Symbole

Obiecałem sobie dać spokój polityce na jakiś czas, ale jak tu nie pisać, skoro panowie na górze regularnie dostarczają gorących tematów? Tym razem nawet nie trzeba sie koncentrować na jednej frakcji czy nawet całej partii politycznej. Opieprz należy się sakum-pikum całemu spektrum czeskiego rządu za sposób, w jaki podchodzi do dwóch głośnych ostatnio spraw.

Najpierw kontrowersje wzbudzał wynik procesu Hoffmana, człowieka, który podczas „odwiedzin zaprzyjaźnionych wojsk” w 1968 roku kazał wyłączyć radiostacje, przerywając w ten sposób dostęp informacji dla szerokich mas w chwilach kryzysu. Tym, którzy ucieszyli się na wiadomość o symbolicznej karze trzech lat więzienia (z którego prawdopodobnie Hoffmann i tak zostałby szybko wypuszczony na wniosek lekarzy) uśmiech szybko zastygł na ustach. Prezydent, od którego spodziewano się udzielenia amnestii z powodów humanitarnych, z wrodzoną gracją zauważył, że tak na prawdę nie chodziło o sabotaż, ale o przekroczenie prawa telekomunikacyjnego (a według mnie to tak, jakby osądzać Judasza nie za zdradę, ale za całowanie się w miejsu publicznym – ogrodzie Getsemane). Hoffmann oczywiście też zbierał punkty, robiąc z siebie drugiego Fučíka, który umrze za kratkami z „Międzynarodówką” na ustach (tę zresztą odspiewał przed bramami więzienia w otoczeniu grupki sympatyzantów). Jego rzecznik w wywiadach powiedział, że pan H. stał się ofiarą procesu na polityczne zamówienie grupy skocentrowanej między innymi wokół ex-prezydenta Havla (sic!). Biadoląc nad niesprawiedliwością systemu demokratycznego pewnie zapomniał, jak kończyły się zinscenowane procesy za rządów Czerwonej braci.

O ile pierwsze zdarzenie jest raczej groteskowe, to w drugim wypadku – afery pana Přibyla –  ciarki chodzą po plecach. W ostatniej chwili ktoś zauważył, jak wysoko wspiął się mężczyzna, który dowodził grupom policjantów tłumiących studenckie demostracje w 1989 roku w Pradze. To szokujące odkrycie jednak szybko zaćmiła reakcja premiera Grossa, który w pierwszej chwili nie chciał wspomnianego indywiduum odwołać wcale, by później dodać, że uczyni tak tylko wtedy, kiedy zostanie potwierdzone, że Přibyl osobiście dowodził wspomnianym grupom albo własnoręcznie kogoś zbił. „Premierek” chyba nie rozumie, jaka jest moc symbolu i że przez takie zachowanie robi „kuku” wszystkim ludziom dotkniętym przez ówczesny reżim. Komuniści – z posłem Eksnerem na czele – oczywiście zacierają ręce, bo wydarzenia ostatniego tygodnia upiłowały im kolejnych kilka centymetrów z rożków wyrastających na rudych łebkach.

A mi tam już wszystko jedno. Wyciągnę prastare „Podstawy marksizmu i leninizmu”, które podpierają mi łóżko i zacznę wykuwać na blachę. W wolnych chwilach zaś mogę odlewać z puszek psiego żarcia miecz do harakiri. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać.

Podaj dalej