Gaz do dechy

TjaktojOstatnio dużo mówi się o organach – i to bynajmniej nie o tych od ścigania czy egzekwowania prawa. Chodzi o bebechy, o te przewody i woreczki, które nosimy w środku i które bolą nas po zbyt hucznie obchodzonych uroczystościach rodzinnych. Tak jakoś zabawnie wyszło, że wszystkie prasowe doniesienia dotyczące trzewi były w ten czy inny sposób związane z motoryzacją.

Pierwszy nagłówek – ministrowie będą rozważać projekt podnoszący dozwoloną szybkość na niektórych segmentach autostrad do 160 kilometrów na godzinę. Policzyłem sobie w tym momencie znajomych, którzy potrafią bezpiecznie prowadzić w tej szybkości. Nawet palce jednej ręki nie zostały w pełni wykorzystane. Później starałem się policzyć ludzi, którzy stanowią potencjalne zagrożenie nawet wtedy, gdy stoją na parkingu. Kalkulator mi się zawiesił. W Polsce takich ludzi (a także wszystkich motocyklistów) nazywa się „dawcami organów”. W związku z obietnicą podniesienia dopuszczalnej szybkości wszystko wskazuje na to, że czeskiej transplantologii świta jutrzenka nadziei.

W tym momencie zrozumiałem (tu wskakuje druga notka prasowa), dlaczego w USA ludzie, którzy zadeklarują dobrowolne ofiarowanie organów, otrzymują jednodolarową zniżkę na kursy prawa jazdy. Rząd po prostu chce im pomóc, by ochotnicy szybciej mogli spełnić swe obietnice! „Dziękujemy za dobre serce (śledzionę, płuco …)! A przy okazji – nie chcesz sobie trochę pojeździć? Nie, nie, nie zapinaj pasów, będzie wygodniej.”

Ostatnia informacja dotarła do nas z Pakistanu. Tam organy sprzedaje się na prawo i na lewo, nie ma żadnych regulacji. I tak pewien rolnik wykorzystał fakt, iż jego żona była w szpitalu na jakimś zabiegu i umówił się potajemnie z lekarzami. Po jakimś czasie kobita znowu trafiła w szpitalne progi. Okazało się, iż diagnozowane zapalenie dróg moczowych jest konsekwencją operacji odebrania nerki. Żona podała sprawę do sądu. I tu też – wbrew pozorom – jest związek z motoryzacją. Otóż przedsiębiorczy mężulek kupił sobie za zarobioną forsę … ciągnik! Historia ta zamyka więc całe koło. Dzięki samochodom – nowe organy. Dzięki organom – nowy traktor.

I niech ktoś mi jeszcze powie, że nic na tym świecie nie ma sensu.

2 Comments

  • NA wszelki wypadek w dowodzie powinno być zaznaczone czy po naszej śmierci chcemy być dawcą organów.
    Za życia na pewno nie oddałabym żadnego organu, tym bardziej nerki. Gdyby tak przypadkiem uszkodziła się ta jedna, która mi pozostała…to cóż mi wtedy pozostaje?…

  • A no widzisz, nie wiem dokladnie jak w Polsce, ale podejrzewam, ze prawo jest podobne jak w Czechach. W USA na przyklad musisz sie zglosic do rejestru dawcow organow. W Europie jest z reguly tak, ze kazdy po smierci automatycznie staje sie dawca i trzeba sie zglosic do rejestru, jak nie chcesz, aby ci cokolwiek wycinali … Ja w sumie nie mam oporow – mialyby sie robaczki karmic, tak to moze komus pomoze.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *