
Chrobotanie myszki pod zlewem, gruchanie gołębi w kominie i nikły promyk światła przedzierający się przez żaluzje przekonał mnie, że – być może, prawdopodobnie, chyba, miejmy nadzieję, w końcu – nadeszła wiosna. Po zwyczajowej, środkowoeuropejskiej półrocznej zimie.
Jako stwór zgoła nieśnieżny i niepluchowy, wykazujący w zimowych miesiącach zerową aktywność fizyczną na świeżym powietrzu, cieszę się niezmiernie z tych dni wyzwolenia. Oznaczają bowiem zakończenie przymusowego aresztu w towarzystwie komputera, który przestaje być wymuszonym towarzyszem pracy i zabawy.
W związku z powyższym niepokojem napawa mnie wizja nakreślona w tych dniach przez naukowców – w ciągu pięciu lat ma ruszyć pierwszy prototyp superkomputera naśladującego swoją budową działanie ludzkiego mózgu. Zdaniem wielu ekspertów może to być decydujący krok w procesie tworzenia sztucznej inteligencji, krzemowego bytu świadomego.
Jakoś zapominamy, że „dzięki” świadomości ludzkość odkryła także wszystkie smakołyki wysokiej cywilizacji – najwymyślniejsze rodzaje okrucieństw, ekscentryczne zachowania seksualne, skomplikowane choroby psychiczne i cywilizacyjne, a nawet programy typu reality show!
To wszystko będzie teraz mogło powstawać w krzemowych mózgach. Taki komputer będzie już mógł wpaść w depresję z powodu wzrostu cen akcesoriów, może stać się nałogowym graczem gier komputerowych (czyli swego rodzaju onanistą), założyć zespół disco polo albo prowadzić z innymi komputerami długie rozważania, czy twórcy zaprogramowali je na swoje podobieństwo.
W sumie więc nie wydaje mi się, że zagrażają nam inwazje superinteligentnych maszyn do zabijania, nie będzie Golemów, Frankensteinów, Terminatorów … Wręcz przeciwnie, w najgorszym wypadku nasze twory będą się zachowywały tak samo jak my. Jak powiedział Jean Paul Sartre – „Żadnych palenisk nie trzeba. Piekło to inni”.