Felieton 206 – Wieszcze z różkami

Nadal trwa publiczna debata na temat homoseksualnych skłonności autorki „Roty”. Podejrzewam, że wielu polonistom włosy stają dęba na myśl o tym, że prędzej czy później pojawi się na lekcji nieuchronne pytanie „Sze pana, a jak to było z tą Konopnicką? Była les?”. Była. I mam świetny pomysł, jak z tego zrobić użytek.

Moim zdaniem trzeba wykorzystać automatyczny refleks buntu młodzieży przeciwko narzuconym wzorom i nakazom. Najpierw rząd mógłby wprowadzić kampanie, które będą przekonywały licealistów o tym, że palenie papierosów nie szkodzi, a picie alkoholu jest tym zdrowsze, czym wcześniej z nim zaczną. Po zalegalizowaniu marihuany na listę zakazanych roślin powinna trafić brukselka i szpinak.

W sobotę rodzice mogą zamykać latorośl w pokoju i zmuszać ją do kilkugodzinnego grania w gry komputerowe. Jeżeli młody zostanie przyłapany z książką, to czeka go długi wykład o szkodliwości czytania („Mama znowu znalazła w twoim biurku tego Tołstoja. Chcesz jej złamać serce?”). W tym momencie wkracza do akcji moja koncepcja nowych lekcji polskiego.

W mauzoleum wykrochmalonych twarzy, które nazywamy kanonem lektur szkolnych, uczniowie z trudem odnajdują postaci rezonujące z dekadenckim serduchem nastolatka. Nauczyciele bezskutecznie starają się zauroczyć wychowanków fragmentami „Dziadów” i „Nad Niemnem”, a tu banan – hołota jak na złość zawsze skupi się na „Mam w dupie małe miasteczka” Bursy i „Balladzie bezbożnej” Wojaczka.

Ale niech żywi nie tracą nadziei – skoro dziatwę intrygują pikantne szczegóły biografii Rimbauda, Nietzschego czy Witkacego, to sama pakuje się w nasze sidła. Przecież nawet wśród wieszczów nie brakowało nihilistów, hedonistów i zboczuszków. Wiecie co z tym zrobić.

Zamiast idealizowania tytanów literatury trzeba pogrzebać im w szafach i zacząć szerzyć wśród dziatwy licealnej prawdziwe informacje. O tym, że Konopnicka była nie tylko lesbijką, ale też ateistką i gorliwym antyklerykałem; że nimfomankę Nałkowską nazywano „Messaliną polskiej literatury”, a jej sypialnia była wrotami do kariery niejednego młodego pisarza lub poety; że Mickiewicz najprawdopodobniej zmarł na syfilis i że Słowacki był gejem o silnym pociągu do opium i morfiny; że Iwaszkiewicz był biseksualistą a Schulz sado-masochistą. Chuć, romanse i skandale! Drugs, sex and Wallenrod!

Widzę oczyma wyobraźni, jak za kilka lat zepsuta młodzież spotyka się potajemnie w ruinach starej cementowni. „Obiecałem, co nie?” – szepcze jeden z chłopców, po czym sięga do plecaka i wyciąga z niego opalcowane, kieszonkowe wydanie „Stepów akermańskich”.

Więcej!

Podaj dalej