2010 - Darek Jedzok / blog & archiwum Tue, 24 Jul 2012 08:49:00 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 KINO 2010 /2011/03/03/kino-2010/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=kino-2010 /2011/03/03/kino-2010/#respond Thu, 03 Mar 2011 10:16:44 +0000 /?p=3106 Dla przypomnienia mały remanent ubiegłego roku. Subiektywna lista najciekawszych zagranicznych filmów, które należy obejrzeć przed zagłębieniem się w nowych produkcjach oraz niemniej subiektywny spis dziesięciu perfidnych złodziei czasu i pieniędzy. 10 wspaniałych Autor Widmo (Ghost Writer) – więzienie najwyraźniej bardzo służy Romanowi Polańskiemu. Miejmy więc nadzieję, że niebawem wyskoczą z oskarżeniami kolejne napastowane nastolatki. Hunger […]

The post KINO 2010 first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Dla przypomnienia mały remanent ubiegłego roku. Subiektywna lista najciekawszych zagranicznych filmów, które należy obejrzeć przed zagłębieniem się w nowych produkcjach oraz niemniej subiektywny spis dziesięciu perfidnych złodziei czasu i pieniędzy.

10 wspaniałych



Autor Widmo (Ghost Writer) – więzienie najwyraźniej bardzo służy Romanowi Polańskiemu. Miejmy więc nadzieję, że niebawem wyskoczą z oskarżeniami kolejne napastowane nastolatki.


Hunger (Głód) – strajk głodowy w irlandzkim więzieniu w latach 70tych. Autentyczna, wstrząsająca historia totalnej determinacji. Film ostry jak brzytwa.


Prorok (Un prophéte) – więzienie po raz drugi. Tym razem z domieszką historii mafijnych. „Goodfellas” po francusku.


Sekret jej oczu (El secreto de sus ojos) – fascynujący argentyński thriller w retro klimacie. Poetycka, tajemnicza atmosfera. Pachnie Cortázarem.


Czarny Łabędź (Black Swan) – wielowarstwowa historia o bezkompromisowej rywalizacji na deskach nowojorskiego baletu. Dramat? Kryminał? Horror? Aronofsky.


Scott Pilgrim kontra świat – granat naładowany popkulturową miazgą.


Valhalla Rising – medytacyjne, minimalistyczne kino czy pozerska orgia audiowizualna? Surowa, epicka opowieść o długiej podróży skandynawskiego wojownika, w roli głównej genialny Mads Mikkelsen.


Incepcja – Christopher Nolan zstępuje na czwarty poziom snu w pompatycznym, subtelnie skonstruowanym kinie akcji.


Poważny człowiek (A Serious Man) – wspaniała, zabawna, introwertyczna „nuda” braci Coenów.


The Social Network – bo Fincher, bo Trent Reznor.

*

10 frajerów


Pirania 3D – technologia 3D jest droga. Dlatego kilka ujęć puszki lecącej do kamery okupionych jest oszczędnościami w obsadzie, scenariuszu, operatorze kamery, efektach specjalnych, kostiumach i napisach końcowych. Czy warto?


A-Team – tylko dla naprawdę zdeterminowanych i wygłodzonych fanów serialu.


Piła 3D – Straszny film. Niestety nie w zamierzonym sensie. Kolejny, głupi klon lipnego  oryginału.


Paranormal Activity 2 – cóż może być gorszego od taniego, durnego horroru? Sequel taniego, durnego horroru!


Salt – Angelina Jolie w śnie szalonego scenarzysty. Dla tych, którzy lubią spędzać półtorej godziny powtarzając mantrę „WTF”?


Niezniszczalni – Stallone, Rourke, Willis, Lundgren. Kino akcji po kastracji, czyli dom spokojnej starości rusza do walki o utrzymanie pokoju na świecie i moczu w pęcherzu.


Kick Ass – zabawa z ikonami kultury popularnej inaczej, czyli brzydka, nierozgarnięta siostra Scotta Pilgrima.


Seks w wielkim mieście 2 – badania dowodzą, że samo obejrzenie napisów ma podobnie negatywny wpływ na działanie mózgu, jak wypicie dwóch butelek lakieru do paznokci.


Machete – godny zastępca Quentina, który miał w tym roku pauzę i nie mógł posilić mojej listy. Meksykańska lobotomia, efekt drastycznego przedawkowania tequili, protoplasta nowego stylu „burrito western”.

The post KINO 2010 first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2011/03/03/kino-2010/feed/ 0
Felieton 175 – Europa 2030 /2011/01/15/felieton-175-%e2%80%93-europa-2030/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-175-%25e2%2580%2593-europa-2030 /2011/01/15/felieton-175-%e2%80%93-europa-2030/#respond Sat, 15 Jan 2011 06:00:40 +0000 /?p=2990 Jak co roku w okolicach Sylwestra w snach nawiedziła mnie wizja Europy za 20 lat. Oto kilka najważniejszych wydarzeń zanotowanych ze stron lokalnych gazet, niepokojąco przypominających niektóre wydarzenia ubiegłych 12 miesięcy. * Kolejny etap współzawodnictwa Rio De Janeiro, Lizbony i Świebodzina o to, kto ma największego. Świebodzińscy parafianie dokończyli zbiórkę funduszy na budowę pierwszego Chrystusa […]

The post Felieton 175 – Europa 2030 first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Jak co roku w okolicach Sylwestra w snach nawiedziła mnie wizja Europy za 20 lat. Oto kilka najważniejszych wydarzeń zanotowanych ze stron lokalnych gazet, niepokojąco przypominających niektóre wydarzenia ubiegłych 12 miesięcy.

* Kolejny etap współzawodnictwa Rio De Janeiro, Lizbony i Świebodzina o to, kto ma największego. Świebodzińscy parafianie dokończyli zbiórkę funduszy na budowę pierwszego Chrystusa widocznego z kosmosu.

* Afera wyborcza w Czeskim Cieszynie – jedno ze stronnictw odmówiło zapłacenia wyborcom za głosowanie. „To skandal” – mówi przewodniczący partii Cieszyńscy Kusiownicy, która właśnie finiszuje z dużą promocją p.t. „30 srebrników dla każdego”. Wyborcy, którzy nie otrzymali honorariów, będą dochodzili swoich praw w sądzie.

* Polskie Gimnazjum w Czeskim Cieszynie oznajmiło, że w tym roku do egzaminów wstępnych zgłosił się tylko jeden uczeń, dlatego pomimo obniżenia limitów istnieje ryzyko, że nie uda się utrzymać wszystkich trzech klas pierwszych. Przedstawiciele mniejszości polskiej przedstawili plan kryzysowy – jego głównymi punktem jest taktyka zwana potocznie „trzymaniem kciuków” oraz wspieranie modlitwą.

* Nadal żyje tradycja zapoczątkowana przed 20 laty przez warszawskich Kapucynów, którzy w 2010 roku po raz pierwszy wkomponowali w bożonarodzeniową szopkę fragmenty prezydenckiego Tupolewa. Dzisiaj – razem z modelem krzyża pod pałacem prezydenckim – elementy te są już stałym symbolem polskiej szopki.

* Julian Assange puścił w świat kolejną dawkę tajnych informacji, która jest niestety niezbitym dowodem osłabionej formy portalu WikiLeaks. Dowiadujemy się między innymi, że w styczniu burmistrz Ligotki Kameralnej mrugał figlarnie do swojej sekretarki i że to prezes PZKO jest odpowiedzialny za podjadanie kołaczy przed ostatnim walnym zebraniem.

* Wojska Korei Północnej ponownie rozpoczęły bombardowanie ludności cywilnej swojego południowego sąsiada. ONZ udziela rodzinom ofiar pomocy rozdając im kopie oficjalnego listu stanowczo odrzucającego taką agresję.

* Greenpeace krytykuje firmę BP za opóźnianie corocznego wycieku z platform wiertniczych. Obniżenie poziomu toksyn może doprowadzić do wyginięcia gatunków, które przystosowały się do życia w roztworze wodno-ropnym.

* Tragedia w karwińskiej kopalni. Po tąpnięciu na głębokości 700 metrów zostało uwięzionych 33 złodziei metalu i wyposażenia kopalnianego. Właśnie rusza trzecia akcja ratunkowa po tym, co dwie spuszczone sondy w niewyjaśnionych okolicznościach zgubiły się z lin i nie wróciły na powierzchnię.

*  W związku z czwartym rokiem nieustającej aktywności wulkanu Eylättanjanimä meteorolodzy przewidują kolejne ochłodzenia klimatu. Jednocześnie doszło do znaczącego obniżenia cen transportu psim zaprzęgiem na trasie Hamburg-Nowy Jork.

The post Felieton 175 – Europa 2030 first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2011/01/15/felieton-175-%e2%80%93-europa-2030/feed/ 0
Recenzja – Linkin Park „A Thousand Suns” (2010) /2010/11/13/recenzja-linkin-park-%e2%80%9ea-thousand-suns%e2%80%9d-2010/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-linkin-park-%25e2%2580%259ea-thousand-suns%25e2%2580%259d-2010 /2010/11/13/recenzja-linkin-park-%e2%80%9ea-thousand-suns%e2%80%9d-2010/#respond Sat, 13 Nov 2010 11:07:20 +0000 /?p=2872 Bardzo dobrze pamiętam czasy, kiedy Linkin Park był nazywany Kornem dla mięczaków (tutaj miłosiernie wstawiłem eufemizm). Upłynęła jedna dekada, mięczaki nu-metalu wydają kolejną płytę, podnosi się szum. Cóż takiego wydarzyło się w Parku Lincolna? W parku (zespół rzeczywiście wziął nazwę od parku w mieście Santa Monica) doszło do małej rewolucji, która zaskoczyła zarówno długoletnich krytyków, […]

The post Recenzja – Linkin Park „A Thousand Suns” (2010) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Bardzo dobrze pamiętam czasy, kiedy Linkin Park był nazywany Kornem dla mięczaków (tutaj miłosiernie wstawiłem eufemizm). Upłynęła jedna dekada, mięczaki nu-metalu wydają kolejną płytę, podnosi się szum. Cóż takiego wydarzyło się w Parku Lincolna?

W parku (zespół rzeczywiście wziął nazwę od parku w mieście Santa Monica) doszło do małej rewolucji, która zaskoczyła zarówno długoletnich krytyków, jak i fanów kapeli. Linkin Park zrobili bowiem bardzo odważny krok, odcinając się od swoich korzeni muzycznych.

Panowie, którzy zbudowali swój dźwięk na kontraście ostrych gitar i melodyjnych wokali, a przede wszystkim rockowej perkusji z elektronicznymi samplami, tym razem gwałtownie poszerzyli zasięg swoich inspiracji. To mogło się skończyć albo katastrofą – wszak „sound” kapeli to jej główna broń i opoka – albo wspaniałym zwycięstwem. Po tygodniu słuchania płyty dochodzę do wniosku, że Linkin Park ma bliżej do tego drugiego.

Płyta jest organicznie posklejana króciutkimi przejściami muzycznymi, chodzi bowiem w założeniu o album koncepcyjny, poświęcony tematowi wojny. W przejściach tych odzywają się echem wątki z ważniejszych utworów, a więc muzyczna podróż przez tych niespełna 50 minut jest płynna i przejrzysta. Jednocześnie idea płyty koncepcyjnej sprawia, że płyta traci odrobinę siły rażenia dla ludzi, którzy niezbyt dobrze władają językiem angielskim.

Generalnie najnowsze nagranie stanowi zdecydowany krok w stronę melodyki popowej, z której na szczęście wyrywa ją ambitna i przemyślana produkcja muzyczna. Zapraszam do przechadzki w świetle Tysiąca Słońc.

Pierwsze dwie miniaturki są swoistą uwerturą do płyty (pierwszy raz pojawia się motyw z singla „Catalyst”). Po obiecującym wejściu zawierającym słynny cytat Oppenheimera, twórcy bomby atomowej, następuje lekkie rozczarowanie – stosunkowo mdły utworek „Burning The Skies”, który do złudzenia przypomina mi jakieś słabsze nagranie z płyt czeskiej grupy Tata Bojs.

Co mamy dalej? Kolejne przejście i piąty utwór „When They Come For Me”, delikatnie zainspirowany chłodną elektroniką w stylu Massive Attack lub Tricky. Zaskoczenie pojawia się w trzeciej minucie, kiedy struktura kruszy się i odsłania wokal oraz tętniące syntezatorowe arpeggio. Nieoczekiwany ruch, piękny efekt.

Szósty kawałek może budzić wiele kontrowersji, jego baza jest bowiem w całości, żywcem zerżnięta z „Hey Joe”. I to w wersji Hendrixa – 5 akordów plus chórki od połowy utworu.

Siódmy utwór to przejście i kolejny powrót wątku z singla. Ósemka „Waiting For The End” to popowy kawałek, który broni się przede wszystkim bardzo mocną melodią, dopracowanymi harmoniami, świetnie rozbudowaną dynamiką i wybuchową perkusją. Jeżeli pop-rock, to właśnie tak!



Aby ocucić ortodoksyjnych fanów mdlejących z nadmiaru słodyczy, kolejny utwór tnie do żywego. Marszowy rytm wspiera wyszczekiwane hasła, przechodzące w refrenie we wściekły krzyk, zaś po agresywnej wstawce gitar i rozbijanych sampli nadchodzi finał i ponowne wyłuszczenie melodii i harmonii. Dziesiątka – „Wretches and Kings” to już surowa energia o silnych korzeniach w starym hip-hopie z czasów Public Enemy. Zbliżamy się do kulminacji.

Po krótkim przejściu nadchodzi najbardziej chyba zaskakujący utwór płyty – “Iridescent”. Linkin Park bardziej niż cokolwiek innego przypomina tutaj … Coldplay. Przy pierwszym słuchaniu musiałem się uszczypnąć. I może nawet wkurzałbym się o plagiat, gdyby kompozycja nie była tak świetnie zbudowana. W tym momencie starzy fani kapeli podcinają sobie żyły płytą „Hybrid Theory” (2000).

Ostatnie przejście – i oto, panie i panowie, singiel “The Catalyst”. Szybka, gwałtowna rzecz, w tle depeszowskie prawie syntezatory. I tu w połowie trzeciej minuty znowu zaskoczenie – w syntezatory i pół-rapowane frazy wpływa fortepian, wokale i długaśne, epickie wejście perkusji.

Płytę zamyka akustyczna, gitarowa ballada. Starym fanom eksplodują głowy, nowi podnoszą koszulki do podpisów na brzuszkach.

Tak też kończy się moja najdłuższa tegoroczna recenzja. „Najdłuższa” całkowicie zasłużenie – ponieważ koło tej płyty trudno przejść obojętnie.

Warto spróbować :  Iridescent, When They Come For Me, The Catalyst

The post Recenzja – Linkin Park „A Thousand Suns” (2010) first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2010/11/13/recenzja-linkin-park-%e2%80%9ea-thousand-suns%e2%80%9d-2010/feed/ 0
Nowa Muzyka 2010 – klinika złamanych rytmów /2010/09/04/nowa-muzyka-2010-%e2%80%93-klinika-zlamanych-rytmow/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=nowa-muzyka-2010-%25e2%2580%2593-klinika-zlamanych-rytmow /2010/09/04/nowa-muzyka-2010-%e2%80%93-klinika-zlamanych-rytmow/#respond Sat, 04 Sep 2010 11:07:40 +0000 /?p=2715 Miło patrzeć na dzieci, które rosną, rozwijają się. Właśnie takie uczucie towarzyszyło mi przez cały czas pobytu na wyjątkowej celebracji nowych, niecodziennych dźwięków, która w ubiegły weekend odbyła się w Katowicach. Co w szybie piszczy Na Nową Muzykę powróciłem po kilkuletniej przerwie i z lekką nutką niepewności, ponieważ wcześniejsze spotkanie z festiwalem na cieszyńskim gruncie […]

The post Nowa Muzyka 2010 – klinika złamanych rytmów first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Miło patrzeć na dzieci, które rosną, rozwijają się. Właśnie takie uczucie towarzyszyło mi przez cały czas pobytu na wyjątkowej celebracji nowych, niecodziennych dźwięków, która w ubiegły weekend odbyła się w Katowicach.

Co w szybie piszczy

Na Nową Muzykę powróciłem po kilkuletniej przerwie i z lekką nutką niepewności, ponieważ wcześniejsze spotkanie z festiwalem na cieszyńskim gruncie nie było do końca udane. Świetny program niestety nie miał szans na zabłyśnięcie w niezbyt atrakcyjnej lokalizacji, na ciasnej przestrzeni jednej jedynej sceny otoczonej przez wąskie pasemko trawnika. Nowa Muzyka w Cieszynie przypominała bardziej wiejski festyn, niż imprezę promującą progresywne brzmienia.

Dzięki Bogu w ciągu kilku lat festiwal wydoroślał – sceneria szybu kopalnianego i budynków z czerwonej cegły idealnie komponowała się z muzycznymi klimatami imprezy. Kilka oddzielnych scen pozwoliło na spokojną fluktuację pomiędzy poszczególnymi punktami programu, a cały ten mikroświatek uzupełniały sztuczne plaże z wysypanego piasku, ogrzewające chociaż troszkę chłodne wieczory ostatnich dni lata.

Jedynym wspomnieniem starych czasów był krótki kafkowski epizod, kiedy to ochrona odmówiła wpuszczenia do centrum medialnego … przedstawicieli mediów. Na szczęście problem szybko został rozwiązany i mogłem bez przeszkód pospieszyć na koncerty.

Cierpienia młodego ochroniarza

W piątek tuż po 19 na głównej scenie wystąpili Three Trapped Tigers, zespół nowy i stosunkowo mało doświadczony, ale już zasłużenie przyciągający zainteresowanie krytyków. Muzycy nie oderwali się jeszcze od swoich klubowych zwyczajów, trzech introwertyków gubiło się na dużym podium, wypełniając przestrzeń jedynie frenetyczną mieszanka ostrej, precyzyjnej perkusji, sampli, syntezatorów i gitar na brudnym przesterze.

Początkowo skromny występ szybko rozwinął się w porywającą lawinę energii – kapela na razie ma na koncie tylko kilka płyt EP, jednak już teraz wiem, że na pewno warto będzie poczekać na pełnowartościowy album.

Już po zmroku wystąpiła skandynawska formacja Jaga Jazzist, która z kolei miała poważny problem ze zmieszczeniem na scenie całego swego pokaźnego instrumentarium. Pojawił się nie tylko klasyczny jazz-rockowy skład, ale też kontrabas, wibrafon, instrumenty dęte oraz bateria analogowych i cyfrowych syntezatorów.

Zawiłe kompozycje z pogranicza jazzu, elektroniki i progresywnego rocka niestety lekko ucierpiały z powodu nieodpowiedniego nagłośnienia, jednak pomimo tego Norwedzy po raz kolejny zatroszczyli się o moje prywatne „koncertowe wydarzenie roku”. Szkoda tylko, że muzycy skoncentrowali się prawie wyłącznie na najnowszym albumie, powracając tylko sporadycznie do wcześniejszych utworów.

Tego dnia główną scenę ułożył do snu występ Bonobo Live Band, koncertowy projekt Simona Greena. Sam maestro jak zawsze stopił się skromnie z tłem, wypuszczając w światło reflektorów pozostałych muzyków. Tym razem przy mikrofonie stanęła fenomenalna Andreya Triana, z dużym wdziękiem zastępującą wokalistkę Baikę, którą Bonobo przywiózł do Cieszyna trzy lata temu.

Obie artystki dysponują podobnymi, aksamitnymi głosami z delikatną chrypką, do której Andreya dodaje odrobinę więcej soulowego pazurka. Chociaż kapela kilkukrotnie wyjechała w stronę bardziej drapieżnej psychodeli, większość koncertu była utrzymana w spokojnym, chilloutowym tonie.

Później dowiedziałem się, że wokalistka w najbliższym czasie wyda swoją debiutancką płytę, a o produkcję muzyczną zatroszczył się właśnie pan Bonobo. Kolejny smakołyk, na który warto poczekać.

O pierwszej w nocy na Club Stage mogłem już po raz drugi w tym roku posłuchać niekwestionowanych legend progresywnej elektroniki, duetu Autechre. Chociaż w odróżnieniu od koncertu na słowackiej Pohodzie muzycy zaprezentowali składankę o wiele bardziej melodyjną i rytmiczną, z sadystycznym upodobaniem wyobrażałem sobie cierpienia ochroniarzy, którzy przez godzinę słuchali spod sceny piekielnych rytmicznych połamańców i wielominutowych sekwencji dysharmonicznych dźwięków. Po tej kołysance szybko udałem się w pielesze, by nabrać sił na kolejną dawkę wrażeń.

Brytyjska inwazja

Po piątkowym, letnim wieczorze nadszedł sobotni, okrutnie jesienny poranek. Na szczęście szybko rozgrzała mnie polska formacja Pink Freud, która wbiła na scenę po południu. Wprawdzie jej nagrania zamieszczone w Internecie nie zrobiły na mnie większego wrażenia, jednak na żywo okazała się prawdziwym dynamitem (i kolejną porcją katuszy dla członków ochrony).

Panowie zaprezentowali konglomeraty wysublimowanego jazzu i bezkompromisowej elektroniki – słyszałem już w tym roku wiele cudów, ale jeszcze długo będę pamiętał porywające solówki na trąbce bezlitośnie nękanej przez kilka efektów dźwiękowych. Idealna symbioza umiejętności instrumentalnych, otwartego umysłu i nieokiełznanej energii!

(… tutaj Kurt Kombajn w coverze jazzopodobnym.)

Lekko rozczarował mnie koncert Bibio, brytyjskiego muzyka, którego twórczość zachwalali podobno członkowie Boards of Canada – jego katowickie wystąpienie było przy tym stosunkowo banalną składanką prostych rytmów i sampli. Wróciłem pod główną scenę, by poprawić sobie humor na koncercie kolejnej angielskiej formacji – Dub Mafia.

Chociaż ponownie musiałem w sobie zdusić wszelkie ciągotki eksplorerskie, to Dub Mafia stosunkowo łatwo wdarła się pod czaszkę. Prostolinijna muzyka i prostolinijne hasła wyszczekiwane przez wielkogabarytową wokalistkę rozbujały tłumy pod sceną i sprawiły, że przez wielu widzów to właśnie ten koncert został uznany za wydarzenie festiwalu.

Szacunek należy się o tyle bardziej, że Dub Mafia to – podobnie jak wspominani na początku Three Trapped Tigers – muzyczne żółtodzioby, kapela powstała w ubiegłym roku i dopiero szykuje się do wydania pierwszej płyty długogrającej.

Rośnij w siłę!

O jedenastej przyszła pora na odrobinę retro – DMX Krew (tyż z Wysp) stanowi bowiem ciekawy, prawie muzealny zlepek eksponatów z muzeum muzyki elektronicznej. Usłyszałem wszystko od romantycznego synth-popu po chaotyczne kalejdoskopy piknięć i trzasków w stylu Aphex Twina, to wszystko pod wizualizacjami a lá Kraftwerk.

O północy wystąpił projekt Moderat, wspólne dzieło dwóch uznawanych twórców – Apparata i Modeselectora. Panowie wprawdzie sprytnie ukryli się za snopami stroboskopów odwróconych w stronę publiczności i wywołujących ataki padaczki u fotografów, jednak ich muzyka była godną klamrą zamykającą program na głównej scenie.

Pozornie niespójne zestawienie chłodnej, drgającej elektroniki z onirycznymi melodiami równocześnie porywały do tańca i wywoływały gęsią skórkę.

Co było potem? Kilkanaście minut występu kalifornijskiego DJskiego psychopaty Gaslamp Kilera, ostatnie piwo na piasku i szybki powrót nad Olzę – z płytą Jaga Jazzist w kieszeni, piaskiem w sandałach i solidnym przeziębieniem.

Nowa Muzyka spełniła wszystkie oczekiwania i rozwiała wcześniejsze obawy. Organizatorzy złapali okazję i nabrali głębokiego wdechu, koncepcja jest już klarowna i otwiera ekscytujące perspektywy. Pozostaje mi tylko wyglądać sokolim wzrokiem listy gości przyszłej edycji – jeżeli organizatorzy utrzymają poprzeczkę, to rysuję na wakacyjnej mapce festiwali kolejny obowiązkowy punkcik.

Galeria : link

<object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/UfJ-NU0j78A?fs=1&amp;hl=cs_CZ”></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><param name=”allowscriptaccess” value=”always”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/UfJ-NU0j78A?fs=1&amp;hl=cs_CZ” type=”application/x-shockwave-flash” allowscriptaccess=”always” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>

The post Nowa Muzyka 2010 – klinika złamanych rytmów first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2010/09/04/nowa-muzyka-2010-%e2%80%93-klinika-zlamanych-rytmow/feed/ 0