uboj

Felieton 208 – Hamlet w rytualnej ubojni

Polscy posłowie wkrótce odpowiedzą na parafrazę pytania duńskiego księcia. Niestety wszystko wskazuje na to, że odpowiedź ta będzie twierdząca – co po raz kolejny pokaże nam, jak łatwo jest zakneblować wszystkie niewygodne gęby, gdy żądza pieniądza idzie ramię w ramię z fałszywą poprawnością polityczną.

 

Od 1 stycznia w Polsce obowiązuje zakaz uboju rytualnego jako praktyki niezgodnej z ustawą o ochronie zwierząt (zwłaszcza z nakazem ograniczania cierpienia oraz szybkiego uśmiercania zwierząt hodowlanych), minister rolnictwa przyznał jednak, że gotowy jest projekt nowelizacji, która ponownie uczyni tę praktykę legalną. Jego zdaniem trzeba pamiętać o względach ekonomicznych i uszanowaniu wolności religijnej.

 

Przypomnę – podczas gdy w zwykłych ubojniach zwierzęta przed ubojem muszą zostać ogłuszone pod rygorem wysokich kar, w ubojniach rytualnych skrępowanemu i w pełni świadomemu bydłu podrzyna się gardło i pozostawia do wykrwawienia. Jak zawsze – nawet praktyka wyraźnie sprzeczna z humanitarnymi zasadami może otwierać wszystkie drzwi przy użyciu uniwersalnego klucza, jakim jest hasło „tradycja”.

 

Ten wytrych działa praktycznie na wszystkich. Ludzie o ksenofobicznym nastawieniu, którzy zazwyczaj patrzą podejrzliwie na obyczaje mniejszości etnicznych, nagle w obliczu jawnej nierówności prawnej wycofują się cichaczem. Z kolei osoby empatyczne i otwarte na obce kultury często nabierają wody w usta i zawieszają sąd. Na studiach etnologii nieraz spotkałem się z takim nastawieniem nawet w stosunku do tak okrutnych praktyk, jak obrzezanie kobiet. Wpadamy w pułapkę własnej tolerancji.

 

Amerykański filozof i neurobiolog Sam Harris w swojej odważnej książce „Pejzaż moralny” zrobił afront obu tym podejściom. Relatywizm moralny jest tak samo niebezpieczny jak ksenofobia – jeżeli jakaś praktyka ewidentnie prowadzi do zwiększenia bólu i cierpienia oraz ograniczania wolności i możliwości rozwoju jednostek, to nawet nauki społeczne mogą obiektywnie ocenić ją jako “złą”. Nie chodzi absolutnie o nową odmianę postkolonialnego rasizmu, ponieważ te same zasady dotyczą także oceny naszych europejskich zwyczajów i wartości, dokonywanej na podstawie faktów nauki. A – jak dowodzi Harris – wbrew powszechnej opinii można takowe wprowadzić nie tylko do dyskusji o tym, co “jest”, ale też o tym, co “powinno być”.

 

Fakty naukowe mają to do siebie, że są całkowicie niedemokratyczne. Prawo ciążenia, system heliocentryczny i teoria ewolucji są prawdziwe bez względu na to, ile ludzi zagłosuje przeciwko nim w referendum. W kwestii uboju rytualnego takimi faktami są właśnie odkrycia neurobiologii (zwłaszcza te dokonywane przy użyciu tzw. funkcjonalnego rezonansu magnetycznego). Dzięki nim wiemy, że wszystkie kręgowce czują ból tak samo, jak my. Dzięki nim mamy już dzisiaj pewność, że nie tylko człowiek, ale i inne ssaki przeżywają cały wachlarz emocji.

 

W kwestii uboju nie chodzi więc o to, czy jeść czy nie jeść mięsa (poniektórzy mięsolubni obawiają się, że znowu podchodzą ich wegetarianie). Po prostu wysoce nieetycznym jest długie i powolne torturowanie istoty, która przez cały czas jest świadoma i zdolna do przeżywania strachu, stresu i cierpienia. Neurobiologia nie potrafi stwierdzić, czy dane stworzenie ma duszę, jednak już z całą pewnością orzeka, czy stworzenie to czuje, że je boli. To smutny paradoks, że w kraju, w którym tysiące pikietują w obronie kilkukomórkowej zygoty, ludzie nie potrafią się sprzeciwić katowaniu stworzenia, które wyposażone jest w pełni rozwinięty układ nerwowy i które emocjonalnie znajduje się na poziomie kilkumiesięcznego dziecka.

 

Podaję za słownikiem PWN – „Humanitarny oznacza: mający na celu dobro człowieka, poszanowanie jego praw i godności oraz oszczędzenie mu cierpień; też: mający na celu dobro zwierząt”. Nadal mam nadzieję, że w tym roku nie będziemy musieli przepisywać słowników.

 

 

Więcej!