje nieodwracalne szkody ekologiczne. Dwa lata temu dzięki naszym wysiłkom udało się raz na zawsze unicestwić podgatunek nosorożca czarnego. Aleśmy popili!

Na razie wszystko wskazuje na to, że zmierzamy w dobrym kierunku. Ilość zaszczepionych dzieci w miastach spada, a całe rodziny inwestują w szarlatańskie metody leczenia, które nie dość, że nie działają, to często są wręcz niebezpieczne! Powstają na przykład liczne grupy ludzi, którzy starają się leczyć przy użyciu płynu do dezynfekcji basenów. Płakałbym ze szczęścia, gdyby chlor nie wypalił mi wcześniej kanalików łzowych.

10991084_857369257666418_3811073063316240204_n

Niestety są tacy, którzy starają się sabotować nasze działania. Na przykład Heniek, znajomy lekarz, ciągle nakłania mnie do zaufania ekspertom. Dobrze, może i nie rozróżniam mejozy od mikozy, ale przeprowadziłem swój risercz w Googlu i na forach, więc specjaliści i ich fakty mogą mi naskoczyć.

Miewam ostatnio taką wizję – ja, żona i Brajan kuśtykamy na nogach pokrzywionych przez polio w stronę słońca. Wprawdzie Heniek, idiota, mówi, że to tylko halucynacje spowodowane przez chorobę i niedożywienie, ale ja mam to głęboko w aurze. Zresztą – kto by słuchał sprzedawczyka z lobby farmaceutycznego?*

* Uwaga autora: Nasz stereotypowy ezoterrorysta jest postacią fikcyjną, jednak wszystkie wydarzenia, zjawiska i ruchy społeczne wymienione w tekście są całkowicie prawdziwe. Tak, włącznie z eksterminacją nosorożców i piciem dezynfekcji do basenów.

The post Felieton 247 – Zwierzenia ezoterrorysty first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 207 – GMO, czyste zło /2012/12/14/felieton-207-gmo-czyste-zlo/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-207-gmo-czyste-zlo /2012/12/14/felieton-207-gmo-czyste-zlo/#comments Fri, 14 Dec 2012 10:03:53 +0000 /?p=4098 Jedną z przyjemniejszych krotochwil może być polemika z przeciwnikiem, który orientuje się w temacie, docenia rzeczowe argumenty i nie ucieka się do tanich chwytów retorycznych. Rozmowy z przeciwnikami GMO (organizmów zmodyfikowanych genetycznie) mają daleko do takich intrygujących starć – z reguły przypominają raczej rozmowę z przedszkolakiem, który nie chce jeść surówki „bo jest be”.   Wrogowie […]

The post Felieton 207 – GMO, czyste zło first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Jedną z przyjemniejszych krotochwil może być polemika z przeciwnikiem, który orientuje się w temacie, docenia rzeczowe argumenty i nie ucieka się do tanich chwytów retorycznych. Rozmowy z przeciwnikami GMO (organizmów zmodyfikowanych genetycznie) mają daleko do takich intrygujących starć – z reguły przypominają raczej rozmowę z przedszkolakiem, który nie chce jeść surówki „bo jest be”.
 
Wrogowie GMO ciągle piszą o koncernach indoktrynujących społeczeństwo. O ile jednak nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem billboard lub kampanię promującą genetycznie zmodyfikowane produkty, to działania ich przeciwników mieszczą się w każdej definicji wymywania mózgów.
 
Spotkania poświęcone tej tematyce noszą tytuły stwarzające iluzję obiektywnej dyskusji (“GMO – nadzieja, czy niebezpieczeństwo?”), chociaż wykładowcami są wyłącznie osoby związane z ruchami aktywistycznymi, a więc wybitnie stronnicze. W Internecie szerzą się obrazki i karykatury przypominające sowieckie ulotki propagandowe – świat atakują ohydne marchewki i ogórki o ostrych kłach i zakrwawionych ślepiach.
 
Wyobraźcie sobie na chwilę, że jakiś wyjątkowo niemoralny koncern stworzy grę komputerową, w której dzieci zdobywają punkty za sadzenie genetycznie zmodyfikowanych roślinek. Chyba żaden z producentów GMO nie upadł  jeszcze tak nisko – w odróżnieniu od ich przeciwników, którzy niedawno opublikowali w Internecie grę, w której królik ratuje świat strzelając z karabinu do atakujących warzywnych mutantów.
 
Aktywiści przez cały czas odgrywają wojowników o prawdę, a jednocześnie bez skrupułów stosują całą skalę podłych tricków. Smutną ilustracją tej procedury okłamywania społeczeństwa była afera związana z badaniami profesora Seraliniego. Po opublikowaniu ich wyników Internet zalały zdjęcia szczurów z olbrzymimi guzami i napisami „GMO powoduje raka!”, posypała się lawina apeli, protestów, apokaliptycznych prognoz. Gdy w kilka dni później okazało się, że wyniki zostały perfidnie sfałszowane, w całej sieci cisza jak makiem zasiał. Na Facebookowych profilach aktywistów – zamiast refleksji i sprostowań – kotki, śmieszne obrazki i „posadziłem rzepkę w Farmville”.
 
Myślę, że wielu ludzi mogłoby zostać zwolennikami GMO tylko dlatego, że druga strona prezentuje tak niski poziom argumentacji oraz poważne braki w podstawowym wykształceniu. Bo jakie oceny z biologii może mieć osoba, która zarzeka się, że „nie będę jadła tego świństwa, nie chcę połykać żadnych genów”?
 
Najbardziej martwi mnie właśnie ten paniczny pisk towarzyszący każdej wzmiance o modyfikacjach genetycznych. W tym szerokim pojęciu kryją się przecież nie tylko “zbrodnicze korpo”, ale też na przykład badania nad nowymi terapiami genowymi. Nie chciałbym, aby rozwój najbardziej obiecującej gałęzi medycyny został wstrzymany tylko z powodu obawy niedouków przed atakiem gryzących marchewek.
 
Pracownica Peruwiańskiej Akademii Nauk odbiera nowego jeepa.

 
Na razie zwolennicy naturalnych upraw cieszą się z tego, że GMO zostało zakazane przez rządy w Peru i Kenii. Gratulacje. Wszyscy wiemy, że peruwiańscy specjaliści od lat należą do światowej czołówki najlepszych naukowców, a regularne klęski głodowe w Kenii przekonują nas o tym, że tamtejsza żyzna gleba na pewno świetnie sobie poradzi bez wdrażania nowych rozwiązań. W sumie zakrawa na cud, że nasi politycy, zwykle tak skłonni do populistycznych gestów, jeszcze nie skorzystali z mody na bicie “genetycznych”. Taka chwila może jednak wkrótce nadejść, co nie jest zbyt miłą perspektywą w obliczu rosnących zapotrzebowań przeludnionej, żarłocznej Europy.
 
Zdrowy rozsądek oczywiście podpowiada, że trzeba pilnować, aby producenci nie stworzyli monopolu – to zdroworozsądkowe podejście powinniśmy jednak stosować także do oceny całej sytuacji. Nie możemy udusić jednej z niewielu dziedzin nauki, która oferuje konkretne rozwiązania dla naszego coraz bardziej tłocznego globu. Wody i ziemi mamy coraz mniej, a lepiej nie będzie.
 
Naukowcy zajmujący się genetycznym modyfikowaniem roślin często porównywani są do dra Frankensteina. Ta kulawa paralela jest trafna tylko pod jednym względem – w obu przypadkach przeciwnicy nowej technologii nie mają zielonego pojęcia o co chodzi i przeciwko czemu konkretnie walczą. Zamiast się głowić i zadawać trudne pytania wystarczy przecież wyciągnąć widły i pochodnie, stopić się z motłochem i wyruszyć na wzgórze, aby spalić Złego.
 

The post Felieton 207 – GMO, czyste zło first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2012/12/14/felieton-207-gmo-czyste-zlo/feed/ 2