aPinker-ViolencePeace-Felix_Mckel

Felieton 234 – Najlepszy rok w historii ludzkości

Nigdy nie byłem trzpiotowatym optymistą, generalnie lubię sobie pomarudzić i popsioczyć. Po co się do tego przyznaję? A po to, aby nadać wagi następującemu przekazowi – rok 2013 był dla nas, obywateli świata, wspaniały.

 

W grudniu kilka razy trafiłem na tekst opisujący ten rok jako najlepszy w historii ludzkości. Komentarze pod artykułem były z reguły wypełnione prześmiewczymi prychnięciami – jak ktokolwiek przy zdrowych zmysłach może chwalić czasy wypełnione kataklizmami i zamachami terrorystycznymi? Co na to rodzice dzieci, które zginęły podczas ataków chemicznych w Syrii?

 

Autorzy takich opinii nie zauważają (lub ignorują) zasadniczą różnicę – „lepszy” wcale nie znaczy „dobry”. Jesteśmy agresywnym, zachłannym gatunkiem i rzeczywistość, którą współtworzymy, dosyć wiernie to odzwierciedla. To jednak nie znaczy, że nie robimy pewnych postępów. Krok po kroczku.

 

W sierpniowym felietonie dla Głosu Ludu wspominałem o książce Stevena Pinkera, który na przestrzeni ponad 700 stron udowadnia, że świat – wbrew pozorom – idzie ku lepszemu. Zachęcam do obejrzenia jego krótkiego wykładu na internetowym uniwersytecie TED. Są polskie napisy.

 

 

 

Pinker przy użyciu precyzyjnych statystyk dowodzi, jak naiwna jest tęsknota do starych, rzekomo dobrych czasów. A takich głosów niestety nie brakuje – jedni straszą wizjami końca i degradacji, aby zapanować nad motłochem, innym pasuje to do głoszonej ideologii, jeszcze inni czerpią z tego chyba jakąś masochistyczną satysfakcję. Do tej ostatniej grupy zaliczam na przykład czeskiego socjologa Jana Kellera, który od lat uparcie płodzi płaczliwe teksty o prawie eschatologicznym zacięciu. Nie podaje żadnych danych, liczb, konkretnych argumentów – po prostu jest źle i już, wszyscy jesteśmy „zniewoleni” przez media, „ubijani” przez drapieżne korporacje, „masowo gwałceni” przez ideologie.

 

Wieszcze Armagedonu zdają się zapominać o tym, że wiele z tych okropnych, ostrych pojęć stało się u progu XXI wieku dysfemizmami – jednym ze znaków postępu jest właśnie ten niepozorny cudzysłów. To, co w XX wieku nazwaliśmy „ludobójstwem”, wcześniej było po prostu stanowczą polityką zagraniczną. Jak zauważa Pinker – to, że Hitler musiał wymyślać preteksty do aneksji Czechosłowacji, pokazuje, jak bardzo zmieniło się nasze myślenie od czasów prostego „veni, vidi, vici”.

 

Pomimo dwóch wojen światowych wiek XX wcale nie był najkrwawszym w historii – ginie więcej ludzi, ponieważ jest nas coraz więcej. Statystycznie – biorąc pod uwagę ilość gwałtownych śmierci na 10.000 mieszkańców – wojna w Europie była mniej krwawa niż czasy pokoju w średniowiecznym mieście i mniej więcej tak samo okrutna jak życie w tradycyjnej społeczności plemiennej (patrz niżej).

 

 

Dobrą ilustracją jest też przesunięcie znaczenia słowa „zniewolenie”. Dwieście lat temu prawdziwe niewolnictwo było całkowicie normalnym elementem gospodarki cywilizowanych krajów, a jego obrońcy z pełną powagą wznosili argumenty ekonomiczne, polityczne i moralne. Zresztą nie trzeba się cofać tak daleko – ostatnie państwo zniosło niewolnictwo dopiero w 1981 roku. To, że dzisiaj nazywamy zniewoleniem „tylko” upokarzającą, źle płatną pracę, jest niesamowitym sukcesem.

 

To jednak tylko kropla w morzu zmian, które zasłania nam nieustanny strumień krwi i bólu wylewający się z ekranów. Wiadomości skupiają się na wypadkach i nieszczęściach, w konkursach o najlepsze fotografie prasowe wygrywają zdjęcia ukazujące strach i cierpienie – nie dziwota, że widzowie nabierają wrażenia, że ten świat jest zdrowo popaprany.

 

Prawdę powiedziawszy – jest. Tyle, że wcześniej był jeszcze bardziej.

 

Gdzie dowody? Ależ proszę bardzo – na stronie www.humanprogress.org zgromadzone zostały ogólnoświatowe statystyki z wielu dziedzin życia społecznego. W połączeniu z liczbami i grafami podawanymi przez Pinkera wnioski są zaskakująco jasne – żyjemy dłużej i dostatniej, w coraz bardziej bezpiecznym, sprawiedliwym i tolerancyjnym społeczeństwie. Wprawdzie rozmnażamy się na potęgę i zgodnie z tezami Malthusa zaczynamy się dusić pod własnym ciężarem, ale nic to – jesteśmy sprytni, na pewno coś wymyślimy.

 

Podobno już tylko miesiące dzielą nas od ostatecznego wyeliminowania polio, następnej choroby usuniętej na zawsze przez program szczepień. Kolejne państwa przyjmą ustawy zapewniające prawa kobiet, dzieci i mniejszości lub dbające o dobrostan zwierząt. Wszystko wskazuje na to, że wkraczamy w kolejny najlepszy rok w dziejach. Całkiem nieźle, jak na gatunek agresywnej, łysej małpy.

 

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot

 

Więcej!