podroze - Darek Jedzok / blog & archiwum Sat, 12 Sep 2020 11:22:20 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Felieton 284 – Wszędzie dobrze /2019/06/10/felieton-284-wszedzie-dobrze/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-284-wszedzie-dobrze Mon, 10 Jun 2019 11:20:18 +0000 /?p=5420 Zawsze chciałem mieszkać w porządnej metropolii, w miejscu, w którym mieszają się kultury całego świata. No i udało się. Mieszkam. I jest łał i jaciękręcę. Co tam te nasze, środkowoeuropejskie stolice i stoliczki. Parę Wietnamczyków i Ukraińców na krzyż, trochę kebabu, trochę sushi i tyle. Takie Sydney, w którym teraz straszę, oferuje stężenie multikulti w […]

The post Felieton 284 – Wszędzie dobrze first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Zawsze chciałem mieszkać w porządnej metropolii, w miejscu, w którym mieszają się kultury całego świata. No i udało się. Mieszkam. I jest łał i jaciękręcę.

Co tam te nasze, środkowoeuropejskie stolice i stoliczki. Parę Wietnamczyków i Ukraińców na krzyż, trochę kebabu, trochę sushi i tyle. Takie Sydney, w którym teraz straszę, oferuje stężenie multikulti w skali, która może nas, mieszkańców pępuszka Europy, przyprawić o solidny zawrót głowy. Tutaj w hinduskiej porze obiadowej całe bloki pachną kari i kolendrą; tutaj w parku na trawniku rodzina muzułmanów rozkłada dywaniki do modlitwy, a w godzinę później grupka wiekowych Azjatek ćwiczy tai chi. Słowem, mam tu codziennie mały festiwal etnograficzny – i otwarcie przyznaję, że niezmiernie mnie to jara.

Ten dostęp do bogactwa kultur pozwala jednak też docenić to, co moje. W trakcie rozmów z narodami postronnymi uświadamiam sobie bowiem, w jak nieznośnie spokojnej części świata przyszło mi się urodzić. Patrzę na Serbów i Chorwatów, Irańczyków i Somalijczyków i stwierdzam, że od czasu upadku komuny nudno nad tą Wisłą jak diabli. Jasne, społeczeństwo podzielone, na ulicy pączkują nacki, ale to i tak pikuś w porównaniu z pierwszą z brzegu Wenezuelą czy Brazylią. Pogoda też taka se, jak przystało na strefę umiarkowaną. Rosjanie z pobłażaniem patrzą na naszą zimę, Portugalczycy – na lato.

Nawet ta rodzima fauna jest jakaś taka… anemiczna. Zero dreszczyku, zero adrenaliny. Rozmawiałem kiedyś z Amerykanką, która panicznie bała się australijskich węży i pająków. Opowiedziała kilka straszliwych historii, rzuciła paroma frazesami („W Australii wszystko chce Cię zabić!”), jednak kompletnie zbaraniała, gdy wspomniałem, że w moim kraju w sumie nie ma żadnych niebezpiecznych zwierząt. No bo jak to tak? Przecież wypada mieć przynajmniej jakiegoś aligatora czy grzechotnika, ot, dla hartu ducha i ciała. A u nas co? Najwyżej osa w lemoniadzie.

Nie ma więc tego złego, przyjaciele, zawsze znajdą się jakieś plusy. Gdy przyszłym razem najdzie Was ochota na dobre curry, a w menu obiadowym do wyboru kotlet albo kotlet, pamiętajcie – przynajmniej w drodze do restauracji nie pożre Was czterometrowy gad.


Felieton ukazał się w miesięczniku Zwrot.

The post Felieton 284 – Wszędzie dobrze first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 226 – Śmierć w Wenecji, kalectwo w Splicie /2013/09/15/felieton-226-smierc-w-wenecji-kalectwo-w-splicie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-226-smierc-w-wenecji-kalectwo-w-splicie Sun, 15 Sep 2013 17:21:09 +0000 /?p=4312 Redakcja zleciła mi napisanie wyluzowanego tekstu o letniej tematyce. Challenge accepted. Tematem dzisiejszego felietonu będą zgony na wakacjach. Sezon ogórkowy w czeskiej prasie ożywiły dwa śmiertelne wypadki turystów w Egipcie i w Indiach, czyli – jak ktoś złośliwie to określił – dwóch krajach, do których Czesi jeżdżą teraz na swoje „last minute”. W dyskusjach pod […]

The post Felieton 226 – Śmierć w Wenecji, kalectwo w Splicie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Redakcja zleciła mi napisanie wyluzowanego tekstu o letniej tematyce. Challenge accepted. Tematem dzisiejszego felietonu będą zgony na wakacjach.

danger

Sezon ogórkowy w czeskiej prasie ożywiły dwa śmiertelne wypadki turystów w Egipcie i w Indiach, czyli – jak ktoś złośliwie to określił – dwóch krajach, do których Czesi jeżdżą teraz na swoje „last minute”. W dyskusjach pod artykułami próżno było szukać wyrazów współczucia, większość komentarzy powtarzało mantrę „po co tam leźli”, ewentualnie „ja bym do tych brązowych nigdy nie jechał, nic ino się mordują, brudasy”. I ton dyskusji nie zmienił się ani trochę nawet wtedy, gdy kolejne informacje doniosły, że podejrzanym o zatrucie kobiety i dziecka w Hurghadzie jest sam ojciec rodziny, a o zabicie dziewczyny na plaży Goa oskarżono jej chłopaka. My już tam wiemy swoje.

Punkt  widzenia zależy jednak od punktu siedzenia. Nie mamy patentu na ksenofobię i płytkie stereotypy i nie uświadamiamy sobie, że obcokrajowcy nie przyjeżdżają do nas dokładnie z tych samych powodów, dla których my zamykamy się na naszych ogródkach działkowych. Niemiec WIE, że ukradną mu tutaj samochód w pięć minut po przejechaniu granicy państwowej. Francuz przypomni sobie o wiadomościach z bananowej republiki, w której ludzie masowo schodzą na zatrucie lewym alkoholem. Amerykanin jest bezpieczny, bo i tak nigdy tu nie trafi, szukając nas na mapie gdzieś w strefie Sahelu. Założę się też, że Polska do dzisiaj traci potencjalnych zachodnich turystów z powodu artykułów o piraniach w Wiśle i pumie na Śląsku.

Zapominamy o tym, że zaawansowany fajtłapa wcale nie musi jechać do Afganistanu albo slumsów Rio de Janeiro, ponieważ z łatwością zakończy życie doczesne w dowolnym miejscu globu. Może utonąć na spływie kajakowym na Wełtawie, może potknąć się i upaść twarzą na jeżowca w Chorwacji, może udusić się ostrężyną na wspomnianym ogródku działkowym. Oszczędność kosztów.

Po dodatkowym dopieszczeniu swojej paranoi możemy stwierdzić, że jesteśmy otoczeni przez śmiertelne niebezpieczeństwa – w Beskidach żyją żmije, w parku kleszcze a pod rynną osy, place zabaw najeżone są gwoździami z tężcem i strzykawkami z HIV-em. Sąsiedzi pewnie nie zaszczepili swojej chihuahuy przeciwko wściekliźnie. Zresztą w lecie co chwilę lecą z nieba jakieś deszcze meteorytów, a więc generalnie lepiej nie wychodzić z domu, tylko zaryglować drzwi, zaciągnąć żaluzje i poczytać.

Ale czy ja wiem … podobno to czytanie szkodzi na oczy.

 

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot 7/2013

The post Felieton 226 – Śmierć w Wenecji, kalectwo w Splicie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 200 – Imigranckie brudasy /2012/02/25/felieton-200-imigranckie-brudasy/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-200-imigranckie-brudasy /2012/02/25/felieton-200-imigranckie-brudasy/#respond Sat, 25 Feb 2012 10:53:05 +0000 /?p=3905 „Uniwersytet dla zagranicznych studentów musiał wydać instrukcję korzystania z ubikacji”. Artykuł o takiej nazwie zaczął krążyć niedawno po sieci uzupełniony o komentarze typu „Wysłać ich do domu, skoro nie potrafią się normalnie w***”. Cudaki osmalone, co nie? Czytelnicy wyśmiewali poszczególne punkty instrukcji – „nie kucać z nogami na desce”, „wrzucać zużyty papier do klozetu” … […]

The post Felieton 200 – Imigranckie brudasy first appeared on Darek Jedzok.

]]>
„Uniwersytet dla zagranicznych studentów musiał wydać instrukcję korzystania z ubikacji”. Artykuł o takiej nazwie zaczął krążyć niedawno po sieci uzupełniony o komentarze typu „Wysłać ich do domu, skoro nie potrafią się normalnie w***”. Cudaki osmalone, co nie?

Czytelnicy wyśmiewali poszczególne punkty instrukcji – „nie kucać z nogami na desce”, „wrzucać zużyty papier do klozetu” … A moja głowa z każdą minutą pęczniała od przykładów na to, jak każdy z nas może wyjść na buraka w trakcie zagranicznego wyjazdu.

Nie wiem, skąd bierze się w nas przekonanie o tym, że nie tylko nasze priorytety i wierzenia, ale nawet sposób jedzenia lub wychodzenia w krzaczki jest jedyną kulturalną opcją. Człowiek Zachodu bezradnie drapie się w głowę, gdy ma skorzystać z tureckiej, kucanej toalety albo wyrzucić papier toaletowy do kosza, aby nie zapchać wąskich rurek w śródziemnomorskich hotelach.

Tak, jakby nasze WC było odwiecznym wynalazkiem. W „Gronach gniewu” Steinbeck opisuje scenę, w której dzieci farmerów z Oklahomy pierwszy raz spotykają się z klozetem – pociągają za sznurek i z przerażeniem czmychają, wystraszone przez dźwięk spłukiwania. To nie średniowieczna ciemnota, ale lata 30. XX wieku.

Niedawno myłem ręce w łazience dworca w marokańskim Fezie. Pod ścianą stało ozdobne korytko z rzędem kurków do nalewania wody. W pewnym momencie do pomieszczenia wparował amerykański turysta i stanął pod ścianą z zamiarem potraktowania korytka jako pisuaru. Krzyknąłem na niego, mężczyzna uświadomił sobie swój błąd i zniknął w kabinie. Za kilka sekund weszło trzech muzułmanów i podeszło do korytka, by obmyć w nim stopy przed wejściem do sali modlitw, umieszczonej tuż obok.

Polski globtroter Tomek Michniewicz opisywał z kolei zderzenie zwyczajów kulinarnych. Podczas podróży przez Azję Południowo-Wschodnią został zaproszony na kolację – po godzinie obżarstwa konał z przejedzenia, ale wymiatał grzecznie każdy kolejny przyniesiony talerz. Tak, jak uczyli go w domu. I pewnie by pękł, gdyby w końcu nie przypomniał sobie, że sygnałem do zakończenia uczty jest pozostawienie resztek dania na talerzu. Zanim to nastąpi, pusty talerz sygnalizuje, że gość jest nadal głodny i trzeba przynieść więcej.

Słyszałem historyjki o biznesmenach, którzy stracili wielomilionowe kontrakty, ponieważ w trakcie rozmowy handlowej z Arabem przełożyli nogę przez nogę i pokazali rozmówcy podeszwę buta, obrażając go śmiertelnie. Niektórzy z was być może pamiętają wpadkę prezydenta Busha w Indiach, kiedy to pomachał do zgromadzonych lewą ręką – ta jest w wielu krajach używana wyłącznie do podcierania „dolnych pleców”, a więc łatwo sobie wyobrazić, co taki gest oznaczał dla miejscowych.

Warto pamiętać o podobnych sytuacjach, zanim zaczniemy wyśmiewać nieporadnych dziwaków z zagranicy. Minęło już ponad 500 lat od rozpoczęcia ery wielkich odkryć geograficznych. Może przyszła już pora na to, abyśmy przestali postrzegać cudzoziemców jako półzwierzęta, które trzeba ucywilizować?

The post Felieton 200 – Imigranckie brudasy first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2012/02/25/felieton-200-imigranckie-brudasy/feed/ 0