Hihi

Pochichotałem trochę nad artykułem zamieszczonym w MF Dnes, który informował o incydencie z przesyłką podejrzanego białego proszku zaadresowaną do Teatru Cieszyńskiego i która zakończyła się najazdem chemików i dezynfekcją pomieszczeń. Najdowcipniejsze gadki krążące w kuluarach teatru  mówią, że chodziło o reklamową próbkę Ariela :)

Nie to mnie jednak rozbawiło – do uśmiechu zmusiło mnie zdjęcie dołączone do artykułu. Bez jakichkolwiek wyjaśnień na łamach gazety ukazał się portret pana Karola Suszki stojącego z laskami w parku (jedna laska w ręku a druga stojąca obok z grubymi okularami na nosie i ubrana w płaszcz ortalionowy). Zdjęcie oczywiście pochodziło pewnie z jakiejś sesji zdjęciowej dla promocji spektaklu „Bláha a Vrchlická”, jednak brak komentarza mógł zasugerować niewtajemniczonym czytelnikom, że właśnie tak na codzień wygląda zaolziańska elita teatralna. Nie wspomnę o narzucających się kanonach estetycznych kierujących doborem partnerek.

No i znowu nam się nie udało. Pomimo wszelkich starań i wysiłków zmierzających do zrównania się z ideałem szlachetnego i dumnego Polaka, ciągle coś nam wychodzi nie tak. W naszym środowisku panuje przekonanie, że trzeba forsować swoją polskość bijąc pięściami w orła wyszytego czerwoną nitką na piersi i hucznie śpiewając „Rotę” idąc po ulicy. A tymczasem, jeżeli komuś z Zaolzia uda się wedrzeć na łamy mediów, to zamiast godnego obrazka jest śmiesznawo.

Trzeba tu postawić jedno pytanie : czy to koniecznie musi być złe?

Z czysto psychologicznego punktu widzenia – czy istnieje lepszy sposób poinformowania „tych innych” o naszej obecności na tym terenie, niż właśnie przez takie wiadomości podane luźno, z przymrużeniem oka? Z moich doświadczeń raczej wynika, że większość iskierek zainteresowania szybko mogą zdusić patetyczne wywody na temat naszego pochodzenia. Tymczasem wielu patriotów z naszego terenu wybudowało sobie refleks Pawłowa na niewinne zdanie „Nie wiedziałem, że żyje tutaj tylu Polaków” i bez namysłu włączają taśmę : „Po pierwszej wojnie światowej … itd.”, która zawiera nie tylko daty i kilkanaście nazwisk z ówczesnego życia politycznego, ale często też statystyczne dane dotyczące ludności. Jeżeli zaś są zapytani ogólnie o Polskę, to automatycznie zaczynają wykład od pozytywistów. Bądźmy realistami, takie dane przydają się w dyskusji historyków, ale przeciętny człowiek po pół minucie traci koncentrację i zaczyna czynić starania, by zrzucić za pomocą telekinezy żyrandol na głowę czcigodnego informatora.

Wielu ludzi ciągle nie dostrzega, jak bardzo działanie jest efektywniejsze i efektowniejsze od suchych prelekcji (i – jak mówiłem – lepsza od nich jest nawet ta informacja o tajemniczej przesyłce białego proszku). Jeżeli ktoś nas zapyta, czego dokonali Zaolziacy, nie musimy się przecież uciekać do historii. Jest CieLaF, który co roku  zyskuje coraz większą renomę. Jest Renata Putzlacher i Bogdan Trojak. Jest Janusz Klimsza, którego spektakle są od dłuższego czasu gorąco omawianym tematem ostrawskiej sceny i nie tylko. Ale nawet te mniej „ambitne” zasługi są ważne. Chociaż nie ma już Miss Mister Show i Małego Ich Troje, to oba te projekty pokazują, że jednak stać nas na wiele.

Nie wiem, jak innych, ale moje serce krzepią takie informacje o wiele więcej, niż n.p. choćby nie wiem jak długi wykład o Sienkiewiczu.

Podaj dalej