polska - Darek Jedzok / blog & archiwum Wed, 08 May 2019 09:16:03 +0000 en-US hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.2.9 Felieton 271 – Nie kocha, nie lubi, nie szanuje /2018/05/09/nie-kocha-nie-lubi-nie-szanuje/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=nie-kocha-nie-lubi-nie-szanuje Wed, 09 May 2018 09:59:00 +0000 /?p=5289 Niedawno opublikowany został sondaż sympatii i antypatii Polaków wobec przedstawicieli innych narodowości. Możecie zgadywać raz, jakie są wyniki. Pal licho samą kolejność poszczególnych państw, ciekawe jest porównanie z badaniami przeprowadzanymi w ubiegłych latach. Jak zauważył Adam Traczyk, szef think tanku Global.Lab, spadły notowania wszystkich (!) badanych narodowości. Tak, wszystkich, włącznie z Japończykami, o których przeciętny […]

The post Felieton 271 – Nie kocha, nie lubi, nie szanuje first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Niedawno opublikowany został sondaż sympatii i antypatii Polaków wobec przedstawicieli innych narodowości. Możecie zgadywać raz, jakie są wyniki.

Pal licho samą kolejność poszczególnych państw, ciekawe jest porównanie z badaniami przeprowadzanymi w ubiegłych latach. Jak zauważył Adam Traczyk, szef think tanku Global.Lab, spadły notowania wszystkich (!) badanych narodowości. Tak, wszystkich, włącznie z Japończykami, o których przeciętny Polak myśli może raz na rok przy okazji tygodnia azjatyckiego i zniżki na sushi w Lidlu. Nawet Czesi, Słowacy i Węgrzy przywalili ostro w glebę, zjechawszy o 16 procent. Spadki zaliczyli też Arabowie, Wietnamczycy i Żydzi, chociaż teoretycznie nie mieli już dokąd spadać. Niespodzianka, mazel tov!

Źródło: Twitter CBOS

Fakt faktem, że do największych zmian doszło głównie w statystykach sympatii, co nie przekłada się bezpośrednio na wzrost awersji. Jednak utracone punkty przelały się do odpowiedzi sklasyfikowanych jako „obojętność”, „niechęć” i „trudno powiedzieć”. Spróbujcie tak kiedyś pocieszyć kolegę liżącego rany po zawodzie miłosnym. „Ok, nie kocha Cię, ale uszy do góry – jesteś jej obojętny!”

Pomijam już bardziej egzotyczne nacje, skazane skądinąd na podejrzliwe spojrzenia w naszej pięknej, etnicznie jednolitej oazie w środku wielokulturowej Europy. Bardziej mnie zastanawia, co zrobili Polakom na przykład Włosi, którzy stracili 13 punktów na serduszkowej skali. Tak jakby w ciągu ubiegłego roku ponad jedna dziesiąta nadwiślańskiej populacji powiedziała sobie, że ma już dość tych oliwek, mody i renesansu. A może w 2017 roku co dziesiątemu Polakowi popsuło się Punto? Pomóżcie, serio, bo kończą mi się pomysły.

Nie mam danych z innych krajów Europy Środkowej, ale niuchtając nastroje społeczne podejrzewam, że miejscowe sondaże mogłyby dostarczyć bardzo podobne wyniki. Polityka hodowania strachu, karmienia podziałów i łaskotania niskich instynktów w końcu przynosi owoce – nie lubimy obcych, a i rodacy coraz bardziej nas wkurzają. Cechą rozpoznawczą Środkowoeuropejczyka powoli staje się zaciśnięta pięść i nabrzmiała żyłka na skroni.

Jak tak dalej pójdzie, to wkrótce skończą nam się ludzie do nielubienia – ostatecznie wszyscy usiądziemy samotnie przed lustrem i będziemy się wpatrywać z nieukrywaną pogardą nawet we własne odbicie. Bo kto by lubił nienawistnego, zgorzkniałego ksenofoba?


Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku Zwrot 03/2018

The post Felieton 271 – Nie kocha, nie lubi, nie szanuje first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 267 – Ojojczyzna /2017/12/16/ojojczyzna/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=ojojczyzna Sat, 16 Dec 2017 11:21:23 +0000 /?p=5243 Po roku australijskiego wygnania wróciłem na chwilę, felietonista marnotrawny, na ojczyzny łono. I oczom nie wierzę i uszom nie wierzę. Nie to, że nie byłem przygotowany. Przez kilkanaście miesięcy śledziłem to środkowoeuropejskie wariatkowo z daleka, w homeopatycznych dawkach. W dodatku w drodze do Ojropy zabawiłem na chwilę w Pekinie, więc wydawało mi się, że będę […]

The post Felieton 267 – Ojojczyzna first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Po roku australijskiego wygnania wróciłem na chwilę, felietonista marnotrawny, na ojczyzny łono. I oczom nie wierzę i uszom nie wierzę.

Nie to, że nie byłem przygotowany. Przez kilkanaście miesięcy śledziłem to środkowoeuropejskie wariatkowo z daleka, w homeopatycznych dawkach. W dodatku w drodze do Ojropy zabawiłem na chwilę w Pekinie, więc wydawało mi się, że będę miał podwyższoną odporność na opresyjne ustroje i tępą propagandę. Ech, naiwny Darku ty!

Teraz czuję się jak student, który wraca z wakacji do akademika, wchodzi do pokoju, a tam dzika impreza, dantejskie sceny, współlokatorzy w alkoholowym amoku. Jeden sika do umywalki, drugi wylewa piwo do fikusa, trzeci gasi pety na kocie.

Czytam gazety, słucham opowieści. W Polsce ataki na obcokrajowców, szykanowani nastoletni geje wieszają się na paskach, leśne Szyszkowe ludki młócą ludzi protestujących przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej, nacjołebki hajlują na „patriotycznych” koncertach.

Kraju nie poznaję, ludzi nie poznaję. Siadam na kanapie u teściowej i po długim czasie włączam Teleexpress. Tam agitka w północnokoreańskim stylu – minister X pomaga mieszkańcom kamienicy, minister Y ratuje obywateli przed zgniłym sędzią, żołnierze radośnie witają ministra Z. Dalej festiwal filmów o żołnierzach wyklętych, wykład o zbrodniach ruskich. Zła, zła opozycja. I dopiero potem 225 ofiar trzęsienia ziemi w Meksyku. Zmieniam kanał na TVP Historia – wojna, wojna, Hitler, Stalin, ci powstali, tamci polegli.

Aby odreagować, wychodzę na pustą ulicę. Na chodniku stoi pijak w prochowcu, w dłoni trzyma torbę z Biedronki i woła do milczącego nieba: „K**wooooo!”

Jak to się mówi – srogie piguły, panie i panowie.

Zresztą cała ta Środkowa Europa jest na jakimś dziwnym haju, bo na południu też niefajnie. W Czechach odbyły się wybory, które w tym roku zdominowały tematy antyunijne i antyimigranckie. Jeden ze spotów przedstawiał nawet scenkę, w której dzieci w arafatkach przewracają staruszkę na chodniku. Na końcu hasło: „Potrafimy ich zatrzymać” (przed przewracaniem emerytów, o ile dobrze zrozumiałem). Głupie to, ale skuteczne, bo aż 22 krzesła w czeskim parlamencie zdobyła populistyczna, antyimigracyjna partia prowadzona przez… japońskiego imigranta. Taki cyrk w kraju, który przyjął 12 (słownie: dwanaście) uchodźców.

Jednak Polacy i tak wygrywają. Nie przyjęli nikogo, a straszenie obcym działa na tyle dobrze, że na mieście można dostać bęcki praktycznie za cokolwiek – za kolor skóry albo kształt oczu, za wyznanie albo jego brak, a nawet za mówienie w innym języku, o czym nagębnie przekonał się profesor Jerzy Kochanowski, którego sprali w tramwaju za mówienie po niemiecku. Mein Gott.

Szkoda ojczyzny, ale co zrobić? Pozostaje najwyżej czekać i liczyć na to, że coś się jednak zmieni – na lepsze lub na gorsze. W sumie jeżeli kaczej rzeczpospolitej odwali jeszcze trochę bardziej, to może będę mógł poprosić za granicą o przyznanie statusu uchodźcy politycznego, uciekiniera z tego niegdyś całkiem dobrze rokującego kraju.

A wtedy pojadę full Mickiewicz – baba na kolanie, wino w karafie, wieczorem pisanie tęsknych wierszy o gruszach i wierzbach. I to dopiero będzie dobra zmiana.


Tekst ukazał się drukiem w Expressie Australijskim nr 23/2017

The post Felieton 267 – Ojojczyzna first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 264 – Brexit. Operacja udana, pacjent zmarł. /2016/06/23/felieton-264-brexit-operacja-udana-pacjent-zmarl/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-264-brexit-operacja-udana-pacjent-zmarl Thu, 23 Jun 2016 07:11:24 +0000 /?p=5221 Nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być jeszcze gorzej. Kryzys ekonomiczny, fala uchodźców i zagrożenie terrorystyczne zaczęły podmywać filary Unii Europejskiej. Trzymajcie się, Brexit idzie. Już wkrótce Brytyjczycy postanowią, czy dalej będą się bawić z innymi krajami w Europę, czy też wrócą do własnej piaskownicy. Nam pozostaje obserwować to widowisko z bezpiecznej odległości, […]

The post Felieton 264 – Brexit. Operacja udana, pacjent zmarł. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być jeszcze gorzej. Kryzys ekonomiczny, fala uchodźców i zagrożenie terrorystyczne zaczęły podmywać filary Unii Europejskiej. Trzymajcie się, Brexit idzie.

Już wkrótce Brytyjczycy postanowią, czy dalej będą się bawić z innymi krajami w Europę, czy też wrócą do własnej piaskownicy. Nam pozostaje obserwować to widowisko z bezpiecznej odległości, jak płonącą stodołę sąsiada, chociaż w obu przypadkach bezpieczeństwo jest tylko pozorne i chwilowe. Ogień, szelma, lubi się szerzyć, a następstwa ewentualnej dezercji Brytyjczyków prędzej czy później osmalą i nasze podwórko.

Europa stała się po części ofiarą własnego sukcesu. Z punktu widzenia mieszkańców Azji czy Afryki jesteśmy bandą spasionych malkontentów, którzy po kilku dekadach pokoju i dobrobytu z braku laku zaczynają narzekać na to, że ktoś im prostuje ogórki.

Oczywiście Unia też sama na to zasłużyła. To, co miało być progresywną, dynamiczną instytucją, w ciągu kilku dekad zmieniło się w ogólnokontynentalną hodowlę trutniów prima sort. A leku ni ma. Entuzjaści dalej idą w zaparte i twierdzą, że wszystko gra, podczas gdy próby krytyki podejmują z reguły betonowi eurosceptycy, którzy tak naprawdę nie chcą leczenia, ale jak najszybszej EUtanazji.

W takich warunkach trudno osiągnąć jakąkolwiek poprawę, jednak nadal wierzę, że pomimo wszystkich tych problemów kuracja jest możliwa i konieczna. Mamy zbyt wiele do stracenia.

Chociaż więc sytuacja nadal wygląda naprawdę niewesoło, uciszam w sobie wiecznego pesymistę i marzę, że dojdzie do jakiegoś nieoczekiwanego zwrotu akcji – że Europa przetrzyma tę zawieruchę i że nie będziemy musieli wyjaśniać przyszłej generacji jakim cudem zatopiliśmy jeden z najbardziej ambitnych, pokojowych projektów w historii.

Może za dwadzieścia lat spojrzymy na ten moment historii jak na rodzinne zdjęcia z lat 80. – z mieszanką rozbawienia, zażenowania i ulgi, że te dziwne, ekscentryczne czasy już minęły. Mam nadzieję, że Brexit będzie kiedyś takim odpowiednikiem utlenionej trwałej i neonowych gaci.


Tekst ukazał się drukiem w Głosie Ludu, gazecie Polaków w Republice Czeskiej

The post Felieton 264 – Brexit. Operacja udana, pacjent zmarł. first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 259 – Świat 2036 /2016/02/11/felieton-259-swiat-2036/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-259-swiat-2036 Thu, 11 Feb 2016 15:58:51 +0000 /?p=5147 Jak co roku na początku stycznia przygotowaliśmy dla Państwa porcję świeżych wiadomości z przyszłości. Jaka będzie Polska i świat za 20 lat? * Sąd Najwyższy potwierdził wyroki czterdziestu osób oskarżonych o antypolskie postawy, stosowanie antykoncepcji i uprawianie kolarstwa. Wszyscy skazani zostaną zesłani do Sosnowca. * W Czechach odbyły się pierwsze wybory po reformie systemu głosowania. […]

The post Felieton 259 – Świat 2036 first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Jak co roku na początku stycznia przygotowaliśmy dla Państwa porcję świeżych wiadomości z przyszłości. Jaka będzie Polska i świat za 20 lat?

* Sąd Najwyższy potwierdził wyroki czterdziestu osób oskarżonych o antypolskie postawy, stosowanie antykoncepcji i uprawianie kolarstwa. Wszyscy skazani zostaną zesłani do Sosnowca.

* W Czechach odbyły się pierwsze wybory po reformie systemu głosowania. Nowym prezydentem jest T0ndaSehnal14, Youtuber z Pragi, którego zdjęcie wyborcze zdobyło 2 miliony lajków i 120 tysięcy komentarzy. Kandydat, bardzo zaskoczony wynikiem, wystąpił wieczorem na swoim kanale z orędziem “WTF? LOL!”.

* Radni Paryża rozwiązali problem przepełnionych więzień. W tym roku zastąpili sylwestrowe fajerwerki zdalnym detonowaniem pojmanych zamachowców-samobójców, wystrzeliwanych nad Wieżę Eiffla przy użyciu katapulty.

* W wywiadzie dla miesięcznika Viva! góral wyznał, że mu nie żal i że w chwili obecnej wyklucza powrót do hal.

* W ramach akcji “Nowa generacja, nowy patriotyzm” przygotowany został alternatywny hymn dla młodzieży licealnej. Od dzisiaj w wybranych uroczystościach państwowych “Mazurek Dąbrowskiego” zastąpi nowa kompozycja pod tytułem “Polska wymiata, biczes”.

* W dwa lata po wprowadzeniu obowiązku udziału w miesięcznicach smoleńskich rząd przegłosował ustawę o tzw. godzinnicy smoleńskiej. W każdą pełną godzinę zostanie zatrzymany ruch na wszystkich ulicach kraju, by obywatele mogli w skupieniu wysłuchać sześćdziesięciominutowej składanki przemówień św. Lecha Kaczyńskiego.

* W połowie lutego prezydenci 30 krajów świata spotkają się w Leju Mińskim, by wziąć udział w obchodach dziesiątej rocznicy pierwszego, a zarazem ostatniego testu białoruskiej broni atomowej.

* Udało się ustalić tożsamość jednego z koreańskich turystów, który zmarł w wyniku zatrucia ginem w jednym z warszawskich klubów. Policja obecnie ustala, z kim pan Kim ten gin tam pił.

* “Stanowczo zaprzeczam pogłoskom o kryzysie ekologicznym” – ogłosił w trakcie konferencji prasowej polski Minister Ochrony Środowiska. Przy okazji zapowiedział kilka kosmetycznych zmian. Nowa ustawa zmieni definicję “lasu” na “skupisko jednego lub więcej drzew”, a Państwowe Gospodarstwo Leśne przejdzie pod nowy departament Państwowych Stepów i Rumowisk.

The post Felieton 259 – Świat 2036 first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 256 – Szturm Prawdy w nowej Polsce /2015/11/21/felieton-256-szturm-prawdy-w-nowej-polsce/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-256-szturm-prawdy-w-nowej-polsce Sat, 21 Nov 2015 14:48:08 +0000 /?p=5081 W dwa dni po wyborach Andrzej Duda zawetował trzy ustawy, które miały chronić państwowe lasy i mniejszości narodowe oraz wprowadzić normy ekologiczne. Razem z wcześniejszym weto ustawy o uzgodnieniu płci prezydent wysłał więc jasny przekaz – po niespełna dwudziestu latach odświeżamy klasyczne hasło polskiej polityki: “teraz, kurwa, my“.   Wynik wyborów wcale mnie nie zaskoczył. […]

The post Felieton 256 – Szturm Prawdy w nowej Polsce first appeared on Darek Jedzok.

]]>
W dwa dni po wyborach Andrzej Duda zawetował trzy ustawy, które miały chronić państwowe lasy i mniejszości narodowe oraz wprowadzić normy ekologiczne. Razem z wcześniejszym weto ustawy o uzgodnieniu płci prezydent wysłał więc jasny przekaz – po niespełna dwudziestu latach odświeżamy klasyczne hasło polskiej polityki: “teraz, kurwa, my“.
 
Wynik wyborów wcale mnie nie zaskoczył. Nieraz powtarzałem znajomym optymistom, że powinni szykować paszporty albo tyłki, bo tak czy owak czeka ich niezła jazda. No i jest. Lewica zniknęła z sejmu całkowicie, centrum leży w kąciku i liże rany, prawicę reprezentują dwie partie mentalnie cofnięte o jeden lub dwa wieki wstecz. W ławach zasiądzie śmietanka swojskiego Talibanu oraz zwierzyniec z listy Kukiza – brunatne koszule z Ruchu Narodowego i tytani umysłu pokroju “Scyzoryka” Liroya. Kaczyński trzyma za obrożę nie tylko całą tę wesołą gromadkę, ale też prezydenta i premiera, a posłanka Pawłowicz zapowiedziała już czystkę w sądzie konstytucyjnym. Z czego tu się cieszyć?
 


 
Przede wszystkim z tego, że PiS w końcu wyłazi z wygodnego barłogu opozycji i musi wziąć pełną odpowiedzialność za swoje działania. Jednocześnie – jak trafnie zauważył pewien Twitterowicz – cała klika niepokornych, niezależnych i niezłomnych dziennikarzy z dnia na dzień stała się grupą publicystów pokornych, zależnych i złomnych, a jednocześnie utraciła narrację “psze pani, on mi dokucza”. Powodzenia, chłopcy.
 
Niespecjalnie przejmuję się też zbrunatnieniem polskiej młodzieży, ponieważ każda nowa generacja nastolatków nastawia się antysystemowo. Internetowe portale są dzisiaj wylęgarnią gimnazjalnej ksenofobii i stajnią “Tańczącego Z Kucami” Korwina, ale pod koniec zeszłych rządów PiS-u te same portale były siedliskiem liberałów i lewicy. A więc bez obaw, niedługo po nadejściu nadPolaków nastąpi kolejna zmiana nastrojów i młodzi zaskoczą nas jak zima drogowców.
 
Owszem, zanim wahadło ruszy w drugą stronę, pewnie czeka nas niezła dawka absurdów. Temu i owemu przytnie się skrzydełka, powstanie kilkaset nowych kiczowatych pomników, niejednej parze wlezie się do łóżka. My, Zaolziacy, także możemy oberwać rykoszetem, gdy reszta cywilizowanego świata stwierdzi, w jaki sposób nowy rząd obchodzi się z mniejszościami narodowymi (o innych mniejszościach nie wspomnę).
 
Zresztą już teraz wiemy, że Europa niezbyt się cieszy. I nic dziwnego – w napiętej sytuacji politycznej nikomu nie jest na rękę fakt, że wschodnimi murami kontynentu zarządzają teraz dyplomaci o finezji i polocie bramkarza z nocnego klubu.
 

Stanisław Pięta, poseł PiS
Poseł PiS w swoim naturalnym środowisku

 
Co mnie w tym wszystkim bawi? A to, że wietrzę piękną katastrofę. Jak pokazały debaty na temat aborcji czy in-vitro, polska myśl prawicowa od dłuższego czasu kształtuje swoją alternatywną rzeczywistość – rzeczywistość z własną, prawdziwą Nauką i prawdziwymi Wartościami, z prawdziwą Historią i jedyną prawdziwą Sztuką. Wszystko pisane właśnie z dużej litery, bo nowi włodarze Polski wyznają wyłącznie Prawdę i Wartości, bronią Życia i Honoru, Wódkę zagryzają Śledziem.
 
Nietrudno się więc domyślić, że ich wersja przymiotnika “prawdziwy” ukrywa barwną mieszankę mitów, chciejstwa i patosu. Możecie to nazwać sadomasochizmem, możecie to nazwać schadenfreude, ale po prostu nie mogę się doczekać, aż ta komedia wykwitnie w pełnej krasie.
 
Cytując Gombrowicza: “Przyjaciele: bardzo skapcanieliśmy ostatnio pod względem duchowym.” Liczę na to, że nadchodzące zderzenie z betonem będzie dla Polaków gwałtowną, ale skuteczną pobudką.
 

The post Felieton 256 – Szturm Prawdy w nowej Polsce first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 242 – Spocznij, Polsko /2014/08/09/felieton242-spocznij-polsko/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton242-spocznij-polsko Sat, 09 Aug 2014 17:28:25 +0000 /?p=4787 Obchody 70. rocznicy Powstania Warszawskiego ponownie pokazały, jak słabo wychodzi Polakom refleksja nad kluczowymi momentami własnej historii. Nawet najbardziej tragiczne wydarzenia albo zostają przekute na kicz, albo służą za podpałkę do ognia bratobójczej walki.   Ze wszystkich złych sposobów celebrowania powstania właśnie te dwa zniesmaczyły mnie najbardziej. Po pierwsze – podejście popcornowe. Z okazji rocznicy […]

The post Felieton 242 – Spocznij, Polsko first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Obchody 70. rocznicy Powstania Warszawskiego ponownie pokazały, jak słabo wychodzi Polakom refleksja nad kluczowymi momentami własnej historii. Nawet najbardziej tragiczne wydarzenia albo zostają przekute na kicz, albo służą za podpałkę do ognia bratobójczej walki.

 
Ze wszystkich złych sposobów celebrowania powstania właśnie te dwa zniesmaczyły mnie najbardziej. Po pierwsze – podejście popcornowe. Z okazji rocznicy odbyła się premiera filmu “Miasto 44”, który zmienił warszawski zryw w melodramatyczny blockbuster w hollywoodzkim stylu. Nadobne dziewczyny i chłopcy niczym z katalogu slipków Calvina Kleina miziają się w ruinach, podczas gdy wokół nich latają w zwolnionym tempie szwabskie pociski. Estetyzacja wojny i monetyzacja śmierci, ot co. Jeżeli szkoły wyślą na to dzieło swoich uczniów w ramach nauki historii, to proponuję dołączyć też seans “Gladiatora” (cesarstwo rzymskie) i “Rambo III” (radziecka interwencja w Afganistanie).

 

Jeszcze gorszym przypadkiem tego trendu “oswajania” tragedii był piknik dla dzieci, podczas którego warszawskie maluchy mogły pobawić się we własną rebelię. Program imprezy zorganizowanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego obejmował szycie opasek, gaszenie pożaru i budowanie barykad. W tym roku niestety zabrakło nauki walki wręcz na bagnety, ale wierzę, że przyszłym razem organizatorzy nie popełnią takiej gafy.

 

Po drugim, krzywym torze wyjechała sapiąca lokomotywa konserwatywnych ultrapatriotów. W mediach braci Karnowskich – tygodnik wSieci, portal wPolityce – opublikowany został artykuł porównujący krwawe zmagania 44. roku do obecnej sytuacji politycznej i nawołujący do ponownego powstania do walki z rzekomą opresją. “Wróg”, “wojna”, “profanacja” – tekst zawiera pełny pakiet zaawansowanej paranoi, która już nie liczy się z żadną dyskusją. Bo dyskusja jest dla słabeuszy, bierzemy szable i idziemy. Tak, jakby dawni powstańcy walczyli nie o pokój, o normalność, ale o stan nieustającej krucjaty przeciwko wszystkim i wszystkiemu.

 

Rozumiem, że niektórzy ludzie dzień w dzień budzą się sfrustrowani, ponieważ nie ma żadnej prawdziwej wojny, w której mogliby spektakularnie zginąć (albo – jeszcze lepiej – wysłać na nią kogoś innego). Po czasie, zżerani przez ten palący niedosyt, zaczynają domalowywać diabły do demokratycznej rzeczywistości, przekuwać zwykłych oponentów na śmiertelnych wrogów kraju, wiary, cywilizacji.

 

Ale może nie da się inaczej? Otóż – da. Dla mnie najbardziej wzruszającą chwilą rocznicy było nagranie z minuty ciszy w Warszawie. Na 60 sekund zatrzymali się wszyscy przechodnie, samochody i tramwaje, zawyły syreny.

 

A później? Cud. Miasto ożyło na nowo.
 

 
Jakże prosta, mocna, a przede wszystkim pozytywna metafora. Może kiedyś Polska nauczy się przetrawiać historyczne wydarzenia właśnie w taki sposób – bez tanich fajerwerków i wymuszonych emocji, bez skowytu i żądania świeżej juchy. Dopóki tak się nie stanie, dzieci na lekcjach polskiego mogą uczyć się tylko czasu przeszłego. Obawiam się, że dwa pozostałe przestają być w tym kraju potrzebne.

 

The post Felieton 242 – Spocznij, Polsko first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 241 – Gorzka powyborowa /2014/06/14/felieton-240-gorzka-powyborowa/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-240-gorzka-powyborowa Sat, 14 Jun 2014 17:28:51 +0000 /?p=4776 Rzadko mi się zdarza, aby zawiodła mnie negatywistyczna strategia wyrażona hasłem: “Bądź złej myśli, przynajmniej się nie rozczarujesz”. W Polsce i w Czechach europejskie wybory skończyły się kompletną porażką na wszystkich frontach – przegrali zarówno politycy, jak i wyborcy. I to walkowerem.   Pierwszą klęską były kampanie wyborcze, widowisko bardziej obciachowe od wyśmiewanej niedawno Eurowizji. […]

The post Felieton 241 – Gorzka powyborowa first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Rzadko mi się zdarza, aby zawiodła mnie negatywistyczna strategia wyrażona hasłem: “Bądź złej myśli, przynajmniej się nie rozczarujesz”. W Polsce i w Czechach europejskie wybory skończyły się kompletną porażką na wszystkich frontach – przegrali zarówno politycy, jak i wyborcy. I to walkowerem.
 

Pierwszą klęską były kampanie wyborcze, widowisko bardziej obciachowe od wyśmiewanej niedawno Eurowizji. Pomijam w tym momencie warstwę czysto warsztatową, która albo przypominała filmy weselne z wczesnych lat 90., albo flirtowała z estetyką wyborów nowego prezesa PGR-u (patrz kampania Jana Kellera). O wiele gorszy był poziom merytoryczny, a raczej jego brak.

 

O ile polskie spoty wyborcze dostarczyły jeszcze widzom pewnej dawki surrealistycznego humoru, to w Czechach partie całkowicie zrezygnowały z jakichkolwiek ambicji. Partia Svobodní oparła swoją strategię na obronie pasty śniadaniowej, Zieloni wyskoczyli – ni z gruszki, ni z genetycznie modyfikowanej pietruszki – z hasłem Stop GMO, posłowie ODS ostrzegali przed palącym problemem Euro. I co z tego, że może ono zostać przyjęte najwcześniej w 2020 roku, czyli rok po tym, co nasi eurodeputowani wrócą do domów z wypchanymi kieszeniami.
 

Drugim utraconym frontem była frekwencja. Rozumiem, że finał hokeja, rozumiem, że finał Ligi Mistrzów, rozumiem, że ładna pogoda i grill i piwko, ale … Naprawdę tak trudno odłożyć na chwilę browca i przejść się do urny? W Parlamencie Europejskim powstaje większość naszych praw – wszyscy strzeliliśmy sobie w stopę, obywatele.
 

Ma to oczywiście nieuchronne następstwa w postaci trzeciej przegranej. Wspólnymi staraniami wyślemy do Brukseli stado parzystokopytnych (znaczy – jeszcze większych, niż zazwyczaj). I tutaj nie jesteśmy osamotnieni – w całej Europie sukcesy odnosiły ugrupowania o mniej lub bardziej nacjonalistycznych poglądach.
 

W sumie jest to jedyny malutki opatrunek na całą powyborczą sromotę – świadomość, że inni narobili jeszcze większego wstydu. W zestawieniu z greckimi nacjonalistami ze Złotego Świtu jakoś mniej boli fakt, że Polaków przez pięć lat będzie reprezentował w świecie pan, który ma nierówno nad muszką. Mam nadzieję, że ucieszy was chociaż taki pozytywny akcent, bo innego nie będzie.
 

The post Felieton 241 – Gorzka powyborowa first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 240 – Eurowieś /2014/05/13/felieton-240-eurowies/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-240-eurowies Tue, 13 May 2014 06:42:52 +0000 /?p=4691 Życie jest krótkie i szkoda marnować je na głupstwa, jednak fala oburzenia towarzyszącego finałowi Eurowizji była na tyle zabawna, że nie zdzierżę; muszę dorzucić swoje trzy grosze. Będzie szybko i bezboleśnie.   Ekscytacja wywołana widmem sukcesu w “prestiżowym konkursie” płynnie przeistoczyła się we wstręt do tej “głupiej szopki”, gdy okazało się, że znowu klops. Ciekawe, […]

The post Felieton 240 – Eurowieś first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Życie jest krótkie i szkoda marnować je na głupstwa, jednak fala oburzenia towarzyszącego finałowi Eurowizji była na tyle zabawna, że nie zdzierżę; muszę dorzucić swoje trzy grosze. Będzie szybko i bezboleśnie.

 

Ekscytacja wywołana widmem sukcesu w “prestiżowym konkursie” płynnie przeistoczyła się we wstręt do tej “głupiej szopki”, gdy okazało się, że znowu klops. Ciekawe, że utwór o wysublimowanym przekazie “nasze dziewoje dobrze się chędożą” stał się na krótką chwilę nośnikiem narodowych cnót w ruinach europejskiej kultury nawiedzanych przez gejowate boysbandy i brodate baby. Oczywiście widzowie znad Wisły zaczęli zarzucać przeciwnikom płytkie zagrania dopiero po tym, co nie wypaliło szczucie polskim cycem i SMSy licznej diaspory.

 

Nie ukrywam, że przednio się bawiłem czytając komentarze napędzane wysokooktanowym fochem po przegranym finale. Było o krzywdzie, o homolobby, a nawet o upadku cywilizacji (chociaż – jak ktoś trafnie zauważył – ta cywilizacja chyba niewiele jest warta, skoro może jej zagrozić jeden transwestyta). Oczywiście raz po raz powtarzało się pytanie, czy Kiełbasa wygrałaby, gdyby nie nosiła brody – nikt już jakoś nie pytał, czy polska ekipa dotarłaby do finału, gdyby w trakcie występu dziewczyny nie podyndały nad masielnicą gruczołami mlekowymi.

 

 

Myślałem, że nikogo nie zaskoczy program w stylu “tańce, disko i lasery”. Eurowizja jest już z definicji tanią rozrywką, a więc mocne stężenie żenady w występach nie jest problemem, ale wymogiem – taki jest pomysł, taka jest koncepcja. Psioczyć na poziom wykonawców w Eurowizji to jak przyjść do domu publicznego i narzekać, że jego pracownice źle się prowadzą.

 

Czy ktokolwiek włączał telewizor z nadzieją obejrzenia ambitnego konkursu talentów wokalnych? Bardziej niż cokolwiek innego przypomina on przecież estradową paraolimpiadę – do tego rodzaju zabawy świetnie pasowałaby Helena Vondráčková, która mogła z automatu rzucić w mikrofon jakimś malowanym dzbankiem tak, jakby Sopot ’77 nigdy się nie skończył. Pewnie przeważyła obawa, że hrabina popu mogłaby się rozpaść w trakcie transportu. Tak czy owak południowi bracia spasowali – i raczej nie plują sobie z tego powodu w, ehm, brodę. W przypadku tej imprezy wygrywa każdy, kto nie wziął udziału.

 

To dotyczy także i nas, widzów. Jeżeli ktoś czuje gorycz i oburzenie, jeżeli ktoś jest zniesmaczony kuso ubranymi wokalistkami lub – przeciwnie – brzydzą go śpiewający homoseksualiści i panowie w damskich ciuszkach (swoją drogą, miłego słuchania Queenów i oglądania przaśnych telewizyjnych kabaretów), to zawsze może skorzystać z czerwonego przycisku na pilocie. Jedno małe pstryknięcie i nie trzeba wydrapywać sobie oczu. Ot, cud techniki.

 

The post Felieton 240 – Eurowieś first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Felieton 228 – Honor słabeuszy /2013/08/24/felieton-228-honor-slabeuszy/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-228-honor-slabeuszy /2013/08/24/felieton-228-honor-slabeuszy/#comments Sat, 24 Aug 2013 18:20:42 +0000 /?p=4300 Podczas meczu z litewskimi piłkarzami kibice Lecha rozwinęli transparent z hasłem „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”. Kibole, uważani w konserwatywnych kręgach za obrońców patriotyzmu i tradycyjnych wartości, po raz kolejny pokazali klasę. A dokładniej – zerówkę.  Akcje przeprosin i gesty solidarności z Litwinami zostały od razu zaatakowane jako tchórzowskie i zdradzieckie. Podobno jakiś czas […]

The post Felieton 228 – Honor słabeuszy first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Podczas meczu z litewskimi piłkarzami kibice Lecha rozwinęli transparent z hasłem „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”. Kibole, uważani w konserwatywnych kręgach za obrońców patriotyzmu i tradycyjnych wartości, po raz kolejny pokazali klasę. A dokładniej – zerówkę. 

Umbrella-duel-on-bikes

Akcje przeprosin i gesty solidarności z Litwinami zostały od razu zaatakowane jako tchórzowskie i zdradzieckie. Podobno jakiś czas temu Litwini powiesili na stadionie inny obraźliwy napis, a więc nasi kibice stanęli w obronie honoru i ojczyzny.

Mnie to nie rusza, bo od dłuższego czasu uważam, że honor jest dla nieokrzesańców i słabeuszy. Nie bijcie, już wyjaśniam.

Steven Pinker, wybitny amerykański psycholog i lingwista, wydał w ubiegłym roku książkę, która narobiła niezłego szumu i od razu wskoczyła na listę bestsellerów. W swojej pracy Pinker podaje dziesiątki statystyk potwierdzających, że wbrew makabrycznym obrazom malowanym przez media żyjemy w coraz bardziej bezpiecznych i pokojowych czasach. Podaje też kilka powodów, dzięki którym łagodniejemy, a jednym z nich jest właśnie stopniowe odrzucanie koncepcji honoru i zastępowanie go przez … godność. Godność, z którą pomijamy prostackie inwektywy i która stawia wybaczenie nad zemstą. To właśnie ona powinna być uważana za wyznacznik prawdziwego charakteru i odwagi.

Honor jest i zawsze był odruchem prymitywnym, napędzanym przez ego i testosteron (kobiety z reguły nie bawią się w zabójstwa honorowe i bójki na stadionach). Nikt nie policzy, ile krwi kosztował naszą kulturę niedorzeczny kult zemsty, osiągający kuriozalne wymiary na przykład w tradycji pojedynków. Sami tylko Rosjanie stracili w ten najgłupszy z możliwych sposobów dwóch wybitnych literatów – Puszkina i Lermontowa. Pinker opisuje nawet sytuacje, w których angielscy szlachcice stawali do walki na śmierć i życie, ponieważ jeden z nich powiedział, że ma ładniejszego psa. Tragikomizm i bezsens błędnego koła odwetów doskonale przedstawia film Ridley’a Scotta „Pojedynek” (polecam, warto!).

Od takich obraz majestatu i skaz na honorze pękają żyłki i leje się krew. Ciekawe, że w Polsce zwolennikami tępej wendety są często ludzie, którzy uważają się za obrońców idei pewnego pana, który przecież wspominał coś o nadstawianiu drugiego policzka.

Wrócę jednak na moje zaolziańskie podwórko, które od lat przyciąga jak magnes „ludzi honoru” zarówno z czeskiej, jak i z polskiej strony granicy. Kilka dni temu grupa cieszyńskich historyków wydała książkę opisującą zbrodnie czeskich żołnierzy popełnione w trakcie walk w 1919 roku. Jest to podobno logiczna reakcja na pomniczek, który ich przeciwnicy zbudowali czeskiemu generałowi. Niestety, zemsta często jest logiczna – a przynajmniej tak wydaje się jej wykonawcom. Czescy nacjonaliści pewnie też uważali, że postawienie kamienia pamiątkowego jest logiczną reakcją na statuę kobity, która stoi w polskim Cieszynie i wskazuje mieczem w stronę Czech. I tak dalej, i tak w nieskończoność.

To koło będzie się toczyło tak długo, jak długo sprawiedliwie oburzeni nie wyrosną z przedszkolnego nastawienia „psze pani, to on zaczął”. Podobne koła toczą się od dekad, a nawet od stuleci w wielu częściach globu i zatrzymują się dopiero wtedy, gdy wśród bijących się chłopców pojawi się ktoś dorosły. Ktoś, kto zamiast szczeniackiego rzucania kamieniami i grania na nosie zachowa się wreszcie po męsku i przeprosi. Niestety, takich bohaterów nadal dotkliwie nam brakuje.

 

The post Felieton 228 – Honor słabeuszy first appeared on Darek Jedzok.

]]>
/2013/08/24/felieton-228-honor-slabeuszy/feed/ 6
Felieton 225 – Sprawna rzeź /2013/08/01/felieton-225-sprawna-rzez/?utm_source=rss&utm_medium=rss&%23038;utm_campaign=felieton-225-sprawna-rzez Thu, 01 Aug 2013 12:13:41 +0000 /?p=4295 Co roku odbywają się setki historycznych inscenizacji pod gołym niebem. Oferta obejmująca kostiumowe rekonstrukcje wielkich bitew i znaczących wydarzeń została niedawno uzupełniona o całkowicie nową atrakcję – w Radymnie pięć tysięcy osób mogło na nowo przeżyć Rzeź Wołyńską, włącznie z paleniem chat i szlachtowaniem ludności cywilnej. Tak oto historia bawi i uczy. Naprawdę nie wiem, […]

The post Felieton 225 – Sprawna rzeź first appeared on Darek Jedzok.

]]>
Co roku odbywają się setki historycznych inscenizacji pod gołym niebem. Oferta obejmująca kostiumowe rekonstrukcje wielkich bitew i znaczących wydarzeń została niedawno uzupełniona o całkowicie nową atrakcję – w Radymnie pięć tysięcy osób mogło na nowo przeżyć Rzeź Wołyńską, włącznie z paleniem chat i szlachtowaniem ludności cywilnej. Tak oto historia bawi i uczy.

wolyn

Naprawdę nie wiem, jaki zamysł towarzyszył całemu przedsięwzięciu, ale w sumie niewiele to zmienia, ponieważ wszystkie możliwe opcje są jednakowo gorzkie. Chyba nawet mniej by mnie bulwersowało, gdyby impreza ta miała być zwykłą próbą rozdmuchania starych antypatii między Polakami a Ukraińcami. Gorzej, jeżeli organizatorzy poważnie traktowali ją jako wyraz hołdu, ponieważ w tym wypadku trudno sobie wyobrazić gorsze wykonanie. Chcieli dobrze, wyszło jak zawsze.

Już kichał pies realizację, która sprowadziła tę niewyobrażalną tragedię do poziomu melodramatycznego festynu. Kichał pies amatorskich aktorów, którzy latali między chatami w akompaniamencie muzyki ryczącej z głośników. W końcu brak wyczucia estetycznego nie jest karalny.

Na potępienie zdecydowanie zasługuje jednak zestawienie formy z tematem. Jak zareagowałyby rodziny ofiar ataku na World Trade Center, gdyby amerykański rząd zaczął organizować pokazy makiet Boeingów uderzających w kartonowe wieżowce? Albo gdyby polski związek gmin żydowskich – oczywiście w ramach oddania hołdu ofiarom – inscenizował pogrom w Jedwabnem? Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógłby twierdzić, że taka impreza służy poprawie polsko-żydowskich stosunków?

„To było sprawnie zrealizowane widowisko” – powiedział dziennikarzom jeden z obecnych. Gratulacje. Wszystko wskazuje na to, że inscenizacja w Radymnie faktycznie udała się pod względem dramaturgicznym i logistycznym. Została na przykład podzielona na kilka części, aby można było przygotować kulisy do kolejnego etapu, widzowie mieli czas na zjedzenie drugiego śniadania, a aktorzy w upowskich mundurach mogli na moment odetchnąć i podzielić się wrażeniami.

Ale naprawdę tylko na chwilę, bo już woła reżyser, bo już trzeba lecieć dalej. Bo już późno, a tu stodoły nie podpalone, krowy nie wystrzelane, gospodynie nie pogwałcone. A publiczność czeka.

Szkoda, że na końcu zabrakło alegorycznego tańca ukazującego dusze pomordowanych ulatujące do nieba. No i stoisk z hot dogami dla tych, którym skończą się kanapki. Może przynajmniej one będą smaczne, skoro widowisku nie było dane.

 

The post Felieton 225 – Sprawna rzeź first appeared on Darek Jedzok.

]]>