featured - Darek Jedzok / blog & archiwum Wed, 01 Jun 2016 14:04:17 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Felieton 250 – Masakra jak z bajki /2015/05/31/felieton-250-masakra-jak-z-bajki/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-250-masakra-jak-z-bajki Sun, 31 May 2015 18:03:07 +0000 /?p=5042 Od lat trwa dyskusja na temat przemocy w telewizji i w grach komputerowych. Podobno media psują nam dzieci i wychowują nową generację nieczułych psychopatów. Ale czy w przeszłości było inaczej? Zapominamy o tym, że dzisiaj nasi milusińscy oglądają bardzo ugrzecznione opracowania popularnych baśni. Jakoś udało nam się zepchnąć w podświadomość fakt, jak krwawe były ich […]

The post Felieton 250 – Masakra jak z bajki first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Od lat trwa dyskusja na temat przemocy w telewizji i w grach komputerowych. Podobno media psują nam dzieci i wychowują nową generację nieczułych psychopatów. Ale czy w przeszłości było inaczej?

Zapominamy o tym, że dzisiaj nasi milusińscy oglądają bardzo ugrzecznione opracowania popularnych baśni. Jakoś udało nam się zepchnąć w podświadomość fakt, jak krwawe były ich oryginalne wersje.

Pamiętacie baśnie braci Grimm? Macocha Kopciuszka, dowiedziawszy się o królewiczu poszukującym stópki mieszczącej się w trzewiczku, amputowała jednej córce palce, a drugiej – piętę. Gdy sprawa się rypła, dwa gołąbki wydziobały siostrom oczy; dziewczyny spędziły resztę życia jako ślepe żebraczki.

A inne historie? Jaś i Małgosia spalili Babę Jagę w piecu. Żywcem. W oryginalnej wersji bajki o Królewnie Śnieżce Zła Królowa zleca myśliwemu zabicie pasierbicy – na dowód wykonania zadania myśliwy ma przynieść wątrobę i płuca dziewczyny. Na końcu bajki Królewna odpłaca pięknym za nadobne – zaprasza macochę na swój ślub, gdzie goście weselni obuwają antagonistce żelazne trzewiki rozgrzane do czerwoności. Macocha musi w nich tańczyć tak długo, aż padnie trupem.

Ciągle za mało? W porównaniu ze starszymi wersjami nawet baśnie Grimmów były nieszkodliwą anegdotką. Zajrzyjmy do XIV-wiecznego romansu “Perceforest”, który zawiera najstarszą udokumentowaną wersję opowieści o Śpiącej Królewnie. Gdy bohater, Troylus, znajduje piękną Zellandynę w stanie głębokiego uśpienia, bynajmniej nie kończy na pocałunku. Rycerz gwałci śpiącą królewnę, a ta zachodzi w ciążę, by po dziewięciu miesiącach – nadal w stanie śpiączki – urodzić zdrowe dziecko. Dopiero jej syn, myląc palec z sutkiem, wysysa truciznę i wybudza matkę ze śpiączki. Tego nie zobaczycie na Disney Channel.

We francuskiej wersji z XVI wieku nie jest o wiele lepiej – tutaj gwałcicielem jest król, któremu śpiąca dziewoja, Thalia, powija dwójkę dzieci, a te budzą matkę wysysając truciznę. Gdy Królowa dowiaduje się, że mąż nie potrafi upilnować swojego monarszego korzonka, każe słudze, aby uprowadził bękartów, a kucharzowi, aby przygotował z nich pieczeń dla króla. Władca ze smakiem zjada obiad, podczas gdy Thalia, rozebrana do naga, prowadzona jest na stos. Król w ostatniej chwili ratuje dziewczynę – zamiast niej w płomieniach ginie królowa i sługa. Kucharz uchodzi z życiem, gdy okazuje się, że dzieci są całe i zdrowe – król zjadł pieczęć z jagnięciny.

Do stosunkowo dużych zmian w komunikacji z najmłodszymi doszło też w ciągu ostatnich kilku dekad. Opublikowane niedawno archiwum kultowej Ulicy Sezamkowej pokazało, jak wyglądała telewizyjna rozrywka, zanim na antenie zapanowała poprawność polityczna. Jedna animacja opowiada historię “Grubych kolan Wandy“, dziewczynki, która spasła się, ponieważ była leniwa i nie chciała bawić się z innymi dziećmi na dworze.

W innym filmiku dzieci uczyły się litery “O” od… dilera literek. Podejrzany pan w kapeluszu i długim płaszczu nagabuje jedną z pacynek i próbuje jej sprzedać towar, śpiewając “Może chciałbyś kupić “O”, okrągłe i fajne”?

Myślę więc, że możemy wrzucić na luz, skoro słuchanie bajek o obcinaniu palców i paleniu emerytów w piecu nie zrobiło z nas sadystów i degeneratów. Nasze dzieci też wyjdą na ludzi.

grafika: ShapK

The post Felieton 250 – Masakra jak z bajki first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 248 – Panie, wspomóż lajkiem /2015/04/06/felieton-248-panie-wspomoz-lajkiem/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-248-panie-wspomoz-lajkiem Mon, 06 Apr 2015 15:59:01 +0000 /?p=5020 Wieść gminna niesie, że Stanisław Lem powiedział: “Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. Przesyt informacjami ma sprawiać, że nie potrafimy już ich zdobywać, segregować ani wykorzystać. Przyjmujemy je i – nie trawiąc – przesyłamy dalej. Czy sieć nad sieciami faktycznie robi nam modem z mózgów?   Wiele badań […]

The post Felieton 248 – Panie, wspomóż lajkiem first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Wieść gminna niesie, że Stanisław Lem powiedział: “Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. Przesyt informacjami ma sprawiać, że nie potrafimy już ich zdobywać, segregować ani wykorzystać. Przyjmujemy je i – nie trawiąc – przesyłamy dalej. Czy sieć nad sieciami faktycznie robi nam modem z mózgów?
 
Wiele badań wskazuje na to, że z naszymi umysłami faktycznie jest coś nie teges. Nieprzerwany strumień wrażeń oraz nacisk na wielozadaniowość sprawiają, że starsi internauci tracą zdolność koncentracji nad tekstem, a młodsi wcale jej nie zdobywają. Bezosobowa komunikacja on-line nie hamuje w nas negatywnych emocji i szybciej radykalizuje dyskusję, a możliwość kasowania znajomych sprawia, że możemy otaczać się grupką przyklaskiwaczy i stopniowo stracić z widoku wszystkie inne opinie. Zamykamy się w cybernetycznym kokonie.
 
Jedną z najbardziej sromotnych – chociaż od początku przewidywanych – porażek tego wszechmedium jest fakt, że narzędzie informacji stało się stopniowo młotem dezinformacji. Dzisiaj każdy może pisać, niestety. Upada autorytet specjalisty, w dyskusji nie wygrywają kompetencje i wiedza, ale bon mot i cięta riposta. Szerzą się teorie spiskowe i irracjonalny bulszit.
 
W tej całej beznadziei tli się jednak obiecujący promyk. W sieci szybko aktywizują się nie tylko negacjoniści Holokaustu lub lądowania na Księżycu, ale też pozytywne, oddolne ruchy społeczne. Kilka miesięcy temu obserwowałem, jak po ataku terrorystycznym w Sydney i pierwszych antyislamskich zajściach na australijskim Twitterze ruszyła spontaniczna akcja wspierająca miejscowych muzułman. W Internecie jak wirus szerzył się znaczek #illridewithyou (pojadę z Tobą) – każdy uczestnik akcji proponował w ten sposób swoim muzułmańskim znajomym, że może towarzyszyć im w środkach transportu, kiedykolwiek poczują się zagrożeni.
 
Od lat pojawiają się setki podobnych ogólnoświatowych akcji – jedna wspiera badania nad chorobą, inna wyraża solidarność z ofiarami tej lub innej tragedii; jedni wylewają na głowę kubeł zimnej wody, inni “są Charlie”. Płytkie i krótkotrwałe zrywy, powiecie. Lajkiem dziecka nie nakarmisz, lajkiem martwych nie wskrzesisz, powiecie. I macie całkowitą rację. Tyle, że moim zdaniem nawet tak prościutkie akcje pozostawiają jakiś ślad, poczucie solidarności. Lekkie, bo lekkie, ale jest.
 
Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem staje się ludzkie ego, które napędza podobne inicjatywy. Większość uczestników wcale nie płacze nad ofiarami tragedii na drugim końcu świata, nie jedzie pierwszym autobusem do schroniska, aby oddać pół wypłaty głodnym zwierzętom. Ot, poprawi sobie lajkiem samoocenę, na chwilę poczuje się dobrze, a później prześle informację dalej. Za chwilę dobrze czuje się ktoś inny, raz na ruski rok może ktoś pomoże. Taki mały, cyfrowy cud.
 
Może więc Internet jednak nie jest taki zły, skoro potrafi przekuć na plus nawet tak paskudne ludzkie cechy, jak narcyzm i egoizm?
 
Taki sobie pozytywny akcent wymyśliłem – ale nie przejmujcie się zbytnio tym, co piszę. Jestem tylko idiotą z neta.
 
Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot (02/2015)
 

The post Felieton 248 – Panie, wspomóż lajkiem first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Kupię tanio szufladkę dla Charlie Hebdo /2015/01/10/kupie-tanio-szufladke-dla-charlie-hebdo/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=kupie-tanio-szufladke-dla-charlie-hebdo Sat, 10 Jan 2015 11:03:39 +0000 /?p=4935 Najwidoczniej Charlie Hebdo są o wiele lepszymi satyrykami, niż sądziłem na początku.   Chociaż w rysunkach zamieszczanych w czasopiśmie obrywały po równo wszystkie frakcje polityczne, od kilku dni trwają próżne starania o zaszufladkowanie magazynu – zgodnie z zasadą “uderz w stół” środowiska prawicowe uważają magazyn za lewacki, podczas gdy lewicowcy doklejają mu łatkę ultraprawicy.   […]

The post Kupię tanio szufladkę dla Charlie Hebdo first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Najwidoczniej Charlie Hebdo są o wiele lepszymi satyrykami, niż sądziłem na początku.
 
Chociaż w rysunkach zamieszczanych w czasopiśmie obrywały po równo wszystkie frakcje polityczne, od kilku dni trwają próżne starania o zaszufladkowanie magazynu – zgodnie z zasadą “uderz w stół” środowiska prawicowe uważają magazyn za lewacki, podczas gdy lewicowcy doklejają mu łatkę ultraprawicy.
 
Jakimś cudem Charlie Hebdo jest jednocześnie seksistowski i feministyczny, homofobiczny i dżenderowy.
 
Zaczynam zbierać te reakcje. Jeżeli wpadniecie na coś ciekawego, rzućcie, pliz.
 

 
“Poza karykaturami Mahometa, w tygodniku pojawiały się też np. obrazki, przedstawiające ciężarne kobiety o ciemnej skórze, z wykrzywionymi twarzami żądające zasiłków socjalnych – trudno lepiej wpisać się w skrajnie prawicowy dyskurs pogardy wobec kolorowych imigrantów, żerujących na zachodnich państwach.” źródło: http://strajk.eu/index.php?article=548
 
“Ten skrajnie lewicowy szmatławiec jest pod względem swego poziomu artystycznie porównywalny chyba tylko z performansami dalszych bohaterów dekadenckiego Zachodu – Pussy Riot lub Femen.”
tłumaczenie z czeskiego, źródło: Protiproud

 
BONUS:
Skoro nie da się jasno określić politycznych inklinacji, zawsze można po prostu zhejtować ofiary:
 

 

The post Kupię tanio szufladkę dla Charlie Hebdo first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 235 – Zaolzie górą /2014/05/10/felieton235-zaolzie-gora/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton235-zaolzie-gora Sat, 10 May 2014 09:07:49 +0000 /?p=4681 W słynnej scenie z „Żywota Briana” główny bohater woła do tłumu „Wszyscy jesteście różni!”, na co ludzie jednogłośnie odpowiadają „Tak, wszyscy jesteśmy różni!”. Jeden z moich ulubionych ubiegłorocznych cytatów sięga prawie takich montypythonowskich wyżyn – wypowiedź dotyczy Zaolzia, a jej autorem jest pewien polski polityk. Kto ma oczy, niechaj czyta …   Wpadłem na ten […]

The post Felieton 235 – Zaolzie górą first appeared on Darek Jedzok.

]]>
W słynnej scenie z „Żywota Briana” główny bohater woła do tłumu „Wszyscy jesteście różni!”, na co ludzie jednogłośnie odpowiadają „Tak, wszyscy jesteśmy różni!”. Jeden z moich ulubionych ubiegłorocznych cytatów sięga prawie takich montypythonowskich wyżyn – wypowiedź dotyczy Zaolzia, a jej autorem jest pewien polski polityk. Kto ma oczy, niechaj czyta …

 

Wpadłem na ten tekst całkowicie przez przypadek w trakcie przeglądania archiwum artykułów na stronie Zwrotu, i dopiero po drugim przeczytaniu odkryłem jego uroczy, niezamierzony komizm. Co takiego zostało powiedziane? Cytuję: „Zaolzie jest bardzo ważnym miejscem na mapie Czech z punktu widzenia zamieszkałych tam Polaków“. Łapiecie?

 

Moim zdaniem to najzabawniejszy, a jednocześnie najsmutniejszy komentarz dotyczący samooceny Zaolziaków. Oczywiście, że jesteśmy ważni – zwłaszcza z naszego punktu widzenia. To tak, jakby jedynaczka chwaliła się, że jest ulubioną córką swojej matki; tak, jakby ktoś samemu sobie przybijał piątkę albo lajkował własny status na Facebooku. To tak, jak wygrać w jednoosobowym wyścigu.

 

Od dawna wiadomo, że lubimy uważać się za niepowtarzalnych. Kilka lat temu Czeski Cieszyn odwiedził redaktor dużego polskiego dziennika, by przeprowadzić cykl wywiadów z miejscowymi działaczami i osobistościami. Gdy w trakcie rozmowy ktoś wspomniał o „skomplikowanych, lokalnych zależnościach” dziennikarz wyszedł na chwilę z roli i uśmiechnął się pobłażliwie. Wyznał, że od lat odwiedza grupy polonijne i w tym czasie przekonał się tylko o jednym – wszystkie te społeczności zgodnie uważają, że są wyjątkowe i borykają się z wyjątkowymi trudnościami, podczas gdy tak naprawdę te problemy i „nieprzekładalne niuanse” są wszędzie dokładnie takie same. Karwina, Wilno czy Lwów, jeden pies. Chórem wołamy „wszyscy jesteśmy różni!”.

 

Szto zdiełać? Myślę, że powinniśmy mieć więcej ikry i porządnie rozkręcić tę machinę autopromocji. Ludzie „spoza” nadal nie doceniają tego, że Zaolziacy są największą polską mniejszością w Czechach. Idźmy dalej – wykrzyczmy światu, że Zaolzie jest jednoznacznie najlepszym Zaolziem na świecie! Trzeba tylko stanowczo zagłuszyć sceptyków przypominających, że jednocześnie jest ono także najgorszym istniejącym Zaolziem.

 

Jak mówi lokalna mądrość – i tu kolejny subtelny morał z wypowiedzi wspomnianego polityka –  „nikt mnie nie pochwoli tak dobrze, jak jo se sóm”.

 

The post Felieton 235 – Zaolzie górą first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 237 – Jak przeżyć III wojnę światową /2014/03/09/felieton-237-jak-przezyc-iii-wojne-swiatowa/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-237-jak-przezyc-iii-wojne-swiatowa Sun, 09 Mar 2014 18:26:08 +0000 /?p=4414 W związku ze zbliżającym się konfliktem zbrojnym postanowiłem spisać listę cennych rad dla moich rówieśników, czyli generacji, która dotychczas znała wojnę tylko z Szeregowca Ryana oraz nocnych sesji gry Call of Duty.   Po pierwsze – koniec żartów, pora zacząć śledzić blogi modowe. W tym sezonie modne będzie moro na wszystkie możliwe sposoby, zwłaszcza w […]

The post Felieton 237 – Jak przeżyć III wojnę światową first appeared on Darek Jedzok.

]]>
W związku ze zbliżającym się konfliktem zbrojnym postanowiłem spisać listę cennych rad dla moich rówieśników, czyli generacji, która dotychczas znała wojnę tylko z Szeregowca Ryana oraz nocnych sesji gry Call of Duty.

 

Po pierwsze – koniec żartów, pora zacząć śledzić blogi modowe. W tym sezonie modne będzie moro na wszystkie możliwe sposoby, zwłaszcza w odcieniach ceglanego kurzu i popiołu. Trendy dodatkami staną się noże, koktajle Mołotowa i bandaże z brązowymi plamami. Bądźcie kreatywni!

 

Kryzys wojenny jest także świetną okazją dla bloggerów kulinarnych. Nie wymyślaj jednak fanaberii, układaj przepisy ze składników, które są dostępne dla wszystkich – na przykład z mąki, garści ryżu lub kota złapanego w zgliszczach ratusza.

 

Po drugie – osobom zdecydowanym na rozpoczęcie przygody w ruchu oporu zdecydowanie polecam wyłączyć na telefonach aplikacje rejestrujące lokalizację. Pamiętaj, że wróg też siedzi na Facebooku i Foursquare.

 

Jeżeli nadal nie jesteś pewny/pewna, czy zapisać się do podziemia, to stanowczo polecam. Walka partyzancka zapewnia niebywałą grywalność, grafikę 3D w wysokiej rozdzielczości, interaktywność otoczenia, wysoką inteligencję przeciwników i – oczywiście – opcję multiplayera. Jedynym mankamentem jest ograniczona ilość żyć na całą grę.

 

Po trzecie – warto poćwiczyć naturalne odruchy w sytuacjach kryzysowych. Jeżeli zauważymy ranną osobę, to NAJPIERW pomagamy i opatrujemy obrażenia, a dopiero potem robimy i wysyłamy słit focię na fejsa. Kacze dzioby są zdecydowanie w złym tonie.

 

Po czwarte – uważaj na przejścia obcych wojsk. Jeżeli przeczytasz na Twitterze, że zbliżają się Rosjanie, schowaj siostrę i smartfona.

 

Po piąte – nie, radiacja po wybuchu nuklearnym nie zastąpi solarium. Nawet nie próbuj.

 

I w końcu – w razie jakichkolwiek pytań lub wątpliwości poproś dziadka lub innego weterana poprzedniej globalnej wojny o zorganizowanie warsztatów na temat szmuglowania pożywienia i odzieży lub domowej produkcji broni.

 

Życzę udanej rozrywki – trzymam kciuki i spust.

 

The post Felieton 237 – Jak przeżyć III wojnę światową first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 236 – Igrzyska w Kijowie /2014/02/25/felieton-236-igrzyska-w-kijowie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-236-igrzyska-w-kijowie Tue, 25 Feb 2014 09:09:48 +0000 /?p=4407 Szanowni widzowie, witam w transmisji z kolejnego dnia Igrzysk Zimowych Kijów 2014, wielkiego święta sportu, emocji i odmrożeń. Zapraszam do relacji z poszczególnych dyscyplin. (Photo © 2013 IMB / Marc Ira Hooks)   Kilkanaście minut temu rozpoczęły się wyścigi ukraińskich biatlonistów. Zawodnicy mają już za sobą pierwszy etap, czyli wspinaczkę na dachy domów – właśnie […]

The post Felieton 236 – Igrzyska w Kijowie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Szanowni widzowie, witam w transmisji z kolejnego dnia Igrzysk Zimowych Kijów 2014, wielkiego święta sportu, emocji i odmrożeń. Zapraszam do relacji z poszczególnych dyscyplin.
(Photo © 2013 IMB / Marc Ira Hooks)

 

Kilkanaście minut temu rozpoczęły się wyścigi ukraińskich biatlonistów. Zawodnicy mają już za sobą pierwszy etap, czyli wspinaczkę na dachy domów – właśnie zajmują pozycje do oddania strzałów. Gorącym faworytem jest oczywiście Sergiej Zakatrupin, rosyjski zawodnik, który w tym roku wyjątkowo startuje w żółto-niebieskich barwach. W ostatnim wywiadzie uchylił rąbka tajemnicy swojej tegorocznej strategii – zamierza strzelać przede wszystkim w wolontariuszy i medyków. Jest ich mniej, a więc celne strzały są lepiej punktowane, a w dodatku większość z nich nosi na piersi czerwony krzyż na białym tle, co przy złej widoczności znacząco ułatwia celowanie. Niestety na placu nie ma dzieci – małych, ruchliwych, a więc najwyżej punktowanych celów.

 

Tymczasem na stadionie zimowym trwają zmagania łyżwiarzy figurowych, kategoria polityków. Zawodnicy z całego świata zaprezentowali dotychczas szczytową kondycję w tworzeniu wysublimowanych, efektownych wyrazów poparcia. Wspaniały, ekscytujący pokaz zwycięstwa formy nad treścią. Wszyscy niecierpliwie oczekują wystąpienia amerykańskiego prezydenta, który przyjedzie do Kijowa z układem tanecznym pod tytułem „Jestem Kijowianinem – Ja Kyjiwljanyn”, alegoryczną parafrazą przemówienia, które Kennedy wygłosił w Berlinie Zachodnim w 1963 roku. Dziś rano Radosław Sikorski podbił serca publiczności swoim występem w takt melodii „Dumka na dwie kostki brukowe”. Jedynym zgrzytem były protesty Antoniego Macierewicza, zdaniem którego srebrne cekiny na trykocie ministra przypominają błyszczący kadłub prezydenckiego Tupolewa – chwiejne lądowanie po wykonaniu potrójnego Rittbergera było więc obrazą wszystkich ofiar smoleńskiej katastrofy.

 

Za chwilę rozpoczną się także zawody w łyżwiarstwie szybkim, wyścig po żebrolajki, w którym wystartują najlepsi panczeniści z portali informacyjnych i facebookowych stron. Na starcie czekają już trzej zawodnicy: „SZOK! Strzelają do ludzi i zabijają na śmierć! Mamy zdjęcia!”, “Ranna uczestniczka protestów. Lubię – komentarz, nie lubię – lajk!” oraz „Ukraińska stolica skąpana we krwi! Obejrzyj galerię i polub naszą stronę”.

 

To tyle na dziś, proszę państwa. Tegoroczna olimpiada powoli zbliża się do końca, jednak duch sportu żyje – wieść niesie, że kolejne igrzyska odbędą się już za niedługo w Bośni i Hercegowinie. Do usłyszenia wkrótce!

 

The post Felieton 236 – Igrzyska w Kijowie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 234 – Najlepszy rok w historii ludzkości /2014/02/04/felieton-234-najlepszy-rok-w-historii-ludzkosci/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-234-najlepszy-rok-w-historii-ludzkosci /2014/02/04/felieton-234-najlepszy-rok-w-historii-ludzkosci/#comments Tue, 04 Feb 2014 09:29:25 +0000 /?p=4391 Nigdy nie byłem trzpiotowatym optymistą, generalnie lubię sobie pomarudzić i popsioczyć. Po co się do tego przyznaję? A po to, aby nadać wagi następującemu przekazowi – rok 2013 był dla nas, obywateli świata, wspaniały.   W grudniu kilka razy trafiłem na tekst opisujący ten rok jako najlepszy w historii ludzkości. Komentarze pod artykułem były z […]

The post Felieton 234 – Najlepszy rok w historii ludzkości first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Nigdy nie byłem trzpiotowatym optymistą, generalnie lubię sobie pomarudzić i popsioczyć. Po co się do tego przyznaję? A po to, aby nadać wagi następującemu przekazowi – rok 2013 był dla nas, obywateli świata, wspaniały.

 

W grudniu kilka razy trafiłem na tekst opisujący ten rok jako najlepszy w historii ludzkości. Komentarze pod artykułem były z reguły wypełnione prześmiewczymi prychnięciami – jak ktokolwiek przy zdrowych zmysłach może chwalić czasy wypełnione kataklizmami i zamachami terrorystycznymi? Co na to rodzice dzieci, które zginęły podczas ataków chemicznych w Syrii?

 

Autorzy takich opinii nie zauważają (lub ignorują) zasadniczą różnicę – „lepszy” wcale nie znaczy „dobry”. Jesteśmy agresywnym, zachłannym gatunkiem i rzeczywistość, którą współtworzymy, dosyć wiernie to odzwierciedla. To jednak nie znaczy, że nie robimy pewnych postępów. Krok po kroczku.

 

W sierpniowym felietonie dla Głosu Ludu wspominałem o książce Stevena Pinkera, który na przestrzeni ponad 700 stron udowadnia, że świat – wbrew pozorom – idzie ku lepszemu. Zachęcam do obejrzenia jego krótkiego wykładu na internetowym uniwersytecie TED. Są polskie napisy.

 

 

 

Pinker przy użyciu precyzyjnych statystyk dowodzi, jak naiwna jest tęsknota do starych, rzekomo dobrych czasów. A takich głosów niestety nie brakuje – jedni straszą wizjami końca i degradacji, aby zapanować nad motłochem, innym pasuje to do głoszonej ideologii, jeszcze inni czerpią z tego chyba jakąś masochistyczną satysfakcję. Do tej ostatniej grupy zaliczam na przykład czeskiego socjologa Jana Kellera, który od lat uparcie płodzi płaczliwe teksty o prawie eschatologicznym zacięciu. Nie podaje żadnych danych, liczb, konkretnych argumentów – po prostu jest źle i już, wszyscy jesteśmy „zniewoleni” przez media, „ubijani” przez drapieżne korporacje, „masowo gwałceni” przez ideologie.

 

Wieszcze Armagedonu zdają się zapominać o tym, że wiele z tych okropnych, ostrych pojęć stało się u progu XXI wieku dysfemizmami – jednym ze znaków postępu jest właśnie ten niepozorny cudzysłów. To, co w XX wieku nazwaliśmy „ludobójstwem”, wcześniej było po prostu stanowczą polityką zagraniczną. Jak zauważa Pinker – to, że Hitler musiał wymyślać preteksty do aneksji Czechosłowacji, pokazuje, jak bardzo zmieniło się nasze myślenie od czasów prostego „veni, vidi, vici”.

 

Pomimo dwóch wojen światowych wiek XX wcale nie był najkrwawszym w historii – ginie więcej ludzi, ponieważ jest nas coraz więcej. Statystycznie – biorąc pod uwagę ilość gwałtownych śmierci na 10.000 mieszkańców – wojna w Europie była mniej krwawa niż czasy pokoju w średniowiecznym mieście i mniej więcej tak samo okrutna jak życie w tradycyjnej społeczności plemiennej (patrz niżej).

 

 

Dobrą ilustracją jest też przesunięcie znaczenia słowa „zniewolenie”. Dwieście lat temu prawdziwe niewolnictwo było całkowicie normalnym elementem gospodarki cywilizowanych krajów, a jego obrońcy z pełną powagą wznosili argumenty ekonomiczne, polityczne i moralne. Zresztą nie trzeba się cofać tak daleko – ostatnie państwo zniosło niewolnictwo dopiero w 1981 roku. To, że dzisiaj nazywamy zniewoleniem „tylko” upokarzającą, źle płatną pracę, jest niesamowitym sukcesem.

 

To jednak tylko kropla w morzu zmian, które zasłania nam nieustanny strumień krwi i bólu wylewający się z ekranów. Wiadomości skupiają się na wypadkach i nieszczęściach, w konkursach o najlepsze fotografie prasowe wygrywają zdjęcia ukazujące strach i cierpienie – nie dziwota, że widzowie nabierają wrażenia, że ten świat jest zdrowo popaprany.

 

Prawdę powiedziawszy – jest. Tyle, że wcześniej był jeszcze bardziej.

 

Gdzie dowody? Ależ proszę bardzo – na stronie www.humanprogress.org zgromadzone zostały ogólnoświatowe statystyki z wielu dziedzin życia społecznego. W połączeniu z liczbami i grafami podawanymi przez Pinkera wnioski są zaskakująco jasne – żyjemy dłużej i dostatniej, w coraz bardziej bezpiecznym, sprawiedliwym i tolerancyjnym społeczeństwie. Wprawdzie rozmnażamy się na potęgę i zgodnie z tezami Malthusa zaczynamy się dusić pod własnym ciężarem, ale nic to – jesteśmy sprytni, na pewno coś wymyślimy.

 

Podobno już tylko miesiące dzielą nas od ostatecznego wyeliminowania polio, następnej choroby usuniętej na zawsze przez program szczepień. Kolejne państwa przyjmą ustawy zapewniające prawa kobiet, dzieci i mniejszości lub dbające o dobrostan zwierząt. Wszystko wskazuje na to, że wkraczamy w kolejny najlepszy rok w dziejach. Całkiem nieźle, jak na gatunek agresywnej, łysej małpy.

 

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot

 

The post Felieton 234 – Najlepszy rok w historii ludzkości first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2014/02/04/felieton-234-najlepszy-rok-w-historii-ludzkosci/feed/ 6
Felieton 232 – Nerwowy marsz /2013/12/01/felieton-232-nerwowy-marsz/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-232-nerwowy-marsz Sun, 01 Dec 2013 17:42:31 +0000 /?p=4345 Jak co roku w listopadzie powraca temat Marszu Niepodległości. W Warszawie odbyło się kilka marszów, biegów i uroczystości, ale na pierwsze strony trafiły prawie wyłącznie relacje z pokazu brakujących ogniw ewolucji, który zakończył się tradycyjną rozwałką i serią podpaleń. Ku czci Ojczyzny, oczywiście. Tym razem nacjonaliści wyszli z domów wyjątkowo podenerwowani. Może ultraprawicowcy wstali – […]

The post Felieton 232 – Nerwowy marsz first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Jak co roku w listopadzie powraca temat Marszu Niepodległości. W Warszawie odbyło się kilka marszów, biegów i uroczystości, ale na pierwsze strony trafiły prawie wyłącznie relacje z pokazu brakujących ogniw ewolucji, który zakończył się tradycyjną rozwałką i serią podpaleń. Ku czci Ojczyzny, oczywiście.

Fot. Marcin Wziontek Photography
Fot. Marcin Wziontek Photography

Tym razem nacjonaliści wyszli z domów wyjątkowo podenerwowani. Może ultraprawicowcy wstali – o, ironio! – lewą nogą, może mama znowu zapomniała użyć płynu do tkanin i kominiarka nieznośnie drapała młodych patriotów w policzki … W każdym razie efekt był taki, że uczestników marszu irytował dosłownie każdy napotkany obiekt.

A tu budka przy ambasadzie stoi wyzywająco, a tu drzewka pokazują gałązkami antypolskie gesty, a tu tęcza zboczona wypina się łukiem. W dodatku ta ostatnia była świeżo po rekonstrukcji, co przedstawiało kolejną prowokację – zleceniodawcy musieli przecież wiedzieć, że jedenastego przyjdzie walec i wyrówna. Perfidia i cwaniactwo, ot co. Nie dziwota, że narodowcom puściły nerwy.

Ale na tym nie koniec, Marsz obfitował przecież także w pozytywne wydarzenia i inicjatywy, które znowu zostały przekręcone przez żydomasońskie media. Grupa pro-społecznych aktywistów z Obozu Narodowo Radykalnego dowiedziała się o trudnej sytuacji młodych rodzin mieszkających w squotach, a więc – skoro zima za pasem – podbiegła do budynków z koktajlami Mołotowa, by zamontować na dachu zaimprowizowane ogrzewanie. Na głównej scenie wystąpił przedstawiciel węgierskiej partii Jobbik, który w mowie swoich ojców podał przepis na pyszny gulasz – niestety w wyniku niedbałego tłumaczenia przemówienie zostało odebrane jako nacjonalistyczna agitacja. W dodatku media na usługach rządu, gejów i Ruskich przedstawiły fałszywy obraz zamieszek i demolowania ulic Warszawy. Tak naprawdę były one częścią zwykłej historycznej rekonstrukcji tzw. „czarnego poniedziałku”, czyli zniszczenia stolicy w 1939 roku przez niemieckie bombowce.

Nic dziwnego, że rozgoryczeni, zdezorientowani radykałowie kilka razy pogubili się w sytuacji – i to nie tylko w Warszawie. Na białostockim cmentarzu przedstawicielom Narodowego Odrodzenia Polski przydarzyło się małe faux pas, kiedy przez przypadek pozdrowili ofiary nazizmu gestem „sieg heil” (vel „rzymski salut” vel „tyle śniegu u nas na wsi napadało”). Pod koniec dnia sfrustrowani narodowcy całkowicie stracili już spójną koncepcję i na wszelki wypadek protestowali przeciwko wszystkiemu – nie tylko lewakom, Murzynom i Unii Europejskiej, ale też przeciwko globalnemu ociepleniu i organizacjom międzynarodowym („Nie dla kłamstw klimatycznych ONZ!”).

Sytuacja jest poważna i obawiam się, że rozwiązanie jest tylko jedno – niestety tak radykalne, jak myśl Obozu Narodowego.

Melisa. Dużo, dużo melisy.

W przyszłym roku organizatorzy Marszu powinni poprosić o pomoc polskich zielarzy i przygotować kilkaset hektolitrów naparu, który będzie podawany przez cały dzień – doraźnie i prewencyjnie. W ten sposób być może uda się stworzyć na tyle miłą i ciepłą atmosferę, że nikt z uczestników nie będzie chciał jej podgrzewać benzyną, racami świetlnymi, tudzież podpalaniem stołecznych ulic.

Tymczasem apeluję zaś do mam i babć naszych nacjonalistów – pierzcie synkom kominiarki w Perwollu. Dopóki się nie dowiedzą, że producentem są Niemcy, będą wracali z demonstracji zadowoleni, uśmiechnięci i pachnący. Nawet tęcza ich nie ruszy.

 

 

 

 

The post Felieton 232 – Nerwowy marsz first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 228 – Honor słabeuszy /2013/08/24/felieton-228-honor-slabeuszy/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-228-honor-slabeuszy /2013/08/24/felieton-228-honor-slabeuszy/#comments Sat, 24 Aug 2013 18:20:42 +0000 /?p=4300 Podczas meczu z litewskimi piłkarzami kibice Lecha rozwinęli transparent z hasłem „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”. Kibole, uważani w konserwatywnych kręgach za obrońców patriotyzmu i tradycyjnych wartości, po raz kolejny pokazali klasę. A dokładniej – zerówkę.  Akcje przeprosin i gesty solidarności z Litwinami zostały od razu zaatakowane jako tchórzowskie i zdradzieckie. Podobno jakiś czas […]

The post Felieton 228 – Honor słabeuszy first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Podczas meczu z litewskimi piłkarzami kibice Lecha rozwinęli transparent z hasłem „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”. Kibole, uważani w konserwatywnych kręgach za obrońców patriotyzmu i tradycyjnych wartości, po raz kolejny pokazali klasę. A dokładniej – zerówkę. 

Umbrella-duel-on-bikes

Akcje przeprosin i gesty solidarności z Litwinami zostały od razu zaatakowane jako tchórzowskie i zdradzieckie. Podobno jakiś czas temu Litwini powiesili na stadionie inny obraźliwy napis, a więc nasi kibice stanęli w obronie honoru i ojczyzny.

Mnie to nie rusza, bo od dłuższego czasu uważam, że honor jest dla nieokrzesańców i słabeuszy. Nie bijcie, już wyjaśniam.

Steven Pinker, wybitny amerykański psycholog i lingwista, wydał w ubiegłym roku książkę, która narobiła niezłego szumu i od razu wskoczyła na listę bestsellerów. W swojej pracy Pinker podaje dziesiątki statystyk potwierdzających, że wbrew makabrycznym obrazom malowanym przez media żyjemy w coraz bardziej bezpiecznych i pokojowych czasach. Podaje też kilka powodów, dzięki którym łagodniejemy, a jednym z nich jest właśnie stopniowe odrzucanie koncepcji honoru i zastępowanie go przez … godność. Godność, z którą pomijamy prostackie inwektywy i która stawia wybaczenie nad zemstą. To właśnie ona powinna być uważana za wyznacznik prawdziwego charakteru i odwagi.

Honor jest i zawsze był odruchem prymitywnym, napędzanym przez ego i testosteron (kobiety z reguły nie bawią się w zabójstwa honorowe i bójki na stadionach). Nikt nie policzy, ile krwi kosztował naszą kulturę niedorzeczny kult zemsty, osiągający kuriozalne wymiary na przykład w tradycji pojedynków. Sami tylko Rosjanie stracili w ten najgłupszy z możliwych sposobów dwóch wybitnych literatów – Puszkina i Lermontowa. Pinker opisuje nawet sytuacje, w których angielscy szlachcice stawali do walki na śmierć i życie, ponieważ jeden z nich powiedział, że ma ładniejszego psa. Tragikomizm i bezsens błędnego koła odwetów doskonale przedstawia film Ridley’a Scotta „Pojedynek” (polecam, warto!).

Od takich obraz majestatu i skaz na honorze pękają żyłki i leje się krew. Ciekawe, że w Polsce zwolennikami tępej wendety są często ludzie, którzy uważają się za obrońców idei pewnego pana, który przecież wspominał coś o nadstawianiu drugiego policzka.

Wrócę jednak na moje zaolziańskie podwórko, które od lat przyciąga jak magnes „ludzi honoru” zarówno z czeskiej, jak i z polskiej strony granicy. Kilka dni temu grupa cieszyńskich historyków wydała książkę opisującą zbrodnie czeskich żołnierzy popełnione w trakcie walk w 1919 roku. Jest to podobno logiczna reakcja na pomniczek, który ich przeciwnicy zbudowali czeskiemu generałowi. Niestety, zemsta często jest logiczna – a przynajmniej tak wydaje się jej wykonawcom. Czescy nacjonaliści pewnie też uważali, że postawienie kamienia pamiątkowego jest logiczną reakcją na statuę kobity, która stoi w polskim Cieszynie i wskazuje mieczem w stronę Czech. I tak dalej, i tak w nieskończoność.

To koło będzie się toczyło tak długo, jak długo sprawiedliwie oburzeni nie wyrosną z przedszkolnego nastawienia „psze pani, to on zaczął”. Podobne koła toczą się od dekad, a nawet od stuleci w wielu częściach globu i zatrzymują się dopiero wtedy, gdy wśród bijących się chłopców pojawi się ktoś dorosły. Ktoś, kto zamiast szczeniackiego rzucania kamieniami i grania na nosie zachowa się wreszcie po męsku i przeprosi. Niestety, takich bohaterów nadal dotkliwie nam brakuje.

 

The post Felieton 228 – Honor słabeuszy first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2013/08/24/felieton-228-honor-slabeuszy/feed/ 6
Felieton 223 – Nie będzie Babiš pluł nam w twarz /2013/06/30/felieton-223-nie-bedzie-babis-plul-nam-w-twarz/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-223-nie-bedzie-babis-plul-nam-w-twarz /2013/06/30/felieton-223-nie-bedzie-babis-plul-nam-w-twarz/#comments Sun, 30 Jun 2013 17:33:01 +0000 /?p=4283 Od dobrej dekady Polacy kochają Czechów całkowicie bezkrytyczną miłością i wcale im nie przeszkadza, że to uczucie nie jest odwzajemnione.   Tym razem pominę kwestię stereotypów – czeski wizerunek północnych sąsiadów nie jest zbyt chlubny i tak naprawdę chyba niewiele można z tym zrobić. Czesi uważają, że Polacy spędzają większość tygodnia w kościele, myją zęby […]

The post Felieton 223 – Nie będzie Babiš pluł nam w twarz first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Od dobrej dekady Polacy kochają Czechów całkowicie bezkrytyczną miłością i wcale im nie przeszkadza, że to uczucie nie jest odwzajemnione.

 

Tym razem pominę kwestię stereotypów – czeski wizerunek północnych sąsiadów nie jest zbyt chlubny i tak naprawdę chyba niewiele można z tym zrobić. Czesi uważają, że Polacy spędzają większość tygodnia w kościele, myją zęby wódką, a ich dziadkowie atakowali konno niemieckie czołgi. Wcale mnie to nie rusza, podobnie jak Szkot nie wyciąga spod kiltu noża za każdym razem, gdy ktoś opowie dowcip o dusigroszach z Edynburga.

 

Nie wierzę też w teorie spiskowe zaolziańskich „nasistów”, którzy uważają, że są ciemiężeni przez czeski rząd. Może i zaolziańska społeczność jest ignorowana i niedofinansowana, ale to samo dotyczy i pozostałych mniejszości narodowych w Czechach, czyli luz.

 

Pomimo mojego zaawansowanego tumiwisizmu istnieje jednak pewien front ataku na Polskę, który wybitnie mi przeszkadza, a nie jest on prowadzony ani przez polityków, ani przez nacjonalistów, ani nawet przez pospolitych knajpianych ksenofobów. Jak zwykle, także i tym razem chodzi o kasę.

 

Codziennie rano włączam komputer i przeglądam główne strony największych czeskich i polskich portali. Prowadząc tę śniadaniową komparatystykę medialną zauważyłem ciekawą rzecz – za każdym razem, gdy w Polsce pojawi się jakaś afera, czeskie media reagują zaskakująco szybko, sprawnie i obszernie. Feralna sól drogowa bawiła na czeskich stronach jeszcze dwa tygodnie po zniknięciu tematu z polskich portali, jednak najbardziej dała mi do myślenia sprawa mazowieckiej ubojni, która kupowała martwe krowy.

 

Otóż w chwili, gdy pierwszy artykuł trafił na główną stronę  popularnych czeskich serwerów, w Polsce nadal chodziło o lokalny przekręt opisany w jednej, regionalnej sekcji portalu ekonomicznego. To znaczy, że ktoś w Czechach siedział i aktywnie wyszukiwał kolejne informacje, które następnie przez kilka dni pojawiały się na stronach czeskich brukowców, omijając poważne dzienniki i portale.

 

W połowie lutego w programie czeskiej telewizji („Máte slovo“, 14.2.) spotkali się polscy i czescy przedsiębiorcy, aby omówić problem polskiej żywności na czeskim rynku. Jedną z głównych ról w tym groteskowym przedstawieniu odegrał miliarder Andrej Babiš, który w pewnym momencie odmówił skosztowania polskich wędlin, prychając „Nie będę jadł tego waszego g*wna.”

 

I tu zaczyna się robić zabawnie – Babiš jest drugim najbogatszym Czechem (pod materacem chomikuje 1,4 miliarda dolarów), jedną z najgrubszych ryb w czeskim przemyśle spożywczym i rosnącym w siłę potentatem medialnym o dużych ambicjach politycznych. Nie trzeba być przesadnie paranoidalnym, aby skojarzyć tych kilka faktów z artykułami regularnie szkalującymi sąsiadów zza Olzy (Google: „Poláci nedali světu jen Hru na slunce.”), ale przede wszystkim z błyskawicznymi reakcjami czeskich tabloidów na każdą aferę związaną z polską żywnością.

 

Może pomyślicie – po co o tym gadać, i tak felietonem Babiša nie przebijesz. I tu się mylicie, bo ten tekst jest częścią mojego sprytnego planu. Zauważcie, że do tej pory imię Andrej Babiš pojawiło się w moim tekście już pięć razy. Jeżeli ktoś faktycznie śledzi polskie media, to prędzej czy później na pewno trafi na mój felieton. A wtedy Babiš (o, szósty raz!), regularnie wchłaniający kolejne lokalne dzienniki i portale, w napadzie furii kupi także Zwrot, który pewnie kosztuje tyle, co żarówka w przednim reflektorze jednej z jego limuzyn.

 

Może i stracę wtedy robotę, ale dzięki tej skromnej ofierze polska mniejszość raz na zawsze przestanie się martwić dofinansowaniem swoich mediów. Miałeś rację, klasyku – pióro mocniejsze jest od miecza.

 

Tekst ukazał się w miesięczniku Zwrot 6/2013

The post Felieton 223 – Nie będzie Babiš pluł nam w twarz first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2013/06/30/felieton-223-nie-bedzie-babis-plul-nam-w-twarz/feed/ 2