Agitka

No i masz, babo, placek. Przyszło nam wybierać posłów do europejskiego parlamentu. W związku z wyjątkowością całego wydarzenia poszczególne partie postarały się o dobór wyjątkowych kandydatów. Kto zostanie wybrany? Albo może lepiej – jest z czego wybierać?

W sumie – większości narodu każde nowe wybory zwisają obojętnym kalafiorem bez względu na to, czy chodzi o selekcję ludzi do parlamentu, do senatu, czy Brukseli. Z niskiej frekwencji wyborczej korzystali kiedyś zwolennicy pana Sládka, teraz od dłuższego czasu czyni tak partia Czerwonego Kapturka, która postarała się o nie lada gratkę dla szarego obywatela. Wykopali z archiwum pierwszego czeskiego kosmonautę, Vladimira Remka. Pytanie, czy jego lot w niezbadaną przestrzeń Unii nie skończy się jak ostatnia wycieczka Bogu ducha winnej Łajki. Tak jak ów piesek, Remek mógłby w końcu spłonąć w demokratycznej atmosferze. A szczekanie nie pomoże.

W końcu jednak kosmonauta nie musi być tym najgorszym, co może nas spotkać. Na listach kandydatów natknąć się można na inne dwa kontrowersyjne nazwiska. Jedno żelazne a drugie skórzane (jak rękawica rzucona w twarz). Każde z nich należy do pana, który ma niejedno przeskrobane. Pan skórzany uciekł ongiś na Bahamy a pan żelazny z kolei czmychnął na fotel senatorski – teraz obaj odnaleźli nowy tunel, którego ujście może ich wyprowadzić na szerokie łany imunitetu euro-posła.

Na szczęście środowiska artystyczne także postarały się o wystawienie swoich kandydatów i tak stara się o nasze głosy artystka, która odniosła już niebywały sukces zagraniczny na polu kinematografii. Na razie Dolly Buster – bo o niej mowa – szerzy chrystianizację, ponieważ ostatnio podczas odwiedzin pewnego domu spokojnej starości (w ramach kampanii przedwyborczej) biedne staruszki krzyżowały się na jej widok, wzywając przy tym imię Pana, kiedy widziały ją, ubraną w lateksowe wdzianko uwypuklające jej walory artystyczne.

A co mamy my? Co my mamy? Otóż, drodzy państwo, paradoksalnie – chociaż od wieków Polakom patronuje typowo polski ptak, nadeszły czasy, kiedy możemy wyjść w świat niesieni w dziobie ptaka całkowicie egzotycznego.

Będzie ciekawie. Pod koniec tych dwóch dni Kondora[1] zobaczymy, czy jest nas jeszcze na coś stać, czy pozostanie nam już tylko smętnie zanucić „widziałem orła cień …”.



[1] Dla niewtajemniczonych – pod tą harcerską ksywką kryje się już od dawien dawna Józef Szymeczek.

Podaj dalej