polak niemiec

Felieton 214 – Papa z Watykanu

Nagła zmiana warty w Stolicy Apostolskiej przyszła jak grom z jasnego nieba. Między wierszami doniesień prasowych i komentarzy można jednak wyczytać jeszcze jedną ciekawą informację – tak naprawdę abdykacja papieża wielu zaskoczyła, ale niewielu zasmuciła.

Pamiętam, że śmierć Jana Pawła II była odbierana jako niepowetowana strata nie tylko przez wielu chrześcijan, ale także wyznawców innych religii, a nawet agnostyków i ateistów. Karol Wojtyła – jak każdy człowiek – popełniał błędy, jednak swoją charyzmą, pogodą ducha i zdolnością do kompromisu znacząco odmienił nie tylko swoich współbraci, ale i nastawienie innowierców. Był nowoczesną głową Kościoła, która bez problemu znajdowała drogę do ludzi i potrafiła szybko gasić ewentualne konflikty i nieporozumienia.

Niestety Benedyktowi nie udało się ani rozwinąć, ani nawet nawiązać do tej łaskawej linii. Z przemówień znikły ludzkie, ciepłe słowa, a zastąpiły je stanowcze deklaracje. Z roku na rok stawało się przy tym coraz bardziej oczywiste, że u progu XXI wieku taktyka twardej ręki może okazać się obusiecznym narzędziem. Najlepszym tego dowodem są gwałtownie nasilające się tendencje sekularyzacji i ateizacji społeczeństwa, obserwowane od kilku lat w takich bastionach katolicyzmu, jak Polska lub Irlandia. Tak, jakby Kościół zapomniał o podstawowej lekcji prowadzenia biznesu – walcząc o nowych klientów nie można zapomnieć o dotychczasowych, bo w końcu można stracić i jednych, i drugich.

Dlaczego jednak miałoby to obchodzić także nie-katolików? A chociażby dlatego, że żyjemy w globalnej wiosce, w której mieszka obecnie ponad miliard ludzi katolickiego wyznania. Papież jest jedną z niewielu jednostek, które trzymają lont do tej beczki prochu, którą nazywamy Ziemią. Nam wszystkim powinno więc zależeć na tym, aby głową Kościoła została osoba, która potrafi podać rękę na zgodę.

Z oświadczenia Benedykta wynika, że w końcu dotarły do niego wszystkie te krytyczne głosy. Dostrzegł, że świat się zmienia i że Kościół potrzebuje osobistości, która potrafi te zmiany śledzić, zrozumieć i odpowiednio na nie reagować; że nie potrzebuje imperatora, ale ambasadora.

Zobaczymy, czy zrozumieją to także członkowie konklawe. Tymczasem życzę Wam i sobie miłego dnia. I miłego papieża.

 

Więcej!