Kac

hangover-polar-bearW tym tygodniu Czesi obchodzili dwudziestolecie tzw. Rewolucji Aksamitnej. O dziwo nie skończyło się na entuzjastycznym „u-cha-cha” na placu świętego Wacława – rocznica otworzyła piekącą ranę refleksji nad aktualną kondycją naszej młodej demokracji. Jak się czujemy po wycięciu czerwonego guza? Czy operacja się udała? Czy nie ma przerzutów?

Na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na to, że jesteśmy na najlepszej drodze do tego, aby stać się kolejną nauczką dla historii, praktyczną realizacją założeń, jakie Erich Fromm przedstawił w swojej książce „Ucieczka od wolności”. Ludzie wyrwani z socjalistycznego ciepełka prostych, dwubiegunowych decyzji „wolno/nie wolno” nagle z przerażeniem stanęli w obliczu straszliwych „ale”, przerażających „jeżeli” i potwornych „gdyby”. Uginają się pod ciężarem konsekwencji, jakie ponoszą za własne działania i pomysły.

Gdy pod koniec lat 80tych tłumy wylegały na ulice, by zaśpiewać chórem pieśni brodatych bardów, wielu chciało uwierzyć w to, że tak już będzie na zawsze. Mądry lud po powrocie z fabryki usiądzie przy kominku, by poczytać dzieciom „Rozmyślania” Marka Aureliusza … A tu „Idol” i silikonowe wokalistki, teletubisie i pokemony, tańce z gwiazdami i dzieci emo.

Wolność słowa jest mylona z chamstwem, inicjatywy społeczne są wyśmiewane, na prawa obywatelskie powołują się najczęściej ci, którzy w pierwszym rzędzie dążą do ich stłamszenia. Z lewej duchy komunistów, z prawej brązowe koszule, od frontu i za plecami zwykła, ludzka złośliwość.

Może jednak znajdziemy jakieś plusy? Może stwierdzimy w końcu, że właśnie w chaosie ideologii, wpływów i znaczeń najłatwiej można znaleźć swoje miejsce, wprowadzić swój prywatny porządek? Tutaj właśnie kryje się dyskretny urok tego paskudnego kaca po sfermentowanych ideałach. Niech tylko głowa pękająca od upicia demokracją broń boże nie prowadzi nas do stwierdzenia „nigdy już nie będę pił”.

Więcej!

Podaj dalej