felieton - Darek Jedzok / blog & archiwum Fri, 09 Oct 2020 10:38:36 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Felieton 287 – Wszyscy mają rację /2020/10/09/felieton-287-wszyscy-maja-racje/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-287-wszyscy-maja-racje Fri, 09 Oct 2020 10:38:34 +0000 /?p=5435 Lekarz mówi, że babcia ma gruźlicę, a sąsiadka, że to urok, więc może nie dramatyzujmy i nie zabierajmy seniorki od razu do szpitala. Pożyjemy, zobaczymy.

The post Felieton 287 – Wszyscy mają rację first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Lekarz mówi, że babcia ma gruźlicę, a sąsiadka, że to urok, więc może nie dramatyzujmy i nie zabierajmy seniorki od razu do szpitala. Pożyjemy, zobaczymy.

Są na tym świecie rzeczy złe w oczywisty, obiektywny, niezaprzeczalny sposób. Do tej kategorii – oprócz raka trzustki, klęsk głodowych oraz pokazów zdjęć z wakacji – należy właśnie prawdopośrodkizm.

Tak długo i tak usilnie wpajano nam dewizę „nie wszystko jest czarno-białe”, że z rozpędu stosujemy ją czasem w sytuacjach wybitnie zero-jedynkowych. Droga do piekła prawdopośrodkizmu wybrukowana jest właśnie dobrymi chęciami udzielenia głosu wszystkim stronom debaty nawet wtedy, gdy rację ma tylko jedna z nich. Witamy w studio pana Tomasza, który twierdzi, że dwa plus dwa to pięć. Pan Tomasz jest niedouczonym cymbałem, ale i taki ma prawo się wypowiedzieć.

Nie sposób wymienić wszystkich problemów, których dawno by nie było, gdyby nie uporczywa tendencja do szukania „prawdy pomiędzy”. Na kanapach programów śniadaniowych regularnie zasiadają obok siebie ekspert i dyletant, co ostatecznie skłania widza do oczywistego wniosku, że szczepienia trochę działają, a trochę szkodzą; że planeta trochę się ociepla, a trochę jednak nie; że Ziemia jest czymś pomiędzy kulą a płaskim dyskiem umieszczonym na grzbiecie żółwia.

Wszyscy jesteśmy ofiarami poszukiwania fałszywej równowagi, ponieważ stawianie pytajników za faktami wiąże nam ręce i skłania do bezczynności, odbiera masom powód do uzasadnionego wkurzu, tudzież skutecznego działania. Ostrzeżenia ekspertów zbywane są wzruszeniem ramion, a zaangażowanie aktywistów spotyka się z pobłażającymi uśmieszkami i komentarzami o igłach, widłach i burzach w szklance wody. Utrzymujemy się w stanie kojącej apatii, szkolimy w przeczekiwaniu kryzysów.

Nietrudno dostrzec, że to dosyć krótkowzroczna strategia, ponieważ historia nauczyła nas dwóch rzeczy: po pierwsze – jesteśmy wyjątkowo tępymi uczniami, i po drugie – największym zagrożeniem dla naszej cywilizacji nie są krwiożerczy radykałowie, ale właśnie milcząca większość, która otwiera dla nich drzwi. Tak, właśnie ta dobrze wychowana większość, która w obliczu ulicznej zadymy spuszcza żaluzje i podkręca głośność; ta, która zmienia temat i patrzy w inną stronę. Bo co z tego, że nowy rząd kradnie? Stary też kradł. Co z tego, że biją innych? Pewnie mają powód. Co z tego, że przyszli po tamtych? Do nas na razie nikt nie zapukał, więc siedźmy cicho. Co nagle, to po diable. Prawda leży gdzieś pośrodku. Zawsze są dwie strony medalu.

A babcia kaszle coraz mocniej.


Felieton ukazał się w miesięczniku Zwrot.

The post Felieton 287 – Wszyscy mają rację first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 285 – Spokojnie. Wszyscy umrzemy. /2019/07/31/felieton-285-spokojnie-wszyscy-umrzemy/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-285-spokojnie-wszyscy-umrzemy Wed, 31 Jul 2019 08:45:38 +0000 /?p=5424 Lubicie sobie czasem w wolnej chwili pooddychać lub popodtrzymywać inne funkcje życiowe? Tak? To czytajcie dalej. Po ostatnim wyjeździe na północ Australii stwierdziłem, że w naszych czasach wakacje zaczynają być lekko depresyjnym przeżyciem. No bo plan był nader obiecujący – umówiłem się na spotkania z innymi zwierzolubnymi osobami, miało być pluskanie się na Wielkiej Rafie […]

The post Felieton 285 – Spokojnie. Wszyscy umrzemy. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Lubicie sobie czasem w wolnej chwili pooddychać lub popodtrzymywać inne funkcje życiowe? Tak? To czytajcie dalej.

Po ostatnim wyjeździe na północ Australii stwierdziłem, że w naszych czasach wakacje zaczynają być lekko depresyjnym przeżyciem. No bo plan był nader obiecujący – umówiłem się na spotkania z innymi zwierzolubnymi osobami, miało być pluskanie się na Wielkiej Rafie Koralowej i wyprawa do lasu deszczowego. A tu niespodzianka. Atmosfera jak na oddziale onkologicznym, zabawa jak podczas wizyty komornika.

Otóż okazuje się, że społeczność naukowa dzieli się obecnie na dwa obozy. Jedni twierdzą, że mamy ostatnich kilka lat na dokonanie globalnych zmian, zanim wszystko posypie nam się na głowy. I to jest, proszę ja Was, obóz optymistów. Pesymiści są zdania, że już dawno przekroczyliśmy punkt zwrotny i jesteśmy w tak głębokiej czarnej, że se możemy najwyżej usiąść, zrobić sobie drinka i patrzeć, jak to się wszystko ładnie sypie.

Tak więc dowiedziałem się od oceanologów, że w wyniku globalnego ocieplenia od 2016 roku umarła co najmniej połowa korali wzdłuż całych 2300 kilometrów Wielkiej Rafy Koralowej. Reszta koralowców jest w złej kondycji i nie potrafi się regenerować, więc prawdopodobnie nie przeżyje dłużej niż 10 lat, o ile drastycznie nie obniżymy ilości zanieczyszczeń w atmosferze. A wszyscy wiemy, że na to się raczej nie zanosi.

Na lądzie też przewalone, bo tam lasy deszczowe cierpią z powodu zmniejszających się opadów. W odwodnionych liściach gromadzą się toksyny powodujące ślepotę u miejscowych kangurów nadrzewnych, więc niewidome zwierzęta masowo giną podczas wspinaczki lub przechodzenia przez drogę. Taki to rajski świat zgotowaliśmy sobie i potomstwu. Martwy ocean i kangury spadające jak śliwki z wysokości dwudziestu metrów. A będzie gorzej, o wiele gorzej.

Brytyjski dziennik The Guardian podał do wiadomości, że radykalizuje język artykułów poświęconych tematom ekologicznym tak, aby wierniej oddawał powagę sprawy, zastępując na przykład pojęcie „zmian klimatu” bardziej stosownym „kryzysem klimatycznym”. I ma całkowitą rację – politycy straszą wyborców zmyślonymi zagrożeniami, a o tym największym, najbliższym, egzystencjalnym, mówi się używając eufemizmów. Tą jedną rzeczą można i trzeba straszyć, aby ludzie w końcu westchnęli, weszli na Googla i wklepali „jak być eko”. Nasz gatunek trzeba zdzielić w łeb łopatą, aby się homo zasapiensowało i zeszło z kursu kolizyjnego.

Jeżeli więc znowu ktoś Wam powie, że globalne ocieplenie to spisek hipisów, bo w maju były dwa zimne dni, to powiedzcie mu, że jest – delikatnie mówiąc – niemądry i wyjaśnijcie mu różnicę między klimatem, a pogodą. Ewentualnie możecie to zrobić wybierając odpowiednią łopatę do podkreślenia puenty swojej wypowiedzi. A w kolejnych wyborach zagłosujcie na kogoś, kto zapewni szybkie zmiany albo dobre drinki na czas apokalipsy.

The post Felieton 285 – Spokojnie. Wszyscy umrzemy. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 284 – Wszędzie dobrze /2019/06/10/felieton-284-wszedzie-dobrze/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-284-wszedzie-dobrze Mon, 10 Jun 2019 11:20:18 +0000 /?p=5420 Zawsze chciałem mieszkać w porządnej metropolii, w miejscu, w którym mieszają się kultury całego świata. No i udało się. Mieszkam. I jest łał i jaciękręcę. Co tam te nasze, środkowoeuropejskie stolice i stoliczki. Parę Wietnamczyków i Ukraińców na krzyż, trochę kebabu, trochę sushi i tyle. Takie Sydney, w którym teraz straszę, oferuje stężenie multikulti w […]

The post Felieton 284 – Wszędzie dobrze first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Zawsze chciałem mieszkać w porządnej metropolii, w miejscu, w którym mieszają się kultury całego świata. No i udało się. Mieszkam. I jest łał i jaciękręcę.

Co tam te nasze, środkowoeuropejskie stolice i stoliczki. Parę Wietnamczyków i Ukraińców na krzyż, trochę kebabu, trochę sushi i tyle. Takie Sydney, w którym teraz straszę, oferuje stężenie multikulti w skali, która może nas, mieszkańców pępuszka Europy, przyprawić o solidny zawrót głowy. Tutaj w hinduskiej porze obiadowej całe bloki pachną kari i kolendrą; tutaj w parku na trawniku rodzina muzułmanów rozkłada dywaniki do modlitwy, a w godzinę później grupka wiekowych Azjatek ćwiczy tai chi. Słowem, mam tu codziennie mały festiwal etnograficzny – i otwarcie przyznaję, że niezmiernie mnie to jara.

Ten dostęp do bogactwa kultur pozwala jednak też docenić to, co moje. W trakcie rozmów z narodami postronnymi uświadamiam sobie bowiem, w jak nieznośnie spokojnej części świata przyszło mi się urodzić. Patrzę na Serbów i Chorwatów, Irańczyków i Somalijczyków i stwierdzam, że od czasu upadku komuny nudno nad tą Wisłą jak diabli. Jasne, społeczeństwo podzielone, na ulicy pączkują nacki, ale to i tak pikuś w porównaniu z pierwszą z brzegu Wenezuelą czy Brazylią. Pogoda też taka se, jak przystało na strefę umiarkowaną. Rosjanie z pobłażaniem patrzą na naszą zimę, Portugalczycy – na lato.

Nawet ta rodzima fauna jest jakaś taka… anemiczna. Zero dreszczyku, zero adrenaliny. Rozmawiałem kiedyś z Amerykanką, która panicznie bała się australijskich węży i pająków. Opowiedziała kilka straszliwych historii, rzuciła paroma frazesami („W Australii wszystko chce Cię zabić!”), jednak kompletnie zbaraniała, gdy wspomniałem, że w moim kraju w sumie nie ma żadnych niebezpiecznych zwierząt. No bo jak to tak? Przecież wypada mieć przynajmniej jakiegoś aligatora czy grzechotnika, ot, dla hartu ducha i ciała. A u nas co? Najwyżej osa w lemoniadzie.

Nie ma więc tego złego, przyjaciele, zawsze znajdą się jakieś plusy. Gdy przyszłym razem najdzie Was ochota na dobre curry, a w menu obiadowym do wyboru kotlet albo kotlet, pamiętajcie – przynajmniej w drodze do restauracji nie pożre Was czterometrowy gad.


Felieton ukazał się w miesięczniku Zwrot.

The post Felieton 284 – Wszędzie dobrze first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 283 – Przysłowiowy bigos /2019/06/05/felieton-283-przyslowiowy-bigos/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-283-przyslowiowy-bigos Wed, 05 Jun 2019 11:12:32 +0000 /?p=5412 Myślicie, że nie da się zmontować felietonu prawie wyłącznie z przysłów? To potrzymajcie mi piwo. Jadę. Każdy naród ma swoje dziwne powiedzonka. Szwedzi mawiają „nie ma krowy na lodzie”, aby zażegnać panikę, a Australijczycy – „nie przyszedłem tutaj, aby pie***lić pająki”, gdy chcą zapewnić, że chętnie wezmą się do roboty. Ale nie ma się co […]

The post Felieton 283 – Przysłowiowy bigos first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Myślicie, że nie da się zmontować felietonu prawie wyłącznie z przysłów? To potrzymajcie mi piwo. Jadę.

Każdy naród ma swoje dziwne powiedzonka. Szwedzi mawiają „nie ma krowy na lodzie”, aby zażegnać panikę, a Australijczycy – „nie przyszedłem tutaj, aby pie***lić pająki”, gdy chcą zapewnić, że chętnie wezmą się do roboty. Ale nie ma się co śmiać i cudze chwalić, bo i nasza kolekcja niezgorsza.

Wiele jest tekstów, które w przypadku dosłownej interpretacji mogą wpędzić miłośników folkloru w niezłe tarapaty (czymkolwiek są „tarapaty”). Cóż, w większości sytuacji najlepszą obroną nie jest atak, ale właśnie obrona, ewentualnie bezkompromisowe, stanowcze spieprzenie w odwrotnym kierunku. Sami wiecie – co Was nie zabije, wcale nie musi Was wzmocnić. A może dożywotnio okaleczyć.

To jednak nie koniec problematycznych wątków spędzających sen z powiek amatorom paremiologii, bo oprócz wątpliwej jakości rad życiowych mamy też całkowicie surrealistyczne porzekadła, które w żaden sposób nie trzymają się kupy. Spróbujcie na przykład wyjaśnić cudzoziemcom, dlaczego mówimy „nie zasypiać gruszek w popiele” albo „masz babo placek”. Nie mam zielonego pojęcia, skąd wzięło się nie tylko „zielone pojęcie”, ale też „śmiać się jak głupi do sera”, „pies pogrzebany”, „szydło z worka”, czy „kryska na Matyska”.

„Biedny jak mysz kościelna” też nie ma sensu w kraju, w którym duchowieństwo jeździ limuzynami. Myszy myszkujące po polskich plebaniach muszą przecież należeć do najbogatszych gryzoni, jeść na srebrze i spać w marmurowych norkach. Lepiej zaktualizować to przysłowie, przenieść je do innych, faktycznie niedofinansowanych obszarów. Taka edukacja, o. Powinno być „chudy jak pies nauczyciela” albo „głodny jak karaluch z akademika”. A skoro już aktualizujemy, to chciałbym przypomnieć, że w XXI wieku mamy już róże bez kolców, dym bez ognia, kołacze bez pracy, a nawet złe, co nie wychodzi na dobre. Postępu nie zatrzymasz.

Nie bójcie się więc sprzeciwiać mądrościom bez pokrycia. Zaglądajcie w zęby darowanym koniom, dzielcie skórę na niedźwiedziu i chwalcie dzień przed zachodem.

A jak ludzie będą się pukali w czoło, to po prostu udawajcie Greka.


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 03/2019

ilustracja: “Przysłowia niderlandzkie”, Pieter Bruegel, WikiMedia Commons

The post Felieton 283 – Przysłowiowy bigos first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 282 – Porywacze znaczeń /2019/05/08/felieton-282-porywacze-znaczen/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-282-porywacze-znaczen Wed, 08 May 2019 09:22:25 +0000 /?p=5401 Czy zauważyliście kiedyś, że można uprowadzić nie tylko osoby lub pojazdy, ale też słowa? Właśnie to przytrafiło się w ostatnich latach stosunkowo nowemu pojęciu „hejt”, które zostało zaanektowane jak Sudety w trzydziestym dziewiątym.

The post Felieton 282 – Porywacze znaczeń first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Czy zauważyliście kiedyś, że można uprowadzić nie tylko osoby lub pojazdy, ale też słowa? Właśnie to przytrafiło się w ostatnich latach stosunkowo nowemu pojęciu „hejt”, które zostało zaanektowane jak Sudety w trzydziestym ósmym.

W języku polskim słowo to pojawiło się pierwotnie w kontekście mowy nienawiści i szykany w Internecie. Gdy hejt doprowadził do samobójstwa kilku wrażliwych, młodych ludzi, powstały akcje społeczne starające się przeciwdziałać temu zjawisku. I wtedy zaczęły węszyć pierwsze hieny.

Każdy narcyz otrzymał w tym momencie dar z niebios, uniwersalną ochronę przeciwko dowolnej, nawet najbardziej zasłużonej krytyce. Pierwsze załapały się gwiazdki jutuba, w drugiej fali przytruchtali różnej maści kołcze (etymologię słowa można wyprowadzić od chęci opróżnienia całego kołczanu strzał w ciało takiej osoby). Później doszły celebrytki, politycy i biznesmeni. Słowo, które pierwotnie związane było z zaszczutymi nastolatkami wieszającymi się w łazienkach, z biegiem czasu przekształciło się w tanią wymówkę dla oszustów, dla których prawomocny wyrok sądu jest teraz po prostu wynikiem „kampanii nienawiści”. No niech ich ktoś przytuli i poczęstuje ciastkiem.

W sumie szkoda, że słowo „hejt” zrobiło karierę dopiero teraz, bo i wcześniej przydałoby się niejednej historycznej postaci. Mogło się okazać, że hejterzy bombardowali jaskinię Osamy, blokowali dostawy kokainy Pablo Escobara, zamknęli biznes handlarzom niewolnikami. Hejterzy zniszczyli blok komunistyczny, Trzecią Rzeszę i imperium Czyngis-chana – generalnie bronili się, mendy, gdy na nich najechano. No jak tak można? Ładnie tak ranić uczucia tyrana? Tyle się napracował, tyle się natorturował i nagnębił… Zero współczucia, zero zrozumienia.

Najlepiej będzie, jak wszyscy zastosujemy tę strategię w życiu codziennym. Szef grozi wywaleniem z roboty za notoryczne spóźnienia? Hejt. Żona robi scenę z powodu kochanki? Sąsiad grozi pozwem za nocne imprezy? Urzędy chcą odebrać niedożywione dzieci? Hejt, a jakże!

Zacznę od zaraz. Zobaczymy, czy hejterzy w redakcji zapłacą mi za niedokończony felie


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 02/2019

zdjęcie: Netflix

The post Felieton 282 – Porywacze znaczeń first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 281 – Przepis na szczęście /2019/03/04/felieton-281-przepis-na-szczescie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-281-przepis-na-szczescie Mon, 04 Mar 2019 07:42:02 +0000 /?p=5393 Co tam, kochani? Jeszcze Was trzyma noworoczna euforia? Spokojnie, zaraz temu zaradzimy.

The post Felieton 281 – Przepis na szczęście first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Co tam, kochani? Jeszcze Was trzyma noworoczna euforia? Spokojnie, zaraz temu zaradzimy.

Lekarze od dawna twierdzą, że nadmiar pozytywnych emocji szkodzi zdrowiu. Dobra, może nie od dawna, a od dzisiaj – i nie lekarze, a ja. Ja twierdzę, że za dużo pozytywnych emocji szkodzi, a więc postanowiłem zdusić w zarodku optymizm, którego stężenie krótkotrwale wzrasta w okolicach przełomu roku.

Nie dotyczy to oczywiście osób, które solidnie popiły w Sylwestra, ponieważ najlepszym antidotum na noworoczny entuzjazm jest noworoczny kac. Dzięki niemu pierwszy poranek stycznia wita się tak, jak będzie się witać wszystkie kolejne – z jękiem, niechęcią i pełzającym bólem istnienia. Niezawodna szczepionka.

Wszystkim pozostałym, którzy po przeczytaniu jakiegoś motywacyjnego artykułu uwierzyli, że zmiana cyfry w kalendarzu odmieni także ich życie, przynoszę zrewidowaną, bardziej realistyczną listę noworocznych postanowień. A więc od stycznia:

Przestanę palić (dopóki kolega z pracy nie zaprosi na szluga po obiedzie). Kupię karnet na siłownię (i z poczuciem dobrze wykonanej roboty odłożę go na dno najniższej szuflady). Ograniczę oglądanie telewizji (mam przecież jutuba na komórce). Pojadę na urlop za granicę (powiatu). Będę spożywać więcej warzyw i owoców (większość napojów wyskokowych produkowanych jest ze zbóż, winogron, ziemniaków i innych źródeł błonnika, ha!). Będę regularnie czytać (metki chemii domowej stojącej przy WC). Będę się mniej denerwować, będę częściej wychodzić do ludzi (wybierz jedno). Będę realizować swoje pasje, przestanę marnować czas na bzdety (wybierz jedno). Poznam grupę ciekawych, charyzmatycznych ludzi (a nuż mnie przyjmą, dla kontrastu). I w końcu – będę się częściej śmiać (zwłaszcza w zimie, jeżeli mam pod oknem ruchliwy, oblodzony chodnik).

Nie wiem, jak Wam, ale mnie od razu zrobi się lżej na duszy. Pamiętajcie, kluczem do szczęścia i zadowolenia z życia jest ustawienie odpowiednio niskiej poprzeczki oczekiwań. No to – wszystkiego nienajgorszego w Nowym!


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 01/2019

zdjęcie: depositphotos

The post Felieton 281 – Przepis na szczęście first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 280 – Świąteczny poradnik dla millenialsów /2019/02/11/felieton-280-swiateczny-poradnik-dla-millenialsow/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-280-swiateczny-poradnik-dla-millenialsow Mon, 11 Feb 2019 07:43:44 +0000 /?p=5384 Byłem hipsterem, zanim stało się to modne. Po kilku latach noszenia brody, niejedzenia mięsa i picia hektolitrów rzemieślniczego piwa doszedłem jednak do wniosku, że trzeba podwoić wysiłki. Pora wprowadzić domowe Święta w dwudziesty pierwszy wiek. Zacznijmy od choinki, a raczej jej braku, bo w tym roku rysujemy drzewko na ścianie nietoksyczną kredką. I nie trzeba […]

The post Felieton 280 – Świąteczny poradnik dla millenialsów first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Byłem hipsterem, zanim stało się to modne. Po kilku latach noszenia brody, niejedzenia mięsa i picia hektolitrów rzemieślniczego piwa doszedłem jednak do wniosku, że trzeba podwoić wysiłki. Pora wprowadzić domowe Święta w dwudziesty pierwszy wiek.

Zacznijmy od choinki, a raczej jej braku, bo w tym roku rysujemy drzewko na ścianie nietoksyczną kredką. I nie trzeba się martwić, że pod takim substytutem nie zmieszczą się nasze prezenty. Z tymi też pozamiatamy. Szybki rzut okiem na metki i naklejki uświadomi nam, że wszystkie zostały wyprodukowane przez przedszkolaki tyrające w Bangladeszu za jednego kopniaka dziennie, a więc jako świadomi konsumenci zrezygnujemy ze wspierania kapitalistycznej bestii i ograniczymy się do samodzielnego wyprodukowania prezentów dla grupki najbliższych osób.

To rozwiązanie ma dwie nieoczekiwane zalety. Po pierwsze – dzięki naszym znikomym zdolnościom manualnym prezenty będą na tyle okropne, że do przyszłego roku ta grupka najbliższych na pewno stopnieje. Po drugie – ręcznie robione paskudztwa będą wspaniałą zemstą na starszych krewnych za wszystkie te szaliki i skarpetki, jakie otrzymaliśmy w dzieciństwie. Wyobraźcie sobie minę wuja, który zamiast nowego tableta czy zestawu cygar dostanie ręcznie robiony sweter z łosiem.

Nie muszę chyba przypominać, jak wielkim obciachem jest zabijanie karpia. Wprawdzie nowoczesny mężczyzna nosi brodę i drwalskie koszule, to jednak nie znaczy, że potrafi wypić haustem dwa głębsze i zejść do wanny w piwnicy, by zatłuc młotkiem gwóźdź wieczerzy. Dziadek może skowyczeć, babcia może wznosić pięści do nieba, ale w tym roku zamiast karpia będzie tofu. Starym przejdzie, pogodzicie się podczas łamania się bezglutenowym opłatkiem. Wiem, wiem. Są jeszcze nasi milusińscy. Ci już na pewno strzelą megafocha na widok narysowanej choinki, wegebarszczu i prezentów przypominających prace z warsztatu dla niepełnosprawnych. W tej sytuacji zawsze można jednak odrzucić na chwilę zasady bezstresowego wychowania i zademonstrować narybkowi tradycyjne metody wychowawcze, na przykład klęczenie na organicznym grochu lub smaganie rózgami pozyskiwanymi z brzozowych eko-upraw. Jak to drzewiej bywało.


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 12/2018

Zdjęcie: onecolorado.com

The post Felieton 280 – Świąteczny poradnik dla millenialsów first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 279 – Dziecię na tablecie /2018/12/23/felieton-279-dziecie-na-tablecie/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-279-dziecie-na-tablecie Sun, 23 Dec 2018 09:10:45 +0000 /?p=5376 Kolejne badania zdają się potwierdzać, że dzieci przyklejone do ekranów stają się językowymi kalekami. Trza wkroczyć do akcji, starszyzno rodu. Sam zauważam, że moje zdolności językowe ogranicza nie tyle samo obcowanie z telefonem czy tabletem, co używanie podczas rozmów z bliskimi automatycznego słownika T9. Ta szczwana bestia uczy się najczęściej używanych zwrotów i służalczo podsuwa […]

The post Felieton 279 – Dziecię na tablecie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Kolejne badania zdają się potwierdzać, że dzieci przyklejone do ekranów stają się językowymi kalekami. Trza wkroczyć do akcji, starszyzno rodu.

Sam zauważam, że moje zdolności językowe ogranicza nie tyle samo obcowanie z telefonem czy tabletem, co używanie podczas rozmów z bliskimi automatycznego słownika T9. Ta szczwana bestia uczy się najczęściej używanych zwrotów i służalczo podsuwa je w kolejnych rozmowach, przez co stają się one coraz bardziej schematyczne, wtórne, przewidywalne do bólu. W sumie nie dziwię się młodym. Gdy taki ma do wyboru nową, ekscytującą grę albo setną, identyczną tekstowankę z seniorem, oczywiście wybierze to pierwsze.

Ale nie trwóżcie się, bo oto nadchodzi z odsieczą słownik wyrazów bliskoznacznych, czyli tezaurus, najpotężniejszy ze wszystkich dinozaurów. Wielka jest jego siła, a metoda prosta niczym umysł celebryty. Jeżeli chcecie ożywić dziecię, po prostu podlejcie więdnącą latorośl nowymi słowami.

Nie bawcie się w półśrodki i walcie od razu z zaskoczenia, z grubej rury. Zamiast „dziecko” można napisać „fąfel”, „sukcesor” lub „chmyz”, zamiast „wakacje” – „laba” lub „wywczasy”. Poszperajcie w Reju i Sienkiewiczu, przegrzebcie Julka, Adama i Cypriana Kamila, na pewno wyłowicie jakiś smakowity kąsek, który zbije z tropu nieoczytanego juniora. A jak już wyczerpiecie wszystkie wyrazy bliskoznaczne i archaizmy, po prostu bądźcie kreatywni. Uderzcie w młodą duszę wyrazami przeciwstawnymi i neologizmami. „Nielichy” brzmi przecież o wiele lepiej od zwykłego „dużego”. Niech samochód będzie benzynobilem, a północ – śródnocnicą!

Zobaczycie, że dzięki tym prostym zabiegom skończy się ignorowanie wiadomości zostawionych w skrzynce głosowej, skończy się nieodpowiadanie na maile. Ręczę za to, że gdy poprawicie standardowego SMSa „jak Ci mija dzień w szkole, wnuczku?” na wystrzałowe „jak Ci upływa nienoc w sztubie, chmyzie”, możecie liczyć na natychmiastową reakcję. Choćby miał nią być telefon do lekarza z meldunkiem, że babci chyba za mocno weszły te nowe pigułki.

Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 11/2018

ilustracja: © Leon Edler

The post Felieton 279 – Dziecię na tablecie first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 273 – Notatki spod Wieży Babel /2018/07/02/felieton-273-notatki-spod-wiezy-babel/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-273-notatki-spod-wiezy-babel Mon, 02 Jul 2018 09:37:16 +0000 /?p=5314 Od pewnego czasu pomieszkuję sobie na emigracji, mogę więc nausznie śledzić przemianę polszczyzny w barwnego „ponglisha”. Powiem Wam, piękna to katastrofa! Jakiś czas temu Polacy śmiali się łamańców językowych modelki „Dżoanny” Krupy, i ja też poznałem kilka osób, które na obczyźnie utknęły w podobnej otchłani między dwoma lingwistycznymi światami. Wcale nie zależy to od inteligencji […]

The post Felieton 273 – Notatki spod Wieży Babel first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Od pewnego czasu pomieszkuję sobie na emigracji, mogę więc nausznie śledzić przemianę polszczyzny w barwnego „ponglisha”. Powiem Wam, piękna to katastrofa!

Jakiś czas temu Polacy śmiali się łamańców językowych modelki „Dżoanny” Krupy, i ja też poznałem kilka osób, które na obczyźnie utknęły w podobnej otchłani między dwoma lingwistycznymi światami. Wcale nie zależy to od inteligencji czy wykształcenia – wszystko sprowadza się do talentu językowego, a raczej jego braku. Tak, jak są ludzie, którym słoń nadepnął na ucho i w życiu nie zaśpiewają czystej nuty, tak są i tacy, którzy nie utrzymają w głowie dwóch języków; jeżeli chcą się nauczyć nowego, muszą dokonać wyboru Zofii.

To pojedyncze, jaskrawe przypadki, jednak mniejsze lub większe potknięcia zdarzają się prawie wszystkim emigrantom. Sam staram się używać anglicyzmów tylko ironicznie i dbać o cnotę mojego polisza, ale cóż – i mnie czasem zdarza się trochę puścić.

Tym razem orania tedy nie będzie, nie zamierzam piętnować ludzi, którzy pogrześli mowę w pięć minut po rzuceniu ziemi skąd ich ród. Każdy ma inne priorytety, nie wszyscy noszą w portfelu fotkę Miodka.

Swoistym pocieszeniem jest fakt, że zapożyczenia językowe emigrantów rzadko przypominają szorstką korporacyjną nowomowę w stylu „zrób order ASAP, bo dedlajn idzie”. Niektóre angielskie słowa po przetrawieniu przez polski akcent brzmią zaskakująco swojsko, wchodzą w rozmowę jak w masełko. „Stoję na platformie (peronie)”, „Jutro wywożą rabisz (śmieci)”, „Spotkamy się w szopie (sklepie)”.

W dodatku niektóre zamiany są całkiem ekonomiczne – takie „słopnąć” (od „swap”) jest o całą sylabę krótsze od polskiego „wymienić”. Zamiast „włożyć do czytnika” możemy z kolei mówić „słajpnąć” (od „swipe”), a zaoszczędzony czas wykorzystać na spacery nad oceanem lub naukę gry na ukulele.

Zresztą nie tylko my zachwaszczamy swój język, zapożyczanie działa też w drugą stronę – zwłaszcza w przypadku wulgaryzmów, od których rodacy prawie zawsze zaczynają korepetycje z polskiego dla obcokrajowców. Znajomy Brazylijczyk, zapytany o postępy w nauce polskiego, z uśmiechem wyrecytował “czeszcz”, “jabko” i “leniwa menda”. Spotkałem też Wietnamczyka, który skwitował rozlanie zupy smutnym „kurła”, albo Szkota, który źle ocenił kaliber wyzwiska i zarzucił ostrym „He’s a fucking osiołek”.

Nie będę więc kruszył kopii, ostatecznie postanowiłem pójść w ślady strażaków z filmu Formana – skoro nie mogę ugasić pożaru, to przynajmniej se popatrzę, jak ładnie się pali.


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 05/2018

The post Felieton 273 – Notatki spod Wieży Babel first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 272 – Bo ci strzelę /2018/06/18/felieton-272-bo-ci-strzele/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-272-bo-ci-strzele Mon, 18 Jun 2018 08:59:53 +0000 /?p=5302 Różne rzeczy sprowadziliśmy z Ameryki. Były już pomidory i kukurydza, była kola i hamburgery, jazz i blues, kino samochodowe i pecety. Nie ma na razie masakr w szkołach, jednak jeszcze nic straconego – prace trwają. Nie jarają mnie lufy i kolby, ale wiem, że różne są gusta i koniki. W pewien sposób rozumiem więc fascynację […]

The post Felieton 272 – Bo ci strzelę first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Różne rzeczy sprowadziliśmy z Ameryki. Były już pomidory i kukurydza, była kola i hamburgery, jazz i blues, kino samochodowe i pecety. Nie ma na razie masakr w szkołach, jednak jeszcze nic straconego – prace trwają.

Nie jarają mnie lufy i kolby, ale wiem, że różne są gusta i koniki. W pewien sposób rozumiem więc fascynację bronią palną – nie rozumiem jednak jej gloryfikacji i urabiania na symbol demokracji.

Może to mieć jeszcze jakąś pokrętną logikę na gruncie Stanów Zjednoczonych, chociaż i tam chodzi o dziwny relikt z końca ery osadnictwa. Słynna druga poprawka do Konstytucji USA gwarantująca obywatelom dostęp do broni powstała w sytuacji, gdy na granicy czyhali Francuzi, w polu Indianie, w spiżarni niedźwiedź, a przeładowanie muszkietu zajmowało kilkanaście sekund. W dwieście lat później niedźwiedzie i Indianie siedzą w rezerwatach, Francuzi w kawiarniach… a cywile mogą legalnie kupić broń oddającą kilkaset strzałów na minutę.

W porównaniu z państwami o podobnej historii Stany Zjednoczone same stawiają się w roli głupiego Jasia. Kanada już dawno dostosowała prawo do nowych okoliczności, dzięki czemu może się pochwalić siedmiokrotnie niższymi statystykami zabójstw przy użyciu broni palnej. Australię zmusiła do tych zmian dopiero masakra w Port Arthur w 1996 roku, ale i ona w końcu pozbyła się złogów traperskiej i kowbojskiej mentalności.

To właśnie lokalna specyfika, a nie liczba posiadaczy broni odgrywa tutaj największą rolę. Nasi apologeci swobodnej strzelanki stawiają za przykład Szwajcarię – po pierwsze powołując się na przestarzałe statystyki (w ciągu ostatniej dekady ilość broni per capita spadła w Szwajcarii prawie o połowę), a – po drugie – ignorując fakt, że w odróżnieniu od kraju Białego Plusa temat powszechnego uzbrojenia jest dla nas mniej więcej tak egzotyczny, jak uliczny karnawał samby.

Serio, znam osoby, które co roku zalewają fejsbuki protestami przeciwko importowaniu Halloween do polskiej kultury, a jednocześnie starają się zaszczepić nad Wisłą model posiadania broni wzorowany na ustawie napisanej dla ludzi w futrzankach i z tomahawkiem w czaszce. Przecie to się kupy nie trzyma.

Wyobrażam sobie alternatywną rzeczywistość, w której nad Wisłą stara się lobbować grupka fanów kultury eskimoskiej. Bum. Eskimoski pop, T-shirty z foczej skóry, filmy akcji opisujące walki plemienne (Nanuk III: Krew na lodzie). W tej wersji wydarzeń hasło „Szkoła, kościół, strzelnica” (promowane kilka lat temu przez Grzegorza Brauna, kandydata na prezydenta), występuje w wersji „igloo, szaman, przerębla”, a wolnościowcy argumentują statystykami uzbrojenia Inuitów i głoszą zasadę „harpun w każdej rodzinie”. Prędzej czy później zaczną się zdarzać pierwsze masakry w szkołach dokonane przy użyciu tej broni, ale co wtedy robimy?

Zwiększamy ilość harpunów. Się wie.


Strona z codziennie aktualizowanymi statystykami ataków i wypadków z udziałem broni palnej w USA: www.gunviolencearchive.org

The post Felieton 272 – Bo ci strzelę first appeared on Darek Jedzok.

]]>