zaolzie - Darek Jedzok / blog & archiwum Mon, 20 Nov 2017 10:34:01 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 PoGŁosie /2017/11/20/poglosie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=poglosie Mon, 20 Nov 2017 10:34:01 +0000 /?p=5239 Po odrzuceniu najnowszego felietonu postanowiłem wstrzymać blisko dwudziestoletnią współpracę z Głosem (Ludu). Powody są dwa, chodzą za mną od kilku lat i tak – zamierzam je wyjawić poniżej. Pierwszym z nich jest wieczna marzłoć w relacjach z naczelnym Wolffem, czyli sytuacja, jaką prawnicy rozwodowi mogliby określić jako „niezgodność charakterów” lub „kompletny brak komunikacji”. Na blisko […]

The post PoGŁosie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Po odrzuceniu najnowszego felietonu postanowiłem wstrzymać blisko dwudziestoletnią współpracę z Głosem (Ludu). Powody są dwa, chodzą za mną od kilku lat i tak – zamierzam je wyjawić poniżej.

Pierwszym z nich jest wieczna marzłoć w relacjach z naczelnym Wolffem, czyli sytuacja, jaką prawnicy rozwodowi mogliby określić jako „niezgodność charakterów” lub „kompletny brak komunikacji”. Na blisko 50 maili wysłanych od 2012 roku otrzymałem pięć – najczęściej kilkusylabowych – odpowiedzi. Zapomniane lub odrzucone teksty leżały w redakcyjnej szufladzie tygodniami, a nawet miesiącami, wiele z nich zostało ostatecznie opublikowanych w innym medium. Siłą rzeczy frekwencja spadła z pierwotnych dwóch tygodni do miesiąca, później kwartału, a ostatecznie do przysłowiowego ruskiego roku. Wielokrotnie próbowałem umówić się na audiencję w redakcji, pogadać, zaproponować rozwiązanie, a pod koniec przynajmniej robić dobrą minę do złej gry, bo zawsze darzyłem (i nadal darzę) Głos dużym sentymentem. Dobijanie się z kolejnym tekstem do zamkniętych drzwi stawało się jednak coraz bardziej nużące i frustrujące – tym bardziej, że regularnie zdarzało się to zwłaszcza w przypadku felietonów komentujących polityczne przemiany w Polsce. I tu dochodzimy do drugiego powodu mojej wysiadki z Głosu.

Stopniowo doszedłem bowiem do wniosku, że w tym wszystkim nie chodzi li tylko o osobiste antypatie. Władze Kongresu Polaków zawsze skręcały w konserwatywną stronę, jednak przez długie lata w gazecie zapewniony był pluralizm opinii w myśl wolterowskiego „Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale zrobię wszystko, abyś mógł to powiedzieć”. Ale czasy się zmieniły.

Na bezpośrednie pytania o przyczyny odrzucania moich tekstów otrzymywałem najpierw wymijające odpowiedzi, później kilka osób uzasadniło nową politykę redakcyjną troską o dotacje z Warszawy, która w czasach dobrej zmiany przychylnie patrzy na Polonię, ale też stawia pewne wymagania ideologiczne. Gdy w zeszłym roku zapytałem wprost, czy moje teksty mogą być jeszcze drukowane w Głosie, otrzymałem lakoniczną odpowiedź: „To zależy od tego, co napiszesz”.

I tutaj są dwie możliwości – albo to zwykła zasłona dymna (argument dotacji stosowały z reguły osoby sympatyzujące z obecnym polskim rządem), albo wyraz skrajnego pragmatyzmu. Tak czy owak, strategia ta doprowadziła do iście barejowskiego paradoksu. Od dekad narzekamy, że Zaolziacy nie są na bieżąco z wydarzeniami w Ojczyźnie, a jednocześnie w jedynej zaolziańskiej gazecie celowo przycinana jest dyskusja na temat aktualnej sytuacji politycznej i fermentu społecznego w Polsce, a dział informacji kreuje alternatywną, dobrozmianową rzeczywistość, w której nie ma wielotysięcznych protestów antyrządowych, za to są marsze antyaborcyjne i uroczystości upamiętniające Żołnierzy Wyklętych.

Nie to, że nie ma nadziei na poprawę. I w gazecie, i w Kongresie pracuje wiele ludzi, których bardzo lubię i szanuję, a po wypowiedzeniu współpracy odezwała się do mnie moja pierwsza naczelna z informacją, że Głos doczeka się w najbliższym czasie paru zasadniczych zmian. Nie wiem, w jakiej mierze się to uda, ale naprawdę życzyłbym tego i gazecie, i Zaolziu.

Trzymam więc kciuki na odległość, a w międzyczasie użyczę pióra i klawiatury innym mediom. Do przeczytania w lepszych czasach.

P.S.

Felieton, który nie nadawał się do publikacji w Głosie, przesłałem do mediów polonijnych na Antypodach. Tekst ukaże się drukiem w najbliższym wydaniu Expressu Australijskiego.

The post PoGŁosie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 262 – Warta niewiele warta /2016/04/03/felieton-262-warta-niewiele-warta/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-262-warta-niewiele-warta Sun, 03 Apr 2016 15:36:59 +0000 /?p=5198 Myślałem, że Zaolzie niczym już mnie nie zaskoczy, a tu proszę bardzo. Dowiedziałem się, że na miejscową uroczystość wspomnieniową zaproszono członków polskiej bojówki paramilitarnej. Coroczny styczniowy apel poległych przypomina ofiary starć między polskimi a czechosłowackimi wojskami w 1919 roku. Skromne grono uczestników zasilił w tym roku Krzysztof Nieścior ze swoimi podopiecznymi z Cieszyńskiej Kompanii Obrony […]

The post Felieton 262 – Warta niewiele warta first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Myślałem, że Zaolzie niczym już mnie nie zaskoczy, a tu proszę bardzo. Dowiedziałem się, że na miejscową uroczystość wspomnieniową zaproszono członków polskiej bojówki paramilitarnej.

Coroczny styczniowy apel poległych przypomina ofiary starć między polskimi a czechosłowackimi wojskami w 1919 roku. Skromne grono uczestników zasilił w tym roku Krzysztof Nieścior ze swoimi podopiecznymi z Cieszyńskiej Kompanii Obrony Narodowej (CKON), którzy pełnili honorową wartę nad grobem. Tu zaczyna się zabawa.

Zamiast dostojnej warty przy pomniku stanęła grupa uzbrojonych wyrostków – ubranych w moro, z zakrytymi twarzami. Pal licho szopkę, jaką odstawili: jeden wartownik stał na mogile, obaj trzymali palce na cynglach, na lufach nałożone były tłumiki. Bardziej niż wartę przypominali obstawę boliwijskiego barona narkotykowego – ale to nie niechlujność jest najgorszym grzechem tego ugrupowania.

warta honorowa CKON Nescior ludzikiPrawdziwa warta / Śmiechu warta / Zielone ludziki Putina

Od razu zaznaczę, że nie mam nic przeciwko mundurowym, miłośnikom historii lub militariów ani patriotom. Wszystkie te składniki same w sobie mogą być szlachetnym zajęciem lub pasjonującym hobby. Bywa jednak, że niewinne elementy składają się na złowieszczą wypadkową. Niektórzy lubią jeść – i fajnie. Inni lubią dzieci – tyż fajnie. Są jednak ludzie, którzy lubią jeść dzieci. Bardzo, bardzo niefajnie.

Przykład pożeraczy dzieci całkiem zresztą pasuje do wspomnianego wyżej CKON-u. Założyciele kompanii od pewnego czasu urządzają poligon za Cieszynem – wyposażyli się w pojazdy opancerzone, kupują broń i walą z ostrej amunicji na strzelnicy, zamierzają założyć “pluton szkolny” dla osób poniżej 21 roku życia, młodzież załatwia sobie pozwolenia na broń palną. Już teraz członkowie CKON-u truchtają po Beskidach z atrapami karabinów, szykując się na nadchodzącą rzekomo inwazję.

Smutno mi, gdy wyobrażę sobie te dziesiątki nastoletnich, chłonnych umysłów, wszystkie te talenty, ambicje i marzenia, które po upchnięciu w militarnej, pseudopatriotycznej foremce sprowadzone zostaną do dwóch opcji – albo czekaj na wojnę i szukaj okazji do honorowej śmierci, albo marnuj się w czasie pokoju.

Do tego wszystkiego dochodzi bowiem toporna, czarno-biała wykładnia historii doprawiona nacjonalizmem. Wiele osób należących do kompanii nie ukrywa ultraprawicowych sentymentów, cieszyńską inicjatywę wspiera od dłuższego czasu poseł Stanisław Pięta (1, 2), znany z nawoływania do walki z “pedalską tyranią” oraz z haseł “kto nie jest z nami, ten kretyn lub zdrajca” oraz “wybór Obamy na prezydenta oznacza koniec cywilizacji białego człowieka”. Sam Krzysztof Neścior, opiekun CKON-u, był z kolei pomysłodawcą niechlubnie znanego pikniku militarnego w 2008 roku, podczas którego grupka “pasjonatów historii” dokonała rekonstrukcji zajęcia Zaolzia przez polskie wojska. Uczestnicy przeszli po moście na drugi brzeg Olzy i wzięli do niewoli kilku członków podobnej, bogumińskiej formacji odgrywających Czechów. To już nie jest zwykły brak wyobraźni, ale celowe szukanie guza.

Zaolziacy powinni więc w przyszłości rozważyć, czy warto zapraszać takie osoby i ugrupowania na swoje uroczystości – tym bardziej, że nowy szef polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej popiera paramilitarne ugrupowania. Przyszłym razem nie będzie to więc warta w wykonaniu zwykłych dyletantów, ale w wykonaniu dyletantów oficjalnie powiązanych z polskimi siłami zbrojnymi. Na terenie Czech. Pomyślcie, jak skwapliwie zareagują na taką “prowokację” czeskie nacjonalistyczne łebki.

Jeszcze niedawno wydarzenia lat 30. i 40. XX wieku były dla Europy przestrogą. Obawiam się, że powoli stają się instrukcją działania. Nie dajmy wykorzystać Zaolzia do tych gierek – miało być pomostem, a nie kolejnym punktem zapalnym.

Tekst ukazał się w Głosie Ludu, gazecie Polaków w Republice Czeskiej

Fotoreportaż ze Stonawy: Norbert Dąbkowski

The post Felieton 262 – Warta niewiele warta first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 261 – Proszę państwa do azylu /2016/03/06/felieton-261-prosze-panstwa-azylu/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-261-prosze-panstwa-azylu Sun, 06 Mar 2016 18:02:22 +0000 /?p=5169 Zamknijcie drzwi na cztery spusty, bo idą uchodźcy. Wpadną i obrabują, zjedzą żonę i zgwałcą psa. Kilka felietonów wstecz pisałem o żenującym poziomie dyskusji na temat imigrantów. Tymczasem upłynęło kilka tygodni, a rozmowy wzniosły się na nowe wyżyny absurdu. Nacierają coraz to nowe fale pogłosek i sensacyjnych doniesień, a racjonalnych analiz jak nie było, tak […]

The post Felieton 261 – Proszę państwa do azylu first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Zamknijcie drzwi na cztery spusty, bo idą uchodźcy. Wpadną i obrabują, zjedzą żonę i zgwałcą psa.

Kilka felietonów wstecz pisałem o żenującym poziomie dyskusji na temat imigrantów. Tymczasem upłynęło kilka tygodni, a rozmowy wzniosły się na nowe wyżyny absurdu. Nacierają coraz to nowe fale pogłosek i sensacyjnych doniesień, a racjonalnych analiz jak nie było, tak nie ma.

Zmieniła się tylko skala wstydu i zażenowania – między innymi dlatego, że wątek zdążył w międzyczasie dotrzeć nad Olzę. Słyszałem już wcześniej historie o perypetiach cudzoziemców, którzy starali się jakoś odnaleźć na Śląsku Cieszyńskim, ale rozbili się o ścianę nieprzychylności miejscowych. Wmawiałem sobie, że mieli pecha. Przecież “Lux ex Silesia”. Przecież tygiel kulturowy i tolerancja. Przecież witanie gości chlebem i solą.

Tia, chyba w oko.

Ostatecznie otrzeźwiałem, gdy w lokalnych mediach pojawiła się informacja, że w pobliskim ośrodku dla uchodźców ma zamieszkać ponad 30 Irakijczyków. Podczas spotkania ze starostą niektórzy mieszkańcy Śmiłowic, podburzeni przez agitatorów z populistycznej partii Tomio Okamury, dali pokaz swojskiej, histerycznej ksenofobii. Kto nie widział, nie uwierzy – Polacy i Czesi zjednoczyli się pod sztandarem Japończyka, aby zwrócić uwagę na śmiertelne zagrożenie wynikające z mieszania kultur. To robi sens.

Cuda i dziwy działy się jednak już wcześniej na miejscowych forach internetowych. Tam też zebrała się grupa “porządnych obywateli” by wyrazić szczere zaniepokojenie sytuacją. Pytali, gdzie można kupić broń lub gaz łzawiący, do którego przedszkola przenieść dzieci, aby były jak najdalej od młodych, agresywnych Arabów. I bez zająknięcia modyfikowali swoje poglądy wraz z napływem nowych informacji, cały czas utrzymując, że absolutnie nie są rasistami.

“Aha, czyli nie przyjadą młodzi mężczyźni, tylko rodziny z dziećmi? Przecież to muzułmany – nie pasują tutaj, rozmnożą się i pochłoną nas jak szarańcza.”

“Aha, czyli jednak nie muzułmanie, ale chrześcijanie? To co z tego? Brudas zostanie brudasem. Won.”

Zwykle lubię oglądać spadające maski, ale tym razem raczej nie jest mi do śmiechu – nie spotkałem jeszcze na ulicy żadnego imigranta, a już teraz boję się wyjść do sklepu po pieczywo. A nuż spotkam jakiegoś porządnego obywatela.

Tekst ukazał się w gazecie Głos Ludu (05/03/2016)

zdjęcie: CC Wikimedia Commons

The post Felieton 261 – Proszę państwa do azylu first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 258 – Smog nasz powszedni /2016/02/29/felieton-258-smog-nasz-powszedni/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-258-smog-nasz-powszedni Mon, 29 Feb 2016 07:51:55 +0000 /?p=5154 Żyjemy w pięknym zakątku Ziemi. Tak przynajmniej czytałem, bo sam niewiele widzę przez tę gryzącą, ołowianą zasłonę, która w zimie zakrywa okoliczne krajobrazy. Jakiś czas temu w trakcie wycieczki na jeden z beskidzkich szczytów zachwycałem się poranną mgłą. Potem jednak wspiąłem się na szczyt i okazało się, że ta „mgła” spowija całą okolicę na kilkadziesiąt kilometrów w każdą […]

The post Felieton 258 – Smog nasz powszedni first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Żyjemy w pięknym zakątku Ziemi. Tak przynajmniej czytałem, bo sam niewiele widzę przez tę gryzącą, ołowianą zasłonę, która w zimie zakrywa okoliczne krajobrazy.

Jakiś czas temu w trakcie wycieczki na jeden z beskidzkich szczytów zachwycałem się poranną mgłą. Potem jednak wspiąłem się na szczyt i okazało się, że ta „mgła” spowija całą okolicę na kilkadziesiąt kilometrów w każdą stronę, rozwarstwiając się na horyzoncie w sino-szaro-fioletową tęczę industrialnego syfu.

Po powrocie rzuciłem okiem na stronę aqicn.org, gdzie można sprawdzić aktualną jakość powietrza w dowolnym miejscu świata. Poszczególne stadia oznaczone są kolorami od zdrowej zieleni aż po trującą czerwień. Podczas gdy Pekin – jedno z najbardziej zanieczyszczonych miast świata – lekko się rumienił, w Czeskim Cieszynie panował morderczy fiolet. Wyjrzałem z okna na mleko, które kiedyś było panoramą Beskidów, po czym wróciłem do komputera. Ciekawe, jak to wygląda u zachodnich sąsiadów?

Po wyzoomowaniu na mapę Europy widać, że sami sobie zgotowaliśmy ten los. Pasmo czerwieni i fioletu kończy się równo na zachodnich granicach Czech i Polski – tuż za nimi zielenią się Niemcy, opanowane przez zwariowanych ekooszołomów. Wprawdzie w Polsce co roku smog zabija 40.000 osób, ale co tam – PKB rośnie i doganiamy sukinkotów. Dołóż do pieca, stary.

Mamy więc renomę europejskich śmierdzieli, ale nie martwcie się – nie ma tego złego, czego nie mógłby naprawić dobry PR. Pamiętacie romantyczną angielską mgłę z opowieści o Sherlocku Holmesie? Tak naprawdę był to produkt rewolucji przemysłowej – toksyczne dymy z londyńskich fabryk. Serio. A skoro udało się Anglikom, to nam też warto spróbować.

Chwytliwy slogan mógłby zresztą poratować wiele problematycznych rejonów świata. Wysoka umieralność na Papui-Nowej Gwinei? „Papua – tu się żyje bez starości”. Ostrzał na granicy Izraela i Palestyny? „Gaza – Sylwester przez cały rok.” Tsunami w Azji? „Tajlandia – tu morze przychodzi do Ciebie.”

Europa Środkowa może być prekursorem tego trendu i ściągnąć turystów sloganami: „Polska – zapiera dech w piersiach” i „Czechy – czujesz atmosferę”. Sami umilmy sobie chwile przy aparatach tlenowych wymyślaniem nowych przysłów i powiedzeń – na rozgrzewkę proponuję „kto rano wstaje, ten dłużej kaszle”, „masz babo astmę” lub „od przybytku głowa nie boli, od pyłu zawieszonego – owszem”.

Bawcie się dalej, bo ja już zmykam. Jak to się mawia u nas na wsi: „komu w drogę, temu bronchit”.

Tekst ukazał się w miesięczniku “Zwrot” 01/2016.

The post Felieton 258 – Smog nasz powszedni first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 251 – Zaolziacy-ćwierćpolacy /2015/05/24/felieton-251-zaolziacy-cwiercpolacy/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-251-zaolziacy-cwiercpolacy Sun, 24 May 2015 17:07:12 +0000 /?p=5035 W opublikowanym niedawno zbiorku reportaży “Hospicjum Zaolzie” autor naszkicował przedśmiertny portret naszej małej ojczyzny. Skoro już zaczęliśmy sklepywać trumienki dla naszej liczebności, historii i zwyczajów, możemy przy okazji sporządzić jeszcze jedną – dla języka.   Zaolziańskie organizacje od lat starają się dokonać cudu, próbując równoważyć oba elementy naszej tożsamości – regionalny i polski. Niestety często […]

The post Felieton 251 – Zaolziacy-ćwierćpolacy first appeared on Darek Jedzok.

]]>
W opublikowanym niedawno zbiorku reportaży “Hospicjum Zaolzie” autor naszkicował przedśmiertny portret naszej małej ojczyzny. Skoro już zaczęliśmy sklepywać trumienki dla naszej liczebności, historii i zwyczajów, możemy przy okazji sporządzić jeszcze jedną – dla języka.
 
Zaolziańskie organizacje od lat starają się dokonać cudu, próbując równoważyć oba elementy naszej tożsamości – regionalny i polski. Niestety często przypomina to bajkę o małpie, której wysypują się z naręcza kokosy, a gdy stara się je podnosić, wypadają kolejne.
 
W ostro spolaryzowanej dyskusji między lokalnymi i narodowymi patriotami staję raczej po stronie “tustelan”, jednak akurat w przypadku języka mój wybór Zofii padłby na polszczyznę. Gwara – umorusana i zapchlona, ale dziarska jak uliczny kundelek – ma się całkiem dobrze. Język polski przypomina za to pięknego niegdyś rasowego wyżła, który teraz już tylko czeka, aż pan zdejmie ze ściany strzelbę i wyprowadzi go na ostatnią przechadzkę do lasu.
 
Największym problem nie jest bynajmniej fakt, że Zaolziacy kompletnie stracili kontakt z żywym językiem polskim, ale to, że wcale tego nie dostrzegają. Jako tłumacz i dziennikarz mam dwa siedzenia w pierwszym rzędzie tego tragikomicznego widowiska.
 
W branży translatorskiej Zaolziacy uważani są za plagę – rynek nieustannie zalewają katastrofalnie nieudolni tłumacze ze świadectwami z zaolziańskich szkół średnich. Agencje tłumaczeń już dawno dostrzegły, że osobnicy, którzy śmiało wpisują w CV “język polski, język czeski – native speaker”, często w obu językach posługują się niezrozumiałym, tubylczym dialektem. Czasem prowadzi to do zabawnych sytuacji, czasem do mniej zabawnych pozwów sądowych.
 
Praca dziennikarza też potrafi być frustrująca. Już jakieś dziesięć lat temu kolega z gimnazjum dowalił mi komplementem: “Fajnie piszesz Darek, ale czymu tam je tela ciynżkich słów?”. Po krótkiej rozmowie okazało się, że tym skomplikowanym szyfrem były polskie wyrazy typu “niepoczytalny” lub “sojusz”.
 
Jakiś czas temu spotkałem z kolei znajomą, która wyznała, że po przeczytaniu nazwy artykułu “Krztusiec powraca” musiała zajrzeć do słownika, aby stwierdzić, kim lub czym jest ten Krztusiec (może zapomnianą gwiazdą estrady szykującą się do comebacku?). Miejscowi zawsze nazywali chorobę – z czeskiego – “czarnym kaszlem”. Po co redaktorzy wprowadzają zamęt i używają poprawnych pojęć?
 
Pamiętam, z jaką niechęcia niektórzy znajomi reagowali na to, że redakcja Głosu przyjęła pracowników “zza Olzy”. Myślę, że było to częściowo spowodowane właśnie faktem, że nagle w gazecie zaczęły się pojawiać teksty w dziwnym, obcym języku… polskim.
 
Ostatecznie czarę goryczy przelała tysięczna kropla z jednego prywatnego źródełka. Większość felietonów oddaję do wglądu któremuś z zaolziańskich znajomych. Konsultanci regularnie doradzają mi, abym usuwał wyrazy nowsze, ale powszechnie używane w polskich mediach. Pozornie ma to pewną logikę – po co utrudniać Zaolziakom lekturę? Po co wprowadzać aktualne tematy polityczne i społeczne? Do Warszawy daleko, a w Trzyńcu też ładnie.
 
W końcu rozbłysła zorza różana i doznałem oświecenia… Przecież w ten sposób nie tylko nie powstrzymuję, ale wręcz przyczyniam się do upadku języka polskiego na Zaolziu. Zrobiło mi się wstyd, że zamiast wyzwać czytelnika na pojedynek, miałbym organizować dla niego i dla siebie bieg przez płotki bez płotków, z czekoladowym medalem pocieszenia dla każdego uczestnika.
 
Mam nadzieję, że nie brzmi to protekcjonalnie, bo naprawdę nie o to mi chodzi. Traktujcie ten tekst jako wyrazy wsparcia dla ciężko chorego i bardzo proszę – wspomóżcie go swoim słowem. I mnie, i wam chyba zależy, aby pobył z nami jeszcze trochę.
 
Wracając do bajki o małpie – dopóki trzymamy jeszcze w łapkach kilka ostatnich kokosów, powinniśmy się starać. Może uda nam się oddalić dzień, w którym ostatecznie zapomnimy języka w naszych polskich gębach.
 

The post Felieton 251 – Zaolziacy-ćwierćpolacy first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Recenzja:  “Hospicjum Zaolzie” /2014/10/15/recenzja-hospicjum-zaolzie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=recenzja-hospicjum-zaolzie Wed, 15 Oct 2014 11:57:28 +0000 /?p=4879 Masochiści całego Zaolzia łączcie się. Przyjezdny gad wyhodowany na tustelańskiej piersi postanowił nas opisać. I, co gorsza, świetnie mu idzie.     Od razu na początku muszę zaznaczyć, że moja recenzja nie będzie prawdopodobnie zupełnie bezstronna. Jot-Drużycki odwiedza nasze tereny już od ładnych kilku lat i w tym czasie wybudował rozległą sieć informacyjną, swoisty knajpanet, […]

The post Recenzja:  “Hospicjum Zaolzie” first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Masochiści całego Zaolzia łączcie się. Przyjezdny gad wyhodowany na tustelańskiej piersi postanowił nas opisać. I, co gorsza, świetnie mu idzie.  
 
Od razu na początku muszę zaznaczyć, że moja recenzja nie będzie prawdopodobnie zupełnie bezstronna. Jot-Drużycki odwiedza nasze tereny już od ładnych kilku lat i w tym czasie wybudował rozległą sieć informacyjną, swoisty knajpanet, w którego sidła nieraz udało mi się wpaść. Korzyść z tych spotkań jest zresztą obopólna – po przekazaniu swojej dawki plot i nowinek chętnie korzystam z rosnącego zbioru spostrzeżeń i powiedzonek (podczas ostatniego piwnego wywiadu po raz pierwszy usłyszałem ekumeniczne motto “ewangelik czy katolik – byle dobry alkoholik”).
 
Znam więc autora i zazdroszczę mu niezwykłego etnograficznego genu. Dzięki niemu w stosunkowo krótkim czasie wrósł w miejscową społeczność i poddał ją analizie, której owocem jest właśnie ta fioletowa książka, a raczej książeczka, książunia, bo całość ma raptem 70 stron. Co tu kryć – żadne z nas Trobriandy. Na tej skromnej przestrzeni zostaliśmy poddani szybkiej, ale pieczołowitej analizie. Jak zaś wskazuje sama nazwa – nie jest to radosna lektura.
 
Praktycznie każda kartka zalatuje poczuciem schyłkowości, które cementują cytaty samych Zaolziaków. W jednym z wywiadów karwiński pezetkaowiec mówi “Najwięcej tutejszych Polaków jest w tej chwili na cmentarzu, tam pod ziemią”. Zapraszam specjalistów od PR-u, aby przekuli to zdanie na hasło promujące naszą społeczność. Autor nie robi zresztą dobrej miny do złej gry i sam z rozbrajającą szczerością wyznaje, że przyjeżdża do nas, aby patrzeć, jak umieramy.
 
Nic dziwnego, że pojawiły się już pierwsze krytyczne reakcje. Niektórym czytelnikom nie podoba się wspomniana atmosfera publikacji, inni narzekają, że pan etnograf analizuje nas jak jakichś Buszmenów. Całkowicie rozumiem te reakcje – nie było jeszcze takiego zwierzęcia, któremu podobałaby się własna wiwisekcja.
 
Jakiś czas temu brytyjska antropolożka Kate Fox wydała książkę “Przejrzeć Anglików“, w której opisuje swoich rodaków tak, jakby byli egzotycznym, obcym plemieniem. Publikacja szybko trafiła na listę bestsellerów, jednak sama autorka wielokrotnie zaznaczała, ile wysiłku i stresu kosztował ją ten etnograficzny “krok wstecz”, utrzymanie profesjonalnego dystansu. Książka Drużyckiego potwierdza tezę, której bronię od lat – Zaolziacy nie powinni opisywać siebie samych. To zadanie dla ludzi “spoza”. Nie chodzi zaledwie o kwestię obiektywizmu, ale też pewnej zwięzłości, zdolności dokonywania syntezy, skrótów myślowych. “Hospicjum” napisane przez lokalsa byłoby nużącą epistołą zaplątaną w nieistotne niuanse.
 
Poza tym, że książka spełnia funkcję zwięzłego kompendium informacji o regionie, jest też – w najlepszym znaczeniu tych słów – łatwo przyswajalna, co w tym dziale literatury zakrawa na mały cud. “Hospicjum” to łyk orzeźwiającej wody po dziesiątkach dogłębnych, wyczerpujących i fantastycznie usypiających lektur o Zaolziu, które dotychczas obciążały półki biblioteczne.
 
Tyle o plusach. A minusy? Są pewne kwestie światopoglądowe, z którymi trudno mi się zgodzić. Wprawdzie autor sam nie określił swoich preferencji, jednak po przeczytaniu kilku stron nietrudno zgadnąć, że w odwiecznym dylemacie “region-państwo” (mała-duża ojczyzna) stoi po stronie biało-czerwonej. W kilku miejscach pisze o czeskiej propagandzie i nacjonalistycznych ekscesach, miłosiernie pomijając polskie wybryki. Cóż, to i tak małe piwo w porównaniu z większością zaolziańskich publikacji historycznych. Jakoś przeżyłem, mam już wytworzone przeciwciała.
 
Jedyną poważną wadą jest więc niedbała praca edytora/korektora tekstu – kreatywne podejście do zasad interpunkcji i bałagan panujący w niektórych zdaniach (“…jednak Emeryt uważa się on…”). Ta skaza faktycznie psuła mi czasami satysfakcję z lektury, mam więc nadzieję, że kolejne wydanie ukaże się po odpowiednim liftingu.
 
Piszę o kolejnym wydaniu, ponieważ jestem święcie przekonany, że wkrótce się ono pojawi. Musi. “Hospicjum Zaolzie” jest książką, na którą czekaliśmy od lat. Teraz marzenie się spełniło – i dobrze nam tak.
 
autor: Jarosław jot-Drużycki, wydawnictwo Beskidy
 
Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot

 

The post Recenzja:  “Hospicjum Zaolzie” first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Premiera książki “Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim” /2014/05/29/premiera-ksiazki-rozmowy-o-slasku-cieszynskim/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=premiera-ksiazki-rozmowy-o-slasku-cieszynskim Thu, 29 May 2014 08:35:29 +0000 /?p=4755 28 maja na półki księgarni trafiła długo oczekiwana kompilacja rozmów z mniej lub bardziej znanymi osobami związanymi z regionem Śląska Cieszyńskiego. Jest Nohavica i Putzlacher, jest Legierski, Słupczyński i Gołębiowska, nawet Jedzok w kąciku się kuli. Gorąco polecam!   Notka prasowa: W księgarniach ukazała się już książka „Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim” pod redakcją Andrzeja Drobika – zbiór 20 wywiadów dotyczących […]

The post Premiera książki “Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim” first appeared on Darek Jedzok.

]]>
28 maja na półki księgarni trafiła długo oczekiwana kompilacja rozmów z mniej lub bardziej znanymi osobami związanymi z regionem Śląska Cieszyńskiego. Jest Nohavica i Putzlacher, jest Legierski, Słupczyński i Gołębiowska, nawet Jedzok w kąciku się kuli. Gorąco polecam!

 

Notka prasowa:
W księgarniach ukazała się już książka „Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim” pod redakcją Andrzeja Drobika – zbiór 20 wywiadów dotyczących szeroko pojętego Śląska Cieszyńskiego, które poruszają najróżniejsze tematy związane z naszym regionem.

rozmowy

 

Ekumenizm, bycie stela, werbusi, Zaolzie, góralszczyzna – to tylko niektóre z tematów poruszanych w publikacji. Książka ma formę wywiadów, ponieważ, jak czytamy we wstępie – „wszystko zaczyna się od rozmów i od zadawania pytań”. Autorzy zaprosili zatem dwadzieścia osób, które odpowiadały na pytania i wątpliwości dotyczące Śląska Cieszyńskiego, a czasem same zadawały dodatkowe pytania.
 
Dobór rozmówców i wybranych tematów wygląda następująco:
 
JAN SZTEFEK („Wielki Zbójnik” Gromady Górali Śląska Cieszyńskiego) – rozmowa o góralskości w niegóralskim Ustroniu. O duszy górala i miejscu, które jest buforem między mieszczańskim Cieszynem, a górską Wisłą.
DARIUSZ GIERDAL (artysta plastyk, nauczyciel) – o byciu stela słowami człowieka nie stela. I o świątecznych ciasteczkach, które podobno są jak Śląsk Cieszyński.
MAREK SZOŁTYSEK (dziennikarz, felietonista, autor kilkunastu książek o Śląsku) – to trochę kłótnia między poglądami Ślązaka a naszym przeświadczeniem, że typowymi Ślązakami nie jesteśmy.
EWA GOŁĘBIOWSKA (Dyrektor Zamku Cieszyn, znawczyni sztuk użytkowych, animatorka kultury) – o dizajnie i ładnych rzeczach, na przykład zdobionej szafie, w której cieszyniacy chowają przysłowiowe trupy.
MARCIN ŻERAŃSKI (autor kilkunastu przewodników, także o Śląsku Cieszyńskim. Przeprowadził się do Cieszyna) – o odkrywaniu Śląska Cieszyńskiego przez człowieka z Ostrołęki. I o tym, że jesteśmy wyjątkowo spokojni, w co długo nie mogliśmy uwierzyć.
JAROMIR NOHAVICA (pieśniarz, poeta, autor m.in. „Cieszyńskiej”) – o granicach i ich przekraczaniu. O muzyce i pieśniach, które są trochę jak Cieszyn – melodyjne i symboliczne.
RENATA PUTZLACHER (poetka pochodząca z Cieszyna, tłumaczka Nohavicy, animatorka odbudowania przedwojennej kawiarni Avion) – o magicznym Cieszynie, którego już nie ma. O tym dlaczego Avion to Noiva i o cieszyńskich artystach – skromnych i ciężko pracujących, ale schowanych w cieniu.
GRAŻYNA STANISZEWSKA (była posłanka, europosłanka i senator. Jedna z propagatorek terminu Podbeskidzia) – o Podbeskidziu i „Zielonym Śląsku”. O tym co nasz łączy i o tym, co mimo wszystko dzieli. Ona: propagatorka Podbeskidzia. My: w Podbeskidzie wątpiący.
MARIUSZ MAKOWSKI (historyk, przez lata prezes Macierzy Ziemi Cieszyńskiej) – o języku i szybkiej nauce gwary. O tym co różni nas od reszty Polski. I znowu – o granicach.
JÓZEF BUDNIOK (ksiądz, profesor, jeden z głównych propagatorów harmonijnego współżycia różnych wyznań) – o ekumenizmie. O tym, że niby jest, ale tak naprawdę nie do końca. I jeszcze trochę o Richardzie Pipesie.
TADEUSZ SŁAWEK (poeta, tłumacz, eseista, były rektor Uniwersytetu Śląskiego, z zamiłowania muzyk) – Znowu o „stelości”, tym razem wręcz filozoficznie. I o dziedzictwie Cieszyna – miasta z piękną tradycją XVIII-wieczną. Tradycją niewykorzystywaną.
KRYSTIAN LEGIERSKI (pochodzący z Koniakowa działacz na rzecz społeczności homoseksualnej, radny Warszawy, przedsiębiorca) – O tolerancyjnej i fajnej Trójwsi. O radosnym i pogodnym katolicyzmie. Oraz o wyborach których dokonuje się między metropolią a małą wioską.
DAREK JEDZOK (felietonista, „głos młodych” na Zaolziu”)– o Zaolziu, tym nieopisanym, tym młodym. Opowieść człowieka, który z Zaolzia pochodzi, ale nie wpisuje się w klasyczne struktury. I przy okazji opowieść trochę nasza – tych, którzy Zaolzia jeszcze nie rozumieją.
JÓZEF SZYMECZEK (historyk, prezes Kongresu Polaków w Republice Czeskiej) – o Zaolziu rozmawiamy z jego „szefem”. O tym jak uczyć Zaolzia i jak walczyć o to, żeby nie oddalało się od polskości.
LESZEK RICHTER (zaolziański działacz kulturalno-oświatowy, miłośnik i propagator gwary) – to Zaolzie w trzecim wydaniu. Zaolzie gwarowe i regionalne. Inna wizja, inne metody pracy.
JOLANTA DYGOŚ (działaczka kulturalna, pomysłodawczyni i organizatorka festiwalu Kino na Granicy) – o tym dlaczego granica jest tak chłonna na sztukę. O kinie, co przyciąga i o problemach miasta z którego kultura wycieka.
BOGUSŁAW SŁUPCZYŃSKI (założyciel i dyrektor Cieszyńskiej Sceny Teatralnej) – kultura, bohaterowie, autorytety. Wszystko to z teatrem i Bolko – Kantorem w tle.
ZBIGNIEW WAŁACH (muzyk, założyciel i lider zespołu Wałasi) – o muzyce, która gra w duszy i historii człowieka. O harmonii, która pojawia się w górskiej samotności.
MICHAEL MORYS – TWAROWSKI (prawnik, historyk, dziennikarz. Współautor Monografii Cieszyna) – o historii okiem młodszego pokolenia. O bohaterach, których zapominamy oraz o niemieckim, żydowskim i czeskim dziedzictwie, którego się wyrzekamy.
JERZY KRONHOLD (poeta, tłumacz, współzałożyciel Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej, przez około 10 lat konsul generalny RP w Ostrawie) – o Cieszynie, który jest dzisiaj, o konfrontacji z wyobrażeniami miasta sprzed dwudziestu lat. Jest gorzej, ale staramy się dotrzeć do plusów.
 
Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim to też Ci, którzy zadają pytania: Andrzej Drobik, Dawid Legierski i Justyna Szczepańska. To w końcu 20 zdjęć Pawła Hermana, które same w sobie tworzą pewna historię, oraz okładka, której tworzenia podjął się Wojciech Jendysik.
 
Książka dostępna jest już w księgarniach oraz w sprzedaży wysyłkowej – zamówienia można składać na adres: info@madeinsci.com
 
Facebook: link
 

The post Premiera książki “Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim” first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 235 – Zaolzie górą /2014/05/10/felieton235-zaolzie-gora/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton235-zaolzie-gora Sat, 10 May 2014 09:07:49 +0000 /?p=4681 W słynnej scenie z „Żywota Briana” główny bohater woła do tłumu „Wszyscy jesteście różni!”, na co ludzie jednogłośnie odpowiadają „Tak, wszyscy jesteśmy różni!”. Jeden z moich ulubionych ubiegłorocznych cytatów sięga prawie takich montypythonowskich wyżyn – wypowiedź dotyczy Zaolzia, a jej autorem jest pewien polski polityk. Kto ma oczy, niechaj czyta …   Wpadłem na ten […]

The post Felieton 235 – Zaolzie górą first appeared on Darek Jedzok.

]]>
W słynnej scenie z „Żywota Briana” główny bohater woła do tłumu „Wszyscy jesteście różni!”, na co ludzie jednogłośnie odpowiadają „Tak, wszyscy jesteśmy różni!”. Jeden z moich ulubionych ubiegłorocznych cytatów sięga prawie takich montypythonowskich wyżyn – wypowiedź dotyczy Zaolzia, a jej autorem jest pewien polski polityk. Kto ma oczy, niechaj czyta …

 

Wpadłem na ten tekst całkowicie przez przypadek w trakcie przeglądania archiwum artykułów na stronie Zwrotu, i dopiero po drugim przeczytaniu odkryłem jego uroczy, niezamierzony komizm. Co takiego zostało powiedziane? Cytuję: „Zaolzie jest bardzo ważnym miejscem na mapie Czech z punktu widzenia zamieszkałych tam Polaków“. Łapiecie?

 

Moim zdaniem to najzabawniejszy, a jednocześnie najsmutniejszy komentarz dotyczący samooceny Zaolziaków. Oczywiście, że jesteśmy ważni – zwłaszcza z naszego punktu widzenia. To tak, jakby jedynaczka chwaliła się, że jest ulubioną córką swojej matki; tak, jakby ktoś samemu sobie przybijał piątkę albo lajkował własny status na Facebooku. To tak, jak wygrać w jednoosobowym wyścigu.

 

Od dawna wiadomo, że lubimy uważać się za niepowtarzalnych. Kilka lat temu Czeski Cieszyn odwiedził redaktor dużego polskiego dziennika, by przeprowadzić cykl wywiadów z miejscowymi działaczami i osobistościami. Gdy w trakcie rozmowy ktoś wspomniał o „skomplikowanych, lokalnych zależnościach” dziennikarz wyszedł na chwilę z roli i uśmiechnął się pobłażliwie. Wyznał, że od lat odwiedza grupy polonijne i w tym czasie przekonał się tylko o jednym – wszystkie te społeczności zgodnie uważają, że są wyjątkowe i borykają się z wyjątkowymi trudnościami, podczas gdy tak naprawdę te problemy i „nieprzekładalne niuanse” są wszędzie dokładnie takie same. Karwina, Wilno czy Lwów, jeden pies. Chórem wołamy „wszyscy jesteśmy różni!”.

 

Szto zdiełać? Myślę, że powinniśmy mieć więcej ikry i porządnie rozkręcić tę machinę autopromocji. Ludzie „spoza” nadal nie doceniają tego, że Zaolziacy są największą polską mniejszością w Czechach. Idźmy dalej – wykrzyczmy światu, że Zaolzie jest jednoznacznie najlepszym Zaolziem na świecie! Trzeba tylko stanowczo zagłuszyć sceptyków przypominających, że jednocześnie jest ono także najgorszym istniejącym Zaolziem.

 

Jak mówi lokalna mądrość – i tu kolejny subtelny morał z wypowiedzi wspomnianego polityka –  „nikt mnie nie pochwoli tak dobrze, jak jo se sóm”.

 

The post Felieton 235 – Zaolzie górą first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Wyniki drugiego konkursu. /2014/02/28/wyniki-drugiego-konkursu/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=wyniki-drugiego-konkursu Fri, 28 Feb 2014 15:55:45 +0000 /?p=4850 W tym tygodniu mogliście wygrać kompilację wierszy zaolziańskich poetów. Jak skończyło się losowanie?   Mogę już zdradzić szczegóły publikacji, a przede wszystkim nazwiska autorów, które wcześniej musiałem zachować w tajemnicy, aby nie ułatwiać Wam zbytnio odpowiedzi na pytanie konkursowe.   Publikacja “Piszę, bo jestem – Polacy w Czechach i ich wiersze” zawiera prace 12 poetów i poetek […]

The post Wyniki drugiego konkursu. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
W tym tygodniu mogliście wygrać kompilację wierszy zaolziańskich poetów. Jak skończyło się losowanie?
 
Mogę już zdradzić szczegóły publikacji, a przede wszystkim nazwiska autorów, które wcześniej musiałem zachować w tajemnicy, aby nie ułatwiać Wam zbytnio odpowiedzi na pytanie konkursowe.
 
Publikacja “Piszę, bo jestem – Polacy w Czechach i ich wiersze” zawiera prace 12 poetów i poetek – od Renaty Putzlacher i Bogdana Trojaka po Martę Różańską, beniamina sceny. Jest też kilka rzeczy z szuflady mojej i moich znajomych – Tomka Ryłki i Mariana Palowskiego. Pełna lista autorów w tagach, książkę możecie nabyć u państwa Wirthów w Czeskim Cieszynie.
 
Uwaga, werble! Tomik wysyłam do Mariana Gruszczyka. Lecz niech inni nie tracą nadziei – w środę ruszamy z ostatnim konkursem, tym razem o publikację “Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim”, czyli cykl wywiadów z ludźmi związanymi z życiem kulturalnym i społecznym regionu. Zapraszam serdecznie!
 

The post Wyniki drugiego konkursu. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Wyniki pierwszego konkursu. /2014/02/21/wyniki-pierwszego-konkursu/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=wyniki-pierwszego-konkursu Fri, 21 Feb 2014 17:07:25 +0000 /?p=4833 Konkurs skończony, losowanie tyż – egzemplarz “Hospicjum Zaolzie” wygrał Tomasz Onderek. Z nadesłanych odpowiedzi najbardziej podobało mi się “Szkoprtokowo” i “Rezerwat po naszymu”, miłym akcentem było też zwykłe “U nas”.   Gratuluję zwycięzcy, w środę opublikuję pytanie dla kolejnej edycji. Tym razem możecie zawalczyć o publikację pt. “Piszę, bo jestem. Polacy w Czechach i ich […]

The post Wyniki pierwszego konkursu. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Konkurs skończony, losowanie tyż – egzemplarz “Hospicjum Zaolzie” wygrał Tomasz Onderek. Z nadesłanych odpowiedzi najbardziej podobało mi się “Szkoprtokowo” i “Rezerwat po naszymu”, miłym akcentem było też zwykłe “U nas”.
 
Gratuluję zwycięzcy, w środę opublikuję pytanie dla kolejnej edycji. Tym razem możecie zawalczyć o publikację pt. “Piszę, bo jestem. Polacy w Czechach i ich wiersze”.
 

The post Wyniki pierwszego konkursu. first appeared on Darek Jedzok.

]]>