Pokaż język

… i znowu nasi mili posłowie mają o co walczyć. Pani poseł Levá z szeregów partii komunistycznej zgłosiła projekt, zgodnie z którym spikerzy telewizyjni mieliby prawny nakaz stosowania czystej czeszczyzny. Co? Spoko? Kumata babka, no nie?

Propozycja ta wygląda na pierwszy rzut oka szlachetnie. W końcu – dlaczego na przykład taki dziennik telewizyjny, który emitowany jest przecież dla całego kraju, miałby być prowadzony przez ludzi mówiących z wyraźnym praskim akcentem? A ta lawina obych wyrazów, wszechobecna w środkach masowego przekazu?

W szkole uczono nas o próbach oczyszczania języka przez czeskich patriotów w XIX. wieku. Próby te dziś już jednak służą raczej tylko dla rozluźnienia atmosfery na lekcji czeskiego (padały bowiem wówczas propozycje, by zmienić na przykład nazwę fortepianu na  „břinkoklapka“, chusteczki na „nosočistoplena“ itd.). Podobnych dążeń nie trzeba szukać aż w dziewiętnastym wieku. Podobnie dzieje się już od dłuższego czasu we Francji. Rząd francuski stara się zamknąć język w plastykowej kapsule, z dzikim uporem stawia zakazy i ograniczenia.

Każdy naród boryka się z tymi dwoma problemami : z jednej strony – jak ochronić język przed zbytnią ekspansją slangu, a z drugiej – jak zatrzymać powódź słownych intruzów z innych języków? Czasem się uda – Polacy mają „samochód” a nie „automobil”, Czesi mają „počítač“, a nie „komputer”. Co jednak zrobić z tymi wszystkimi „Internetami”, „serwerami”, „pikselami” i „bitami”? W tym momencie pomóc może właśnie slang, mowa potoczna. Nie uratuje wprawdzie wszystkiego, ale pomoże tu i ówdzie. Niczego nie zdziałają tutaj odgórne rozporządzenia, nowe słowa muszą się po prostu przesiać przez usta szarych obywateli, by uzyskać trochę lokalnej krwi i kolorytu.

Według mnie nakaz stosowania poprawnej czeszczyzny w relacjach dziennikarskich jest groźny z dwóch powodów. Po pierwsze – odizoluje język mediów od żywej mowy, co może po kilku latach doprowadzić do oderwania od rzeczywistości. Po drugie – tutaj już trzeba uważać – jest w pewnym stopniu ograniczeniem wolności mediów, a taka rzecz może stać cię pierwszym krokiem w kierunku mroźnego pałacu pani Cenzury. Oczywiście trzeba zadbać o czystość mowy, o to, aby dziennikarze i politycy wyrażali się w sposób kulturalny i klarowny, nie można tak jednak czynić poprzez stawianie nakazów.

Widać, że znajdą się jeszcze ciągle osobnicy stęsknieni za starymi czasami.

Podaj dalej