Recenzja – Die Antwoord „$o$” (2010)

Przed wami najdziwniejsza recenzja muzyczna tego roku. Nie zamierzam was bowiem wcale namawiać do słuchania muzyki z przedstawianego albumu – a jednocześnie gorąco będę was zachęcał do zapoznania się z twórczością tego dziwacznego projektu. (update 2.0 : kolejny nowy teledysk!)

 

Die Antwoord uderzyli w Internet jak meteoryt, teledysk utworu Enter The Ninja szerzył się niczym czarna zaraza na łamach dyskusji, blogów i chatów, z reguły uzupełniony o wprowadzenie w rodzaju „WTF???” albo „Ej, a TO już widziałeś?”. Zdezorientowani internauci nie wiedzieli, czy mają się śmiać, czy zniesmaczać, a może baunsować do bitu.

 

– Die moederfokken Antwoord

– What does it mean?

– The Answer

– The Answer to what?

– Whatever, man… Fuck.

 

Klip Enter The Ninja fascynuje totalnym galimatiasem wątków i stylów, w ciągu zaledwie 5 minut spotykamy MC – wytatuowanego wieśniaka o aparycji długoletniego konsumenta amfetaminy, wokalistkę – androgyniczną nimfetkę w mundurku szkolnym, otyłego DJ HI TEK-a oraz człowieczka chorego na progerię, wyniszczającą chorobę powodującą gwałtowne starzenie. Do tego powalony tekst, szczury biegające po planie i beat z jakiejś archaicznej maszyny perkusyjnej z lat 80tych.
 

 

 
Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak dopiero wtedy, gdy zaczniemy szukać informacji na temat zespołu. Na Youtube znajdziemy nagrania wywiadów, w których nasi bohaterzy sprawiają wrażenie w gorszym wypadku – zaćpanych wariatów, w lepszym – smutnej próbki południowoafrykańskich nizin społecznych o dziwnym stylu ubierania i groteskowym akcencie (patrz krótki dokument Zef Side – poniżej).
 
Słowem – tak niesamowity i chory cyrk, że nikt nie byłby w stanie tego zinscenizować, to po prostu musi być prawdziwe.
 

 
Au contraire! Przeszedłem w stan zachwytu, kiedy okazało się, że cały projekt to misternie wykonana prowokacja artystyczna Watkina Tudora Jonesa, jednego z mózgów południowoafrykańskiego hiphopu. MC Ninja to jedno z kolejnych wcieleń muzyka, który być może nie jest najlepszym raperem, ale z pewnością posiada niezwykłą imaginację oraz zdolność inteligentnej prowokacji.
 
Wokalistka Yo-Landi – mokry sen pedofila – to w rzeczywistości wykształcone dziewczę, które ma już na koncie 3 wydane powieści.
 

 
Postać chora na progerię nie była żadnym przypadkowym stworkiem przyciągniętym z ulicy, chodzi bowiem o Leona Bothę, jednego z czołowych plastyków związanych z lokalnym środowiskiem hiphopowym. Jedyne, co prawdziwe w twórczości zespołu, to język africaans (lub też afrykanerski), czyli mieszanka holenderskiego, angielskiego, języków bantu i wielu innych wpływów.
 

 
Zaprawdę powiadam wam, już długo nie widziałem tak bezkompromisowej mistyfikacji, jednocześnie nowatorskiej i spójnej, dopracowanej do ostatniego, najmniejszego szczegółu. Projektu będącego zarówno jaskrawym odłamem muzyki popowej, jak i jej złośliwą parodią.
 

 

 
W związku z powyższym zachęcam do spotkania z dziwakami z Johannesburga. Rzadki amalgamat awangardowej sztuki, muzyki i humoru.
 
Warto spróbować : Enter The Ninja, Beat Boy, Rich Bitch

Web : www.dieantwoord.com
 
P.S.
 
Na zakończenie krótki wywiad potwierdzający fakt, że Die Antwoord dopracowali sztukę autostylizacji ad perfectum.
 

 

Więcej!

Podaj dalej