Felieton 168 – Definicja bohatera

Zaolziacy – jako mieszkańcy pogranicza – mają wyjątkową sposobność po temu, by obserwować i porównywać tradycje kulturowe i historyczne dwóch państw, które różnią się od siebie jak ogień i woda. W ciągu ostatnich miesięcy najbardziej rzuca mi się w oczy diametralnie odmienna narodowa definicja bohatera.

Polski bohater musi być męczennikiem, musi wybuchnąć jak fajerwerki w spektakularnej przegranej. Dlatego dzieci w szkole uczą się o wszystkich fenomenalnie nieudanych powstaniach przepełnionych krwawymi poświęceniami, które poszły na marne. Od powstania listopadowego po warszawskie – czym bardziej sromotna porażka, tym lepiej.

Na mocy tej żelaznej logiki nikt nie wspomina o dwóch powstaniach wielkopolskich – prawdopodobnie właśnie z tego powodu, że chodziło o jedyne zrywy powstańcze zakończone pełnym sukcesem. A jak wpasować glorię i triumf w szablon bohatera-cierpiętnika?

Najbardziej boli mnie w tym wszystkim wbijanie tej zakrwawionej kliszy w główki małych berbeci. Oburzamy się oglądając afrykańskie dzieci uczące się, jak patroszyć bagnetem przeciwnika, a sami osławiamy pomnik jedenastoletniego żołnierza z karabinem maszynowym.

Ostatnio dziką dyskusję wywołał projekt szkoły w Będzinie – uczniowie odegrają realistyczną inscenizację likwidacji miejscowego getta. Nauczyciele przygotowali już żółte opaski, niemieckie mundury i karabiny. Cieszę się na kolejne inscenizacje – palenia Żydów w Oświęcimiu oraz rzezi Wołyńskiej.

Południowi sąsiedzi serwują Polakom odwrotny biegun do ich festynu męki i zagłady. Czeski bohater musi być sprytny, giętki i szczwany – Czesi nie radzą sobie z cierpieniem, dla nich walka o wolność musi być albo wygodna, albo rozrywkowa i właśnie według tego klucza dobierają swoich bohaterów. Tę bogatą szwejkowską tradycję świetnie wyraża Cimrmanowski cytat „możesz się ugiąć, byle byś się potem wyprostował”. Wroga można wyśmiać – najlepiej prosto w plecy.

Kilka tygodni temu ucichnął na jakiś czas temat braci Mašínów, którzy w latach 50tych w awanturniczy sposób przedarli się przez granice socjalistycznej Czechosłowacji. Słowo „partyzantka” należy tutaj traktować z dużym przymrużeniem oka, ponieważ polegała ona przeważnie na grabieży pieniędzy i amunicji oraz podpalaniu stogów siana. W dodatku grupa braci Mašínów ma na swoim koncie niechlubne morderstwo pewnego funkcjonariusza, któremu poderżnęli gardło pomimo tego, że był on nieprzytomny i związany.

I tutaj, miły Zaolziaku, masz dwie możliwości : czy wybrać model świętujący krwawe ofiary i krucjaty dziecięce, czy też inny – stawiający na piedestale cwaniaczków lub bezdyskusyjnych zbrodniarzy wojennych. Którą opcję wybierasz?

Więcej!

Podaj dalej